Do przestępstwa miało dojść w 2013 roku podczas imprezy urodzinowej poszkodowanej. Robinho wraz ze swoim przyjacielem Ricardo Falco mieli brutalnie zgwałcić 23-letnią Albankę. W trakcie incydentu mężczyźni mieli upokarzać ofiarę i zachowywać się wobec niej agresywnie.
Pierwsza decyzja w tej sprawie zapadła w 2013 roku. Po apelacji Robinho sąd wyższej instancji podtrzymał poprzedni wyrok i skazał Brazylijczyka na 9 lat więzienia. Na jego wysokość wpłynęły również inne przewinienia byłego skrzydłowego reprezentacji "Canarinhos" - utrudnianie śledztwa i składanie fałszywych zeznań. "La Repubblica" podaje, że Robinho ma 45 dni na złożenie odwołania do Najwyższego Sądu Kasacyjnego.
Sprawa Robinho zbulwersowała opinię publiczną w Brazylii. Santos, do którego skrzydłowy powrócił z Europy na zakończenie kariery, z powodu zarzutów prokuratury rozwiązał z nim kontrakt. Głos ws. Robinho zabrała Damares Alves, brazylijska minister ds. Kobiet, Rodzin i Praw Człowieka.
- To, co czytałam, było straszne. Natychmiastowe więzienie, nie mam nic więcej do powiedzenia. Jasne, on odwołuje się, ale to nagranie... czego więcej trzeba? To musi skończyć się więzieniem - komentowała.
Robinho europejską karierę rozpoczął w 2005 roku, kiedy z opinią jednego z największych młodych talentów brazylijskiej piłki w wieku 19 lat trafił do Realu Madryt za 24 mln euro. Mimo pojedynczych przebłysków skrzydłowy nigdy nie spełnił oczekiwań i nie osiągnął poziomu jaki mu wróżono. Nie przeszkodziło mu to jednak rozegrać aż 100 meczów w reprezentacji Brazylii i sięgnąć po 2 mistrzostwa Hiszpanii oraz jedno Włoch.
Czytaj także:
bg