Ratowników w czwartek przed godziną 16 - wezwało Centrum Powiadamiania Ratunkowego, informację potwierdziło potem Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe. Do wypadku doszło w trudno dostępnym terenie jeśli chodzi o zasięg telefonii komórkowej. - Mąż poszkodowanej z trudem dodzwonił się na telefony alarmowe - powiedział Radiu Rzeszów Krzysztof Szczurek - zastępca naczelnika bieszczadzkiej grupy GOPR w Sanoku.
Pozostali członkowie rodziny prawie nie ucierpieli, jeden z chłopców odczuł jedynie mrowienie w rękach i nogach. W akcji ratowniczej brali udział także funkcjonariusze straży granicznej w Stuposianach.
IAR/Radio Rzeszów/aj