more_horiz
Wiadomości

Ekstraklasa: nowe przepisy to szansa dla młodych czy kosmetyczna zmiana?

Ostatnia aktualizacja: 06.12.2018 13:51
Zniesienie limitu obcokrajowców spoza krajów UE i obowiązkowe wystawianie w pierwszym składzie przynajmniej jednego polskiego piłkarza poniżej 21. roku życia - to przepisy, które od przyszłego sezonu mają zacząć zmieniać Ekstraklasę. Czy istotnie mają na to szansę?
Jeden z najbardziej obiecujących piłkarzy w Ekstraklasie, Szymon Żurkowski z Górnika Zabrze
Jeden z najbardziej obiecujących piłkarzy w Ekstraklasie, Szymon Żurkowski z Górnika ZabrzeFoto: PAP/Andrzej Grygiel

Polska piłka potrzebuje zmian - to stwierdzenie oczywiste, a tę potrzebę uwidoczniły zwłaszcza ostatnie miesiące. Dopóki kadra Adama Nawałki na arenie międzynarodowej spisywała się dobrze, temat był na drugim planie. Fatalnie występy polskich klubów w eliminacjach europejskich pucharów i niski poziom rozgrywek Ekstraklasy to coś, nad czym zbyt często przechodzi się obojętnie. Narastająca krytyka wymusza jednak pewne ruchy.

Kosmetyczna zmiana zamiast reformy?

"Skoro reprezentacja ma wyniki, nie może być tak źle" - jeszcze niedawno podobne zdania mogły pełnić funkcję zasłony dymnej. Ale powtarzanie tego jak mantry i skupianie się na wynikach biało-czerwonych nie może przecież naprawić żadnego namacalnego problemu, nie przyniesie żadnej zmiany.

Od wielu lat podejmuje się temat reformy szkolenia, która pozwoli na to, by stworzyć zawodników, którzy będą w stanie nawiązywać rywalizację z najlepszymi, a po wejściu do seniorskiej piłki wezmą na siebie ciężar odpowiedzialności za kadrę biało-czerwonych. Szkolenia, które pozwoli na wypuszczanie świat piłkarzy gotowych do gry w czołowych europejskich klubach, bez konieczności nadrabiania zaległości. I tego, by była w tym wszystkim prawidłowość i regularność. To, że poszczególne talenty będą w stanie się przebijać i co jakiś czas, w sprzyjających okolicznościach, wygrać coś dla reprezentacji, to za mało. Przykładów tego, jak można odmienić piłkę w kilka czy kilkanaście lat, można szukać chociażby w Belgii czy Islandii. Pierwsza przechodziła poważny kryzys, druga była tylko chłopcem do bicia.

Nie można przy tym mówić, by w Polsce nie powstawały pomysły nowych programów poświęconym piłkarskiemu wychowywaniu młodzieży. Niedawno kilka z nich zaprezentowano na Stadionie Narodowym. Być może najbardziej rozbudowanym jest program certyfikacji szkółek piłkarskich - zakłada on możliwość ubiegania się o specjalny "znak jakości" PZPN - brązowy, srebrny lub złoty, zależnie od czynników takich jak: liczba zawodników przypadających na jednego trenera, kwalifikacje szkoleniowców, dostęp do boisk, wyposażenia, szatni itp. Do tego dochodzą jeszcze inicjatywy Talent Pro czy Internetowy System Skautingu i Obserwacji.

Wcześniej był Narodowy Model Gry - system szkolenia gry w piłkę, który PZPN przesyłał do klubów. Według słów Zbigniewa Bońka miał być to "sposób myślenia i prowadzenia zawodników od żaka do futbolu seniorskiego". W formie podręcznika. Wdrożenie tego w życie było już zupełnie inną historią.

Młodzi to żyła złota

Problem w tym, że najwięcej zależy cały czas od klubów i rozsianych po kraju akademii, które działają bez jednej myśli przewodniej. Oczywiście są też wyjątki, za przykład może chociażby posłużyć Lech Poznań, który w ostatnich latach zarobił miliony euro na wychowanych przez siebie zawodnikach.

Nie przełożyło się to jednak na wielkie sukcesy (poza mistrzostwem sprzed trzech lat) czy grę w europejskich rozgrywkach. Taki model w pewnym sensie uniemożliwia rywalizację z najlepszymi. "Kolejorz" nawet nie próbuje utrzymać tych graczy, świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że nie przebije ofert bogatszych klubów. W jakim miejscu byłby obecnie, gdyby miał na pokładzie wychowanków, którzy w kilku ostatnich sezonach ochodzili? Można tylko gdybać.

Podobne działania to potencjalna żyła złota, a przy tym wzmocnienie dla całej rodzimej piłki - każdy z podobnych zawodników, którzy wyjadą i będą grać, będzie w kręgu zainteresowania selekcjonera i powód do tego, by intensywnie przyglądać się innym piłkarzom. Zwłaszcza, że przykłady Krzysztofa Piątka czy Arkadiusza Recy (każdy z nich kosztował około 4 milionów euro) pokazały, że chociażby Serie A widzi w Polsce atrakcyjne miejsce na zakupy. To też szansa dla rozmaitych inicjatyw - coraz więcej piłkarskich pasjonatów interesuje się szkoleniem, wybór szkółek dla dzieci jest ogromny, często są tam stosowane rozwiązania zaczerpnięte od gigantów. Rozumienie piłki nożnej i procesów, które zachodzą w niej wśród najmłodszych pokoleń zawodników, cały czas jest na wyższym poziomie. Ignorowanie ich to strzał w stopę.

Teraz PZPN planuje po raz kolejny wprowadzić zmiany, które będą dotyczyć młodzieży i obcokrajowców. Co do pierwszego przypadku, odgórna zmiana to w dużym stopniu coś, co chciałby robić praktycznie każdy klub w Polsce - gdyby tylko miał taką możliwość.

Obcokrajowcy to temat, o którym można napisać bardzo wiele. Wiele razy pojawiały się zarzuty, że do Ekstraklasy ściąga się piłkarzy całkowicie anonimowych, którzy szybko kończą swoją przygodę z Polską, niczym się przy tym nie popisując. Z drugiej strony jednak niektórzy, jak choćby Carlitos, nawet bez imponującego CV nie mają problemów z tym, by z miejsca stać się gwiazdami.

Warto też zaznaczyć, że przepisy w Polsce dotyczące korzystania z usług zagranicznych piłkarzy są jednymi z najbardziej restrykcyjnych w Europie. W jaki sposób miało pomóc ograniczenie liczby tych, którzy nie mają paszportów krajów Unii Europejskiej? Trudno powiedzieć, zwłaszcza kiedy weźmiemy pod uwagę fakt, że w ostatnich sezonach wciąż obserwowaliśmy stały napływ zagranicznych piłkarzy. Czy część z nich zabiera miejsce młodym Polakom? Prawdopodobnie, ale nie dzieje się to bez powodu.

Kilka dobrych meczów i transfer

Na przestrzeni ostatnich lat widzieliśmy wielu młodych zawodników, którym do tego, by zrobiło się o nich głośno, wystarczyło zaledwie kilka dobrych meczów w Ekstraklasie czy w reprezentacji - sztandarowym przykładem może być Bartosz Kapustka, który po kilkudziesięciu minutach na Euro 2016 wywalczył angaż w Leicester City. Lub Krystian Bielik, który miał mizerne doświadczenie na poziomie seniorów, a po transferze do Arsenalu nie dostał poważnej szansy gry. Obecnie gra na wypożyczeniu w trzecioligowym Charltonie.

Wydaje się, że na dobre wyszliśmy z czasów, kiedy juniorzy mieli w dorosłej szatni życie, podczas którego trzeba było naprawdę mocno pracować łokciami, a przy tym na każdym kroku pokazywać szacunek i pokorę, połączoną z pracą na boisku. Momentami wszystko wydaje się przychodzić łatwo. Dość szybko pojawiają się większe pieniądze, kontrakty, agenci. Trudno dziwić się, że nie każdy sobie z tym radzi. Trenerzy często narzekali na to, że roszczeniowa postawa to coraz większy problem. Nie jest nim natomiast zagraniczny wyjazd - wiadomo, że kwoty, które trzeba płacić za naszych piłkarzy, nie są astronomiczne.

W skrócie - opłaca się zapłacić za potencjał, który już poza Ekstraklasą można oszlifować. Młodych piłkarzy trzeba promować, żeby na nich zarobić. To, co będzie później, nie jest chyba specjalnie istotne. Ci najbardziej utalentowani nie pograją w Ekstraklasie długo. Rozsądek podpowiada, że klubom nie potrzeba zachęty do tego, by stawiać na zawodników, którzy nie skończyli jeszcze 21. roku życia. To powinna być naturalna reakcja włodarzy i trenerów. Być może jednak młodych i zdolnych po prostu u nas brakuje.

Czy wprowadzane odgórnie regulacje tego typu mają sens? To otwarte pytanie, ponieważ podobny system może skłonić kluby do większego nacisku na szkolenie. Wystarczy jednak spojrzeć na Premier League, gdzie za "home grown players" (piłkarzy wyszkolonych w angielskich klubach) płacono astronomiczne pieniądze, znacznie większe niż ich rzeczywista wartość. Wymóg posiadania ich w składzie nie pomaga w tym, by liczba minut, które spędzają na boisku się zwiększała. Przed tygodniem w najwyższej klasie rozgrywkowej pojawiło się ich zaledwie 54 - to mniej niż 30% wszystkich piłkarzy. Związek negocjuje z władzami Premier League nad wprowadzeniem kolejnych limitów. Czy w Ekstraklasie zobaczymy w najbliższym okienku transferowym bój o najzdolniejszych zawodników, którzy będą spełniać warunki wiekowe? Przekonamy się już niedługo.

Wydaje się, że kluby same powinny decydować o tym, jaki model obierają. Jeśli przepisem na mistrzostwo Polski ma być postawienie na doświadczonych piłkarzy z zagranicy (to przeważnie oni wygrywali tytuły Legii Warszawa w ostatnich latach), to chyba każdy powinien mieć prawo z tego skorzystać. Jeśli ma inną wizję, także nie powinno robić się mu przeszkód. Jakie efekty przyniosą nowe przepisy, które mają być przegłosowane w piątek? Czy będzie to tylko kosmetyka, czy realna zmiana? 

ps, PolskieRadio24.pl

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Ekstraklasa: zmiana na stanowisku prezesa Śląska Wrocław

Ostatnia aktualizacja: 06.12.2018 10:47
Marcin Przychodny nie jest już prezesem grającego w piłkarskiej ekstraklasie Śląska Wrocław. Jego miejsce zajął Piotr Waśniewski, który kierował już klubem w latach 2008-13 i zdobył m.in. mistrzostwo Polski.
rozwiń zwiń