W wywiadzie z RND dyplomata skrytykował niemiecką politykę pamięci wobec Ukrainy. - Chcemy, by Ukraina była wreszcie postrzegana w niemieckiej kulturze pamięci jako samodzielny podmiot, a nie jako przybudówka Rosji - podkreślił. Dodał, że "Ukraina nie czuje się dostatecznie doceniona w niemieckiej polityce pamięci".
"Każdy kraj ma swoją perspektywę patrzenia na te same fakty". Guzy o polityce historycznej w krajach UE
Mielnik porównał w tym kontekście Ukrainę z Polską. - Polska ma do opłakania prawie sześć milionów zabitych w II wojnie światowej, a teraz doczekała się własnego pomnika w Berlinie. Z zadowoleniem przyjmujemy ten spóźniony krok w kierunku sprawiedliwości. Nie chcę nastawiać ofiar nazizmu przeciwko sobie nawzajem, ale Bundestag, podejmując decyzję o utworzeniu miejsca pamięci tylko dla Polski, świadomie otworzył puszkę Pandory - ocenił.
"Wzywamy koalicję, by zgodziła się na postulat Ukraińców"
Według ukraińskiego ambasadora w Berlinie decyzja Niemiec o utworzeniu w Berlinie miejsca pamięci polskich ofiar niemieckiej okupacji miała "zapobiec żądaniom reparacji ze strony Polaków, a jednocześnie uwiarygodnić ich jako ważnych partnerów w UE, by nie dopuścić do Polexitu". Dyplomata dodaje, że z osobistych rozmów wie, że większość deputowanych SPD i duża część deputowanych CDU/CSU była przeciwna osobnemu miejscu pamięci dla polskich ofiar wojny, ale decyzja o jego powstaniu zapadła i była związana z politycznym aspektem sprawy, nie z kwestią upamiętnienia.
Czytaj także:
Mielnik podkreśla, że Ukraińcy chcą być postrzegani przez Niemcy jako naród, który był jedną z największych ofiar nazizmu. - Dlaczego w centrum Berlina nie miałoby powstać godne miejsce pamięci o Ukrainie? - pytał. - Wzywamy następną koalicję, by zgodziła się na ten słuszny postulat Ukraińców. Mamy nadzieję, że Bundestag nie będzie stosował podwójnych standardów i postawi pomnik ku czci ośmiu milionów Ukraińców - konkluduje ukraiński ambasador.
mbl