Premier: nie ma ryzyka, że wobec Polski zostaną zastosowane sankcje
- Komisja Europejska wskazuje ewentualnie, jakie środki trzeba podjąć, jeżeli uzna, że pewne działania nie są wystarczające - powiedziała Beata Szydło.
2016-01-14, 10:56
Premier pytana w TVN24 o to, czy fakt, że KE zdecydowała się w środę wszcząć wobec Polski pierwszy etap procedury dotyczącej ochrony państwa prawa, jest porażką rządu i polskiej dyplomacji, powiedziała, że jest to normalna procedura, którą podejmuje Komisja Europejska.
- Polska sprawa była jednym z dwunastu tematów, które były omawiane wczoraj przez KE i tak ważne tematy, jak na przykład problem imigrantów (...), to są tak naprawdę te realne problemy, o których trzeba dzisiaj w Europie rozmawiać i rozmawiała też Komisja Europejska - mówiła Beata Szydło.
Dodała, że Polskę poproszono o pewne wyjaśnienie i dostarczenie materiałów, doprecyzowanie pewnych informacji, które już wcześniej polski rząd złożył w KE. Odniosła się także do tego, że Polska jest pierwszym krajem, który został poddany takiej procedurze.
- Po raz pierwszy Komisja wydała takie postanowienie dlatego, że tak naprawdę ta procedura, którą zastosowano, działa od 2014 roku. A ta Komisja, która w tej chwili pracuje, działa ponad rok (...). Wcześniej takie oceny funkcjonowania państw europejskich również były czynione przez Komisję Europejską, tylko nie sformalizowano tego w żaden sposób. Dopiero w 2014 r. doszło do sformalizowania - zaznaczyła.
REKLAMA
Zaproszenie dla przewodniczącego KE
Premier zapowiedziała, że uda się do Parlamentu Europejskiego, jeżeli będzie tam przeprowadzona debata na temat sytuacji w Polsce.
Wyjaśniła także, że zaprosiła przewodniczącego KE Jean-Claude Junckera i pozostałych komisarzy, którzy tylko zechcą przyjechać do Polski.
- Żebyśmy tu na miejscu mogli porozmawiać, żeby oni się przekonali, że wszystko jest w porządku - powiedziała szefowa rządu.
- Jeżeli ktoś mówi, że w Polsce są łamane prawa demokratyczne, a najlepszym dowodem na to, że tak nie jest, są organizowane w spokoju manifestacje tych, którzy nie zgadzają się z decyzjami rządu, nikt do tych manifestantów nie strzela, nikt nie aresztuje tych, którzy w mediach czy internecie krytykują rząd. Mówię o tym dlatego, żeby pokazać, jaka jest różnica między tym, jaka jest w tej chwili sytuacja w Polsce, a jaka była przez ostatnie osiem lat, kiedy nie można było protestować przeciwko ówczesnej władzy, bo to się nie podobało i stosowano ostre środki - zaznaczyła.
REKLAMA
Beata Szydło powiedziała, że ma wrażenie, iż wiceszef KE Frans Timmermans nie ma do końca precyzyjnej wiedzy.
- Myślę, że to będzie dobry moment, żeby mu pewne rzeczy pokazać i wytłumaczyć (...). Natomiast, czy on jest obiektywny w ocenie sytuacji polskiej w tej chwili? Ja tak nie chciałabym może pewnych rzeczy wyolbrzymiać, ale przypomnijmy sobie, że pan komisarz Timmermans został przez poprzedniego prezydenta Bronisława Komorowskiego odznaczony wysokim odznaczeniem państwowym, naszym. Więc myślę, że on też może kierować się w swoich ocenach troszeczkę takimi sympatiami, które nie są do końca z nami związane - powiedziała.
Dodała, że bardzo chętnie się spotka z Timmermansem i zaprasza go.
Kwestia listu Zbigniewa Ziobry
Premier była pytana, czy nie był błędem emocjonalny list ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. 23 grudnia 2015 r. wiceszef KE Frans Timmermans - w liście wysłanym do szefa polskiej dyplomacji Witolda Waszczykowskiego i ministra sprawiedliwości - zwrócił się o informacje ws. reformy Trybunału Konstytucyjnego oraz wezwał do nieprzyjmowania nowelizacji ustawy o Trybunale. Ziobro w odpowiedzi napisał m.in., że odebrał list Timmermansa, "jako próbę nacisku na demokratycznie wybrany parlament i rząd suwerennego państwa, jakim jest Polska".
REKLAMA
Powiedziała, że Ziobro otrzymał pytania, które zostały do niego skierowane i wystosował odpowiedź.
- Niektórzy twierdzą, że była być może zbyt emocjonalna, niektórzy mówią, że była zbyt ostra, niektórzy twierdzą, że była w porządku. Ja pewnie list napisałabym nieco inaczej, ale to jest decyzja, odpowiedzialność oczywiście pana ministra. Rzecz w tym, że przede wszystkim najważniejszą sprawą w tym liście nie była kwestia tych emocji, tylko odpowiedzi na pytania, które padły. Ale skoro te odpowiedzi były niewystarczające, to my podejmujemy w tej chwili takie działania, aby je dostarczyć. Jest z naszej strony pełna otwartość, pełna dobra wola, żeby dostarczyć wszystkie informacje, które Komisja będzie potrzebowała i których będzie oczekiwała - tłumaczyła.
Sankcje wobec Polski?
Według premier nie ma ryzyka, że wobec Polski zostaną zastosowane sankcje.
- Po pierwsze Komisja Europejska nie może nikogo karać, Komisja Europejska wskazuje ewentualnie, jakie środki trzeba podjąć, jeżeli uzna, że pewne działania nie są wystarczające - wyjaśniła.
REKLAMA
Decyzje KE
Wiceszef KE Frans Timmermans poinformował w środę, że KE zdecydowała się wszcząć wobec Polski pierwszy etap procedury dotyczącej ochrony państwa prawa ze względu na to, że - jak mówił - wiążące zasady dotyczące TK nie są obecnie przestrzegane.
Timmermans wysłał też list do polskiego rządu z zaproszeniem do dialogu. Pismo jest odpowiedzią na list ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry z 11 stycznia, który z kolei był reakcją na list Timmermansa z 23 grudnia 2015 r. dotyczący ustawy o TK. Wiceszef KE napisał w środę, że pewne ostateczne orzeczenia TK nie są w Polsce respektowane, a uchwaloną 23 grudnia nowelizację ustawy o TK wprowadzono w życie, nie czekając na opinię Komisji Weneckiej Rady Europy.
"Jak rozumiem, łącznym efektem tej nowelizacji będzie utrudnienie kontroli Trybunału nad konstytucyjnością przyjmowanych ustaw" - napisał Timmermans.
Poinformował, że w trakcie dyskusji komisarzy nie było różnic w opiniach co do tego, jakie kroki podjąć w sprawie Polski. Zadeklarował, że jest gotów w każdej chwili udać się do Warszawy. W połowie marca KE ma powrócić do tematu sytuacji w Polsce. Rozpoczęta procedura pozwoli także KE na przyjrzenie się zmianom w polskiej ustawie o radiofonii i telewizji, która również budzi zaniepokojenie Brukseli.
Źródło: TVN24/x-news
REKLAMA
mr
REKLAMA