more_horiz
Wiadomości

"Apodyktyczne i niebezpieczne podejście". Niemiecki historyk o układach Berlina i Moskwy

Ostatnia aktualizacja: 06.09.2022 08:20
Władimir Putin korzysta z tego, że Zachód nie jest w pełni zjednoczony przeciwko niemu – uważa Heinrich August Winkler, historyk niemiecki. W rozmowie z portalem t-online wskazuje na wiele błędów niemieckiej polityki wobec Rosji i podkreśla, że Polska, kraje bałtyckie i Ukraina wielokrotnie wyrażały w tej kwestii poważne obawy.
Zachodnie demokracje muszą pozostać zjednoczone w swoim oporze wobec Putina - podkreśla niemiecki historyk Heinrich August Winkler
Zachodnie demokracje muszą pozostać zjednoczone w swoim oporze wobec Putina - podkreśla niemiecki historyk Heinrich August WinklerFoto: EPA/SERGEY GUNEEV/KREMLIN POOL/SPUTNIK / POOL

Jak zauważa Winkler, zachodnie demokracje muszą pozostać zjednoczone w swoim oporze wobec Putina, w przeciwnym razie Ukraina nie będzie ostatnią ofiarą "dążenia do wielkości" i prób reaktywowania imperium rosyjskiego.

- Jeśli Putin zwycięży i będzie czuł, że Zachód jest mu posłuszny, Ukraina z pewnością nie będzie ostatnim przystankiem w jego pędzie do ekspansji – zaznacza historyk.

Aneksja Krymu

Pomimo aneksji Krymu przez Putina w 2014 roku, Niemcy wciąż hurtowo kupowały rosyjski gaz – podkreśla t-online.

- Jest dla mnie niezrozumiałe, jak Niemcy (…) mogły pozostać nieświadome tej jednostronnej zależności energetycznej od tak ekspansywnej potęgi, jak Rosja. Przeważyły interesy gospodarcze, wszystkie wcześniejsze zobowiązania co do prymatu polityki okazały się pustosłowiem – uważa Winkler.

Bez zaufania

- Nigdy więcej nie możemy już zaufać Putinowi, nawet jeśli będziemy musieli z nim znowu siąść do rozmów. W 2014 roku dał on jasno do zrozumienia, że (…) nie przestrzega już europejskiego ładu pokojowego – mówi Winkler.

- Szef Kremla ma tylko jeden cel: odwrócić w miarę możliwości rzekomą "katastrofę geopolityczną", jak określił rozpad Związku Radzieckiego. To właśnie sprawia, że sytuacja jest tak niebezpieczna dla Zachodu - dodaje historyk.

Katastrofa projektu NS2

Była kanclerz Angela Merkel miała "znacznie bardziej realistyczny obraz Rosji i jej przywództwa niż jej poprzednik Gerhard Schroeder", ale jeśli chodzi o politykę energetyczną - Merkel "płynnie podążyła drogą Schroedera" - czytamy.

- Konsekwencją tego jest katastrofa projektu gazociągu Nord Stream 2. Działania Merkel były błędem strategicznym. Nie bez powodu Polska i kraje bałtyckie wielokrotnie wyrażały poważne obawy, a szczególnie o swój byt obawiała się Ukraina – wskazuje ekspert.

Niemiecka głuchota

Jak mówi, Niemcy przez długie lata pozostawały głuche na głosy krajów Europy Wschodniej. Szczególnie w początkach prezydentury Putina "Niemcy dawali się oszukiwać niezwykle zręcznej retoryce Putina".

- Wszystkie oznaki agresywnej i nacjonalistycznej reorientacji w Rosji zostały przez wielu przeoczone. (…) Jednak Polska i kraje bałtyckie bardzo uważnie obserwowały rozwój sytuacji, podczas gdy Berlin utrzymywał raczej bezkrytyczne stosunki z Rosją – dodaje historyk.

Wiara we własną potęgę

Za błędną ocenę reżimu Kremla w ostatnich latach Winkler obwinia "niektórych niemieckich polityków, a zwłaszcza byłych polityków, uważających, że w stosunkach niemiecko-rosyjskich odgrywają potężną rolę".

- Ten sposób myślenia zakładał, że jeśli Niemcy i Rosja się dogadają, to w Europie Środkowo-Wschodniej wszystko będzie dobrze. To bardzo apodyktyczne i niebezpieczne podejście – podkreśla.

Akt podwójnej agresji

Jak zauważa t-online, w Polsce porozumienie niemiecko-rosyjskie przywodzi na myśl rozbiory Polski, kiedy to Prusy, Austria i Rosja wspólnie zakończyły na ponad 100 lat egzystencję Polski jako suwerennego państwa. Potem w pakcie Hitlera ze Stalinem w 1939 roku "Rzesza Niemiecka i Związek Radziecki ponownie podzieliły Polskę między siebie".

Jak potwierdza Winkler, ten pakt, "nazywany oficjalnie paktem o nieagresji, był w istocie aktem podwójnej agresji".

- Pierwsza ofiarą tego współdziałania niemiecko-rosyjskiego padła Polska, następne były Litwa, Estonia i Łotwa. Dzisiejsze Niemcy nie mogą sobie pozwolić na zapomnienie tego historycznego faktu, jeśli chcą poważnie potraktować swoją przeszłość – zauważa historyk.

Dodatkowo "Republika Federalna ma zobowiązania wobec Rosji nie tylko w wyniku niemieckiego ataku na Związek Radziecki w 1941 roku i kolejnych zbrodni, ale także wobec ówczesnych republik radzieckich: Ukrainy i Białorusi".

Arogancja polityków

W Niemczech coraz częściej pojawiają się żądania złagodzenia sankcji wobec Rosji, m.in. kilku polityków SPD wypowiadało się przeciwko dostawom ciężkiej broni na Ukrainę, wzywając ją do zawieszenia broni.

- Arogancją jest chcieć dyktować zaatakowanej Ukrainie, jak i kiedy powinna zakończyć tę wojnę. Ma ona pełne prawo do obrony swojego kraju, (…) a Niemcy będą wspierać Ukrainę bronią tak długo, jak będzie to konieczne. To dobre i właściwe podejście - podsumowuje Winkler.

Czytaj także:

fc

Zobacz także

Zobacz także