more_horiz
Wiadomości

Ekspertka PISM: Donald Trump wrzucił bliskowschodnie żetony do jednego koszyka, Palestyńczycy mają teraz tylko jeden żeton

Ostatnia aktualizacja: 29.01.2020 16:00
- Porozumienie przedstawione przez prezydenta USA Donalda Trumpa nie doprowadzi do pokoju na Bliskim Wschodzie  - oceniła dr Patrycja Sasnal z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych w rozmowie z portalem PolskieRadio24.pl. Jak mówi - plan z punktu widzenia Palestyńczyków jest nie do przyjęcia i najpewniej nie będą go negocjować. 
Widok na Jerozolimę z Góry Oliwnej
Widok na Jerozolimę z Góry OliwnejFoto: PAP/EPA/ATEF SAFADI

EPA Abbas 1200.jpg
Prezydent Autonomii Palestyńskiej: plan USA to nonsens, nie padniemy na kolana

>>>[CZYTAJ TAKŻE] Premier Izraela chce aneksji Zachodniego Brzegu

Plan wzmacnia tymczasowo Benjamnina Netanjahu przed wyborami w Izraelu – zaznaczyła też dr Patrycja Sasnal.

Prezydent USA Donald Trump w planie pokojowym dla Bliskiego Wschodu wezwał do utworzenia dwóch oddzielnych państw Izraela i Palestyny. Terytoria palestyńskie miałyby zostać powiększone dwukrotnie, ale jednocześnie Izrael uzyskałby pełną suwerenność nad żydowskimi osiedlami na Zachodnim Brzegu Jordanu.

Jak ocenia dr Patrycja Sasnal z PISM, możliwości przyjęcia tego planu przez Palestyńczyków są niemal zerowe, bo, jak mówi, przynosi on korzyści tylko stronie izraelskiej. - Izrael dostał już wszystko ze strony amerykańskiej – otrzymał bezprecedensowe wsparcie – podkreśliła.

Prawa do Zachodniego Brzegu Jordanu i Doliny Jordanu

Ekspert PISM dr Patrycja Sasnal oceniła, że prezydent Donald Trump zapowiedział uznanie zwierzchnictwa Izraela nad osiedlami na Zachodnim Brzegu Jordanu oraz  Doliną Jordanu i oceniła, że takie rozwiązanie – w świetle powziętych rezolucji – jeśli przyjęte jednostronnie, byłoby niezgodne z prawem międzynarodowym. – Tego elementu wcześniej nie było – dodała nasza rozmówczyni.

pap donald trump 1200.jpg
Trump ogłosił plan pokojowy dla Bliskiego Wschodu. Chce dwóch oddzielnych państw

- Granicami Izraela i mającej powstać Palestyny są granice sprzed czerwca 1967 roku - mówi analityczka PISM - dodała, że to wyraz zapisów w rezolucjach RB ONZ i ZO ONZ. - Wszelkie modyfikacje mogą zostać naniesione tylko przez strony konfliktu w drodze negocjacji – zaznaczyła.

CZYTAJ TAKŻE: W 1967 Izrael odniósł zwycięstwo w wojnie sześciodniowej. Wcześniej świat arabski dażył dokonfrontacji z Izraelem, która miała zniszczyć państwo żydowskie >>>

Jak zauważyła też Patrycja Sasnal, reprezentacja palestyńska we wschodniej Jerozolimie wedle planu de facto nie znajduje się w mieście, ale poza nim, na obrzeżach.

- Palestyńczycy nie mogą negocjować, byłoby dla nich samobójstwem politycznym zasiąść nad takim planem – dodała. Nie będzie zatem negocjacji. Zdaniem ekspertki Trump i Netanjahu bazują na znużeniu tematem palestyńskim, Palestyńczycy zaś nie mają kart przetargowych, by walczyć skutecznie o swoje interesy.

- Nie można zaczynać negocjacji od zabrania wszystkich żetonów jednej stronie i dania ich drugiej. Jedynym żetonem, jaki mają Palestyńczycy – są ziemie  - i kwestie prawa międzynarodowego (...) Donald Trump zabrał te żetony Palestyńczykom i wrzucił je do koszyka Izraela – zauważyła..

Zdania podzielone w kwestii planu pokojowego

Plan został ogłoszony po spotkaniu Trumpa z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu, który odniósł się do niego pozytywnie. Natomiast Palestyna zdecydowanie odrzuciła propozycje Trumpa. Zdaniem prezydenta Autonomii Palestyńskiej Mahmuda Abbasa inicjatywa Stanów Zjednoczonych to "nonsens". "Nie padniemy na kolana" - oświadczył Abbas.

Izrael zrobił wielki krok w kierunku pokoju - oświadczył we wtorek prezydent USA Donald Trump w Białym Domu po ogłoszeniu pokojowego planu dla Bliskiego Wschodu, zakładającego rozwiązanie dwupaństwowe. Premier Izraela "jest skłonny poprzeć tę wizję" - dodał.

Po spotkaniu w Waszyngtonie z izraelskim premierem Benjaminem Netanjahu Trump podkreślił, że plan będzie podstawą do negocjacji między Izraelem a Palestyńczykami.

- Premier Netanjahu zapewnił mnie, że jest skłonny poprzeć tę wizję jako podstawę do bezpośrednich negocjacji. Lider (izraelskiej) opozycji Benny Gantz również poparł plan, więc jest to historyczny przełom w relacjach z Palestyńczykami - dodał prezydent USA.

Po ogłoszeniu przez Biały Dom planu pokojowego dla Bliskiego Wschodu premier Izraela Benjamin Netanjahu oświadczył we wtorek w Waszyngtonie, że plan przedstawia "realistyczną ścieżkę" do osiągnięcia trwałego pokoju w regionie. - To wielki dzień - powiedział. Premier Izraela wyraził uznanie dla planu, który zakłada przyznanie zwierzchnictwa Izraela nad żydowskimi osiedlami w Dolinie Jordanu. - Stał się pan pierwszym światowym przywódcą, który uznał suwerenność Izraela nad obszarami Judei i Samarii (tj. Zachodniego brzegu jordanu - PAP), które są niezbędne dla naszego bezpieczeństwa i mają kluczowe znaczenie dla naszego dziedzictwa - powiedział Netanjahu, zwracając się do prezydenta USA Donalda Trumpa. 

Prezydent Autonomii Palestyńskiej Mahmud Abbas we wtorek zdecydowanie odrzucił plan pokojowy dla Bliskiego Wschodu, zaprezentowany tego dnia w Waszyngtonie, i określił tę inicjatywę Stanów Zjednoczonych jako "nonsens". - Nie padniemy na kolana - oświadczył.

- Po nonsensie, który dziś usłyszeliśmy, wypowiadamy tysiąckrotne "nie" dla tego porozumienia stulecia - powiedział palestyński przywódca na konferencji prasowej w Ramallah na Zachodnim Brzegu Jordanu.

Podkreślił, że Palestyńczycy nadal będą dążyć do zakończenia izraelskiej okupacji na terytoriach palestyńskich oraz utworzenia państwa Palestyna ze stolicą w Jerozolimie Wschodniej.

- Nie padniemy na kolana i nie poddamy się - zapowiedział Abbas, dodając, że Palestyńczycy będą stawiać opór planowi zaprezentowanemu przez USA za pomocą "pokojowych, powszechnych sposobów".

Abbas zwołał nadzwyczajne spotkanie z innymi palestyńskimi frakcjami, w tym z Hamasem, by omówić zjednoczoną odpowiedź strony palestyńskiej na plan. Abbas odrzucił plan już wcześniej, przed jego ogłoszeniem, zarzucając administracji USA stronniczość na korzyść Izraela.

Rządzący w Strefie Gazy radykalny ruch palestyński Hamas oświadczył, że plan Waszyngtonu jest "agresywny", a propozycje dotyczące Jerozolimy to "nonsens".

- Plan wywoła wiele gniewu, Jerozolima zawsze będzie ziemią Palestyńczyków. Nie zaakceptujemy substytutu Jerozolimy jako stolicy Palestyny - powiedział agencji Reuters jeden z wysokich urzędników Hamasu, Sami Abu Zuhri.

- Jesteśmy pewni, że naród palestyński nie pozwoli, by te spiskowe (propozycje) przeszły. Wszystkie opcje są więc możliwe. (Izraelska) okupacja i administracja USA będą odpowiedzialne za to, co zrobiły - powiedział inny wysoki rangą przedstawiciel Hamasu Chalil al-Hajja.

W kilku miejscach w Strefie Gazy po ogłoszeniu planu wybuchły protesty. Ich uczestnicy palili opony oraz wizerunki prezydenta USA Donalda Trumpa i premiera Izraela Benjamina Netanjahu.

Do starć z siłami palestyńskimi doszło też wieczorem na obrzeżach Ramallah, gdzie - jak poinformował Czerwony Półksiężyc - zgromadziło się ok. 200 Palestyńczyków, a co najmniej 13 z nich zostało rannych w starciach z siłami izraelskimi. Na kamienie rzucane w ich stronę przez protestujących izraelscy żołnierze odpowiedzieli gazem łzawiącym.

Plan pokojowy odrzuciły również wspierana przez Iran libańska organizacja Hezbollah, Iran oraz Turcja.

Jako "absolutnie nie do przyjęcia" określił prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan plan pokojowy prezydenta USA Donalda Trumpa dla Bliskiego Wschodu, w którym Jerozolima została przedstawiona jako "niepodzielna stolica Izraela".

- Jerozolima jest święta dla muzułmanów. Plan przewidujący oddanie Jerozolimy Izraelowi jest absolutnie nie do przyjęcia - oświadczył szef tureckiego państwa, cytowany przez oficjalną agencję Anatolia.

- Ten plan ma na celu narzucenie Palestyńczykom nowego faktu dokonanego - zauważył Erdogan. - Nawet jeśli niektóre kraje arabskie odwrócą się od nich plecami, nadal będziemy wykorzystywać instytucje międzynarodowe do obrony praw Palestyńczyków i Jerozolimy - zaznaczył prezydent Turcji.

Do przedstawionego we wtorek wieczorem przez Trumpa planu pokojowego dla Bliskiego Wschodu dość pozytywnie odniósł się tymczasem brytyjski premier Boris Johnson - Żaden plan pokojowy nie jest doskonały, ale ten ma taką wartość, że zakłada rozwiązanie w postaci dwóch państw. To zapewniłoby, że Jerozolima byłaby stolicą zarówno Izraela, jak i narodu palestyńskiego - powiedział.

We wtorek wieczorem brytyjskie MSZ wezwało przywódców izraelskich i palestyńskich do "rzeczywistego i uczciwego rozważenia tych planów i zbadania, czy mogą one okazać się pierwszym krokiem na drodze powrotnej do negocjacji".

Kraje arabskie poparły bliskowschodni plan pokojowy Trumpa

Arabia Saudyjska, Jordania, Katar i ZEA wyraziły poparcie dla planu pokojowego Donalda Trumpa, który przewiduje stworzenie suwerennego, ale zdemilitaryzowanego państwa palestyńskiego. Podkreślają jednak, że Izrael musi wycofać się z ziem okupowanych od 1967 r.

Arabia Saudyjska popiera wysiłki na rzecz kompleksowego uregulowania kwestii palestyńskiej i z uznaniem odnosi się do starań prezydenta Trumpa, by wypracować plan pokojowy, który zapewni pokój między Palestyńczykami i Izraelczykami - oświadczyło we wtorek saudyjskie MSZ.

W ocenie królewskiego resortu dyplomacji obie strony powinny jak najszybciej zainicjować rozmowy pokojowe prowadzone pod auspicjami Stanów Zjednoczonych.

Jednocześnie władze w Rijadzie zapewniły władze Autonomii Palestyńskiej o swym "niewzruszonym poparciu dla sprawy palestyńskiej". W sobotę późnym wieczorem władca Arabii Saudyjskiej - król Salman rozmawiał przez telefon z prezydentem Autonomii Palestyńskiej Mahmudem Abbasem. W ocenie mediów próbował przekonać go do nieodrzucania propozycji pokojowych USA, mimo jednoznacznie negatywnego stanowiska, jakie zajęła wobec niego społeczność palestyńska i rządzący w Strefie Gazy Hamas.

O tym, że plan pokojowy Trumpa ma szanse na powodzenie, jeśli tylko obie strony rozpoczną bezpośrednie negocjacje, jest również przekonana służba zagraniczna Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Ambasador ZEA w Waszyngtonie Yusef Al Otaiba zapewnił o poparciu dla kontynuowanych przez blisko trzy lata prac nad planem pokojowym.

W ocenie dyplomaty zaproponowany przez Donalda Trumpa model stwarza doskonałe ramy, by powrócić do stołu negocjacyjnego pod egidą amerykańskich polityków.

Podobne stanowisko zajęły władze Kataru, który prowadzi niezależną polityką, nie zawsze zgodną z linią, której trzymają się państwa pozostające w bliskiej koalicji z Arabią Saudyjską. W oświadczeniu katarskiego MSZ wskazano, że emirat popiera plan pokojowy Trumpa jako że stwarza on nadzieję na znalezienie sposobu uregulowania konfliktu izraelsko-palestyńskiego, ale oczekuje, że "proces pokojowy nie wykroczy poza ramy wyznaczane przez prawo międzynarodowe".

W ocenie katarskiej dyplomacji nie da się osiągnąć pokoju bez poszanowania praw Palestyńczyków, co powinno się wyrazić stworzeniem suwerennego państwa na ziemiach, które Palestyńczycy zamieszkiwali w 1967 r.

W podobnym duchu wypowiedziały się władze Jordanii, która graniczy z Izraelem i palestyńskim Zachodnim Brzegiem, gdzie zgodnie z planem Trumpa Izrael miałby utrwalić stan swego posiadania.

Jedyną drogą ku zapewnieniu trwałego pokoju na Bliskim Wschodzie jest stworzenie niepodległego państwa palestyńskiego na ziemiach z 1967 r. - oświadczył we wtorek szef MSZ Jordanii Ajman as-Safadi.

Plan pokojowy musi oznaczać zakończenie okupacji - podkreślił jordański minister. Tymczasem uznanie jurysdykcji nad izraelskimi osiedlami na Zachodnim Brzegu Jordanu jest ważnym punktem tzw. planu Trumpa.

- Jordania popiera każdą autentyczną próbę wypracowania sprawiedliwego, kompleksowego porozumienia pokojowego, które byłoby do zaakceptowania przez społeczeństwo palestyńskie - oświadczył we wtorek wieczór szef jordańskiej dyplomacji.

Ajman Husejn Abd Allah as-Safadi wystąpił na konferencji dla prasy bezpośrednio po ogłoszeniu przez prezydenta Donalda Trumpa jego planu pokojowego, który przewiduje utworzenie niezależnego państwa palestyńskiego przy jednoczesnym potwierdzeniu praw Izraela do terytoriów okupowanych od 1967 r.

Safadi zaapelował o jak najszybsze rozpoczęcie poważnych, bezpośrednich rozmów z udziałem obu stron konfliktu dla przedyskutowania ostatecznego statusu obu państw, "z uwzględnieniem interesów państwowych Jordanii" - jak podkreślił.
Jednocześnie jordański minister przestrzegł władze Izraela przed "niebezpiecznymi konsekwencjami jakichkolwiek jednostronnych działań, które miałyby na celu narzucenia własnych porządków w terenie".

Blisko połowa Palestyńczyków (2-3 miliony) to uchodźcy, którzy mieszkają poza Strefą Gazy i Zachodnim Brzegiem - głównie w sąsiednich krajach arabskich, a przede wszystkim w Jordanii.

***

Zgodnie z planem pokojowym ogłoszonym we wtorek w Waszyngtonie przez prezydenta Donalda Trumpa w obecności premiera Izraela Benjamina Netanjahu przyszłe państwo palestyńskie miałoby się składać z Zachodniego Brzegu Jordanu i Strefy Gazy, połączonych kombinacją dróg i tuneli.

Zgodnie z planem, obecne terytoria autonomii palestyńskiej miałyby docelowo zostać powiększone dwukrotnie, ale w zamian Izrael uzyskałby pełną suwerenność nad żydowskimi osiedlami na Zachodnim Brzegu Jordanu. Projekt zakłada też zamrożenie na cztery lata żydowskiego osadnictwa na palestyńskich terenach administrowanych przez Izrael, dopóki nie zostanie wypracowany status prawny państwa palestyńskiego. Z kolei Palestyńczycy musieliby zgodzić się na całkowitą demilitaryzację

***

PolskieRadio.pl/PAP/agkm


 

Zobacz także

Zobacz także