Akcja pojmania Maduro była bardzo ryzykowna. Jeden niebezpieczny moment

Amerykańska stacja telewizyjna przeanalizowała, że podczas operacji schwytania wenezuelskiego prezydenta Nicolasa Maduro amerykańskie śmigłowce narażone były na bardzo wysokie ryzyko. Jak podaje CNN, jednostki USA podchodziły do lądowania w mocno fortyfikowanym kompleksie w Caracas, podczas gdy pomiędzy stronami trwała intensywna wymiana ognia.

2026-01-23, 15:30

Akcja pojmania Maduro była bardzo ryzykowna. Jeden niebezpieczny moment
Pojmany Nicolas Maduro w Nowym Jorku. Foto: XNY/STAR MAX/IPx/Associated Press/East News

Akcja USA w Wenezueli. Schwytanie Nicolasa Maduro

CNN przeanalizowała ponad 50 filmów, zdjęć oraz trasy lotów amerykańskich śmigłowców. Dzięki temu udało się zrekonstruować cały przebieg amerykańskiego uderzenia na siedzibę Maduro. W swojej analizie CNN skupiła się szczególnie na ostatnich chwilach akcji, do których doszło w kompleksie wojskowym Fort Tiuna. Według stacji na uwagę zasługuje moment wymiany strzałów tuż przed lądowaniem amerykańskiego wojska. Pomiędzy lądowaniem śmigłowca, w którym umieszczono Maduro i jego żonę, a startem maszyny minęły dwie minuty. Dwie minuty - tyle czasu na zestrzelenie samolotu miała strona wenezuelska, ponieważ cały czas trwała wymiana ognia.

Był jeden kluczowy moment

To właśnie ta chwila - według ekspertów cytowanych przez CNN - była szczególnie niebezpieczna. Śmigłowiec transportowy poruszał się powoli i był na niskiej wysokości, dlatego też łatwiej można było go namierzyć za pomocą broni. Dodatkowo amerykańskie wojsko lądowały tuż przy kompleksie, w którym przebywał Maduro.

Według CNN atak przygotowywany był z dużym wyprzedzeniem. W jego dniu eksplozje słychać było w całej Wenezueli. Siły amerykańskie na początku zniszczyły infrastrukturę radarową, komunikacyjną i obrony powietrznej, żeby utorować trasę śmigłowcom sił specjalnych. Według CNN pierwsze wybuchy słyszano w nadmorskim Higuerote. Znajdują się tam systemy obrony powietrznej, w tym rosyjski system Buk-M2. Na nagraniach widać było dymiącą wyrzutnię rakiet. Według Wesa Bryanta, emerytowanego sierżanta sztabowego Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, w całej operacji chodziło o strategię "zorganizowanego chaosu" - stąd prewencyjne ostrzały tuż przed wylądowaniem w kompleksie Fort Tiuna.

Czytaj także:

Źródło: CNN/hjzrmb

Polecane

Wróć do strony głównej