Głośno o najbardziej "rosyjskim" mieście w UE. W sieci krążą propagandowe hasła

O Narwie, mieście przy wschodniej granicy UE, w ostatnim czasie zrobiło się głośno. Głównie za sprawą prorosyjskiej propagandy w mediach społecznościowych. Mimo niepokojących doniesie mieszkańcy żyją codziennością i koncentrują się na przetrwaniu, a lokalni eksperci podkreślają, że w Narwie nie ma realnych tendencji separatystycznych.

2026-04-07, 11:51

Głośno o najbardziej "rosyjskim" mieście w UE. W sieci krążą propagandowe hasła
Narwa to graniczne miasto UE między propagandą a codziennym życiem. Foto: Deposit/East News

Narwa między propagandą a codziennym życiem

Narwa na mapie Europy wygląda jak zwykłe miasto przy wschodniej granicy UE. W ostatnim czasie na anonimowych rosyjskojęzycznych kanałach w mediach społecznościowych, które działają pod prowokacyjną nazwą "Narwiańska Republika Ludowa", pojawiły się wzywania do oderwania miasta od Estonii. Estońskie służby określają te działania jako medialną prowokację, a mieszkańcy reagują obojętnie.

- Mieszkańcy martwią się o wizerunek swojego miasta. Takie doniesienia stawiają nas w złym świetle, a nikt tego nie chce. Ludzie kochają Narwę. Nie mają czasu na wymyślanie historii - liczy się przetrwanie, opłacenie rachunków za ogrzewanie i prąd - mówi burmistrzyni Katri Raik, cytowana przez DW.

Życie w Narwie przebiega zwyczajnie, choć po drugiej stronie rzeki leży rosyjski Iwangorod, z formalnie otwartą, lecz ograniczoną granicą. Miasto pozostaje najbardziej rosyjskojęzyczne w UE. Około 98 proc. mieszkańców używa rosyjskiego w domu, a jedna trzecia posiada rosyjski paszport. Lokalni eksperci zdecydowanie odrzucają jakiekolwiek tendencje separatystyczne. - W Narwie nie ma separatystów i nigdy ich nie było - poza krótkim okresem 35 lat temu, gdy pojawiały się marzenia o autonomii w ramach estońskiej republiki. Dziś nikt poważnie o tym nie mówi - podkreśla Roman Wikulow, dziennikarz i antropolog.

Granica dobrobytu i strategiczne znaczenie miasta

Porównanie Narwy z Iwangorodem wyraźnie pokazuje przewagę miasta po stronie estońskiej. Chociaż rosyjski projekt promenad nad rzeką otrzymał wyższe finansowanie, jego jakość i efekty pozostawiają wiele do życzenia, podczas gdy Narwa korzysta z inwestycji UE.

- Porównanie poziomu życia można przeprowadzać co tydzień. Rosjanie są biedniejsi, a Iwangorod sprawia wrażenie miasta depresyjnego. Emerytury są tam kilkukrotnie niższe niż w Estonii. Dlatego scenariusz krymski jest tu nierealny. Ludzie nie chcą do Rosji - zauważa Siergiej Stiepanow z estońskiej telewizji publicznej.

Mimo że lokalne nawoływania do separatyzmu nie mają poparcia, Narwa pozostaje obecna w rosyjskim dyskursie. Od początku inwazji Rosji na Ukrainę rosyjska strona granicy wykorzystuje symbole sowieckie i parady transmitowane tak, by były widoczne z Narwy, przypominając mieszkańcom o strategicznym położeniu miasta. Starsi mieszkańcy podsumowują sytuację krótko: "Nic mnie to nie obchodzi. Mieszkam tu od dawna. Narwa jest taka, jaka jest - i to jest moje miasto".

Czytaj także:

Źródło: DW/tw

Polecane

Wróć do strony głównej