Uciec można tylko "drogą śmierci". Koszmar w ukraińskim mieście
W leżącym na froncie, okupowanym przez Rosjan ukraińskim mieście Oleszki, sytuacja 2000 pozostałych mieszkańców jest wręcz patowa. Ucieczka prowadzi przez zaminowaną "drogę śmierci", a warunki na miejscu ocierają się o kryzys humanitarny. Coraz trudniej jest zdobyć świeże jedzenie i lekarstwa. - Ludzie robią, co mogą, żeby przetrwać - powiedziała BBC jedna z mieszkanek.
2026-05-06, 11:23
Ucieczka tylko "drogą śmierci"? Oleszki odcięte od świata
Oleszki są pod rosyjską kontrolą od początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 r. Sytuacja w mieście pozostaje bardzo trudna, aczkolwiek BBC dotarło do zdjęć pokazujących jak tłum ludzi, głównie starszych, odbiera jedzenie na miejskim placu, co oznacza, że udało się zorganizować jakieś dostawy żywności.
Jedna z rozmówczyń stacji, przedstawiona jako Ludmiła (imię zostało zmienione) podkreśliła, że taka sytuacja to pewna ulga dla tych, którzy pozostali, choć ceny jedzenia były wysokie. Wcześniej niektórzy zmuszeni byli szukać pożywienia w opuszczonych domach. Podstawą diety są makaron i konserwy.
Ludmiła w rozmowie z BBC opowiada, że jest uwięziona w Oleszkach i bezradnie obserwuje, jak jej rodzinne miasto ulega zniszczeniu. Sytuacja miejscowości jest dramatyczna m.in. ze względu na jej położenie - odcina je rzeka, na której mosty zostały zniszczone, a drogi wyprowadzające z miasta są albo niebezpieczne, albo nieprzejezdne. Mieszkańcy twierdzą, że każda próba wyjazdu wiąże się z ogromnym ryzykiem. Trasa nazwana "drogą śmierci" jest bowiem, według doniesień, gęsto zaminowana. Jakby tego było mało, Oleszki znajdują się w ogniu krzyżowym wojsk Ukrainy i Rosji.
Trudne warunki w Oleszkach. "Nikt z nas nie mógł już tego znieść"
BBC informuje, że mimo trudnych warunków w Oleszkach zdarzają się udane ewakuacje mieszkańców. Jeden z nich, mężczyzna przedstawiony jako Wołodymyr, zdecydował się opuścić miasto razem z rodziną z powodu ciągłego poczucia zagrożenia ze strony dronów oraz traumy po tym, jak był świadkiem śmierci sąsiadki w wyniku ostrzału. Jak podkreślił, "nikt z nas nie mógł już tego znieść".
Z jego relacji wynika, że został ewakuowany karetką zorganizowaną przez wolontariuszy. Sama droga ucieczki była dla niego kolejnym traumatycznym doświadczeniem - wzdłuż trasy widział spalone pojazdy, niektóre z ciałami ludzi w środku.
Rozmowy BBC z mieszkańcami, których - jak zastrzeżono - części nie udało się zweryfikować, pokazują również narastające poczucie bezsilności wśród osób, które pozostały w mieście. Ludmiła opowiada, że musiała opuścić swój dom po zniszczeniu tamy w Nowej Kachowce przez Rosjan. Obecnie mieszka w cudzym, częściowo spalonym budynku i nie planuje przeprowadzki, ponieważ - jak twierdzi - w całym regionie sytuacja jest równie zła.
Z relacji mieszkańców wyłania się ponury obraz miasta: na ulicach mają leżeć ciała, które bywają usuwane dopiero po kilku dniach, a w przypadku rosyjskich żołnierzy niekiedy pozostają nieuprzątnięte. Według doniesień rosyjskie siły mają ukrywać się w budynkach i piwnicach, wykorzystując je jako schronienie przed ukraińskimi dronami. Jak mówi Ludmiła: "siedzą w piwnicach. Nie widzimy ich, ale tam są".
Siły rosyjskie "rozsiewają" miny?
Ukraina apeluje o utworzenie korytarza humanitarnego z Oleszek, który umożliwiłby bezpieczną ewakuację mieszkańców. Rzecznik praw człowieka Ukrainy, Dmytro Łubinec, oskarżył Rosję o "celowy terroryzm" wymierzony w ludność cywilną oraz o pozostawienie mieszkańców okupowanego miasta "samym sobie".
Z kolei cytowana przez BBC ambasada Rosji w Londynie twierdzi, że problemy humanitarne w regionie są skutkiem "systematycznych ataków" strony ukraińskiej. Instalowany przez Moskwę przedstawiciel władz obwodu chersońskiego posunął się dalej, zarzucając Ukrainie niszczenie infrastruktury cywilnej, w tym szkół i przedszkoli.
BBC podkreśla jednak, że trudno jednoznacznie ocenić skalę i pochodzenie min pozostawionych w okolicy. Jeden z ukraińskich żołnierzy miał powiedzieć, że były one wykorzystywane do blokowania rosyjskich transportów wojskowych do Oleszek, jednocześnie zaznaczając, że cywilnym wolontariuszom przekazywano informacje o względnie bezpiecznych trasach. Dodał również, że "rosyjskie siły same rozsiewają miny w regionie".
Jednocześnie, nie każdy chce opuścić miasto. Szczególnie seniorzy nie są zainteresowani porzuceniem swych domów na rzecz niepewnej przyszłości.
- UE reaguje na porwania ukraińskich dzieci. Zaostrzy sankcje wobec Rosji
- Rosja gotowa do rozmów pokojowych? Rzecznika MSZ zabrała głos
- "Żelazny ptak" poluje na drony. Tajna broń Ukrainy w akcji
Źródło: BBC/ms