Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych RP poinformowało w piątek rano o pojawieniu się niezidentyfikowanego obiektu w polskiej przestrzeni powietrznej.
"To powinien być kolejny sygnał dla partnerów, że Ukraina potrzebuje większej ilości sprzętu obrony powietrznej, aby chronić siebie i Europę". Tak rzecznik Sił Powietrznych Sił Zbrojnych Ukrainy pułkownik Jurij Ihnat skomentował incydent z obiektem, który wleciał w polską przestrzeń powietrzną podczas dzisiejszego rosyjskiego ataku.
"Przeciwnik atakuje nasze terytoria"
Pułkownik Ihnat podkreślił, że to nie pierwszy tego typu przypadek, który miał miejsce w czasie masowych ostrzałów Ukrainy. Przypomniał, że obiekty wlatywały już na terytorium Rumunii, a w zeszłym roku taki przypadek był też na terenie Polski. Dodał, że nie jest to nic nowego. Wróg atakuje nasze terytoria przygraniczne, zwłaszcza na zachodzie. To jest obwód lwowski i obwód frankowski - wskazał.
- To kolejny znak i sygnał dla naszych partnerów, aby wzmocnili Ukrainę niezbędną liczbą środków, abyśmy stali się tarczą między agresorem a Europą, chronili zarówno siebie, jak i nich - podkreślił Jurij Ihnat.
Nad ranem Rosjanie ostrzelali za pomocą rakiet i dronów Szahed między innymi Kijów, Lwów, Charków, Dniepr, Zaporoże i Odessę. Jak poinformował napisał w serwisie Telegram Andrij Kostin, ogółem na ukraińskie miasta wystrzelono ponad 150 rakiet i dronów. W zmasowanym ostrzale Ukrainy zginęło co najmniej 16 osób, a 97 zostało rannych.
Czytaj także:
IAR/PAP/kg