W wywiadzie dla jednej z tureckich stacji telewizyjnych premier Binali Yildirim zapowiedział, że straż prezydencka zostanie rozwiązania, bo "nie ma powodu, by dalej istniała". Straż liczy 2,5 tysiąca funkcjonariuszy, ale 283 zostało zatrzymanych po nieudanym puczu.
Od tygodnia w Turcji trwają czystki po zamachu stanu. Osoby, które miały mieć związek z rebelią trafiły za kratki. - Wszyscy, którzy byli zaangażowani w tę próbę odpowiadają przed państwem, siłami bezpieczeństwa i wymiarem sprawiedliwości. W sumie zatrzymanych jest 13165 osób – informował prezydent Recep Erdogan. Jak mówił, ponad 5 tysięcy osób oczekuje na proces, a w tym gronie jest 123 generałów wojska i niemal 300 wysokich rangą policjantów.
Turcja: stan wyjątkowy i zawieszona Europejska Konwencja Praw Człowieka
Ocenia się, że od nieudanego puczu zatrzymano lub zwolniono z pracy ponad 60 tysięcy osób, w tym żołnierzy, policjantów, sędziów, urzędników państwowych, nauczycieli oraz wykładowców akademickich.
Wczoraj władze zdecydowały o zamknięciu ponad tysiąca szkół prywatnych, ponad 1200 organizacji i fundacji charytatywnych, 19 związków, 15 uniwersytetów i 35 zakładów medycznych mogących mieć powiązania z Fethullahem Gulenem.
Mieszkający w Stanach Zjednoczonych muzułmański duchowny Fethullah Gullen, uważany jest za największego wroga prezydenta Erdogana. Władze w Ankarze oskarżają go o zorganizowanie puczu. On sam temu zaprzecza. Tureckie władze poinformowały, że zatrzymały właśnie bratanka Gullena, który miał być bezpośrednio zaangażowany w zamach. Według władz, mężczyzna miał przyjechać do Turcji na dwa dni przed puczem.
Od czwartku w Turcji obowiązuje stan wyjatkowy.
IAR/fc