- To był dla niej szok. Popłakała się, ale ze zrozumieniem przyjęła decyzję o unieważnieniu pracy - powiedział "Nowinom" dyrektor szkoły Zbigniew Kalandyk. Przyznał, że także dla niego była to dramatyczna chwila i ogromne przeżycie. Jak powiedział, dziewczyna nie miała złych intencji i nie korzystała z telefonu, ale przepisy nie pozostawiły mu wyboru. Pechowa maturzystka była przekonana, że aparat zostawiła w torebce w innej sali.
Dziewczyna może przystąpić do pozostałych egzaminów w tej sesji, ale język polski może zdawać powtórnie dopiero za rok. Nie ma możliwości poprawienia w sierpniu pracy, która została unieważniona. To oznacza, że świadectwo otrzyma za rok i wtedy będzie mogła starać się o przyjęcie na studia. Dziewczyna, jak podkreślił dyrektor, jest świetną uczennicą. - Jedna z kilku osób, które zdają maturę na poziomie dwujęzycznym - dodał Zbigniew Kalandyk.
Nowiny24.pl/fc