Portrety kolejnych przewodniczących parlamentu wykonał renomowany ponoć artysta Dragan Stojkov. Twarze oddał bardzo realistycznie, ale ze zniekształconą perspektywą. Nie żałował też czerwonej farby. Wszystko razem sprawiło, że sportretowani wyglądają, jakby byli źle uszminkowani albo chorzy.
- Wyglądają, jakby spadli z Marsa - ocenił dzieła jeden z ekspertów, krytykując portrety jako "złą, prowincjonalną sztukę". Niektórzy ze sportretowanych zażądali nawet usunięcia ich podobizn z parlamentu.
Olejne portrety, zawieszone w gmachu parlamentu, spotkały się z jeszcze ostrzejszymi recenzjami zwykłych obywateli. Ludzie mówią o "zdjęciach z listów gończych".
Oburzenie opinii publicznej budzi też cena, jaką artyście zapłacono za jego dzieła. Każdy portret kosztował, w przeliczeniu, prawie 2 tysiące euro, a zamówiono ich ponad 20.
kk