Do zdarzenia doszło w Orlando. Piłkarze, których początkowo zszokował widok groźnego zwierzęcia, po chwili wyjęli smartfony i... zaczęli podchodzić do drapieżnika, by zrobić sobie z nim zdjęcie. Ich zachowanie skrytykował menadżer zespołu Chris Armas.
- Sporo mówimy o byciu nieustraszonym i agresywnym, ale nie sądziłem, że piłkarze wykażą się tym w takim momencie - zrugał swoich zawodników. - Ja sam wolałem pójść w przeciwnym kierunku - dodał.
Z olbrzymich rozmiarów gadem szybko uporała się obsługa obiektu w Orlando. Dla osób mieszkających na Florydzie widok aligatora nie jest czymś niezwykłym - szacuje się, że na terenie stanu żyje ok. 1,3 miliona tych zwierząt, które poza mokradłami upodobały sobie... trawiaste obiekty sportowe jak pola golfowe czy boiska piłkarskie.
Cały incydent w żart postanowił obrócić administrator klubowych mediów społecznościowych. Na twitterowym profilu Toronto FC czytamy, że ekipa z Kanady wypożyczyła nowego zawodnika o nazwisku "Ale Gator".
Do śmiechu graczom z Toronto z pewnością nie było po ostatnim gwizdku meczu z Cruz Azul, który przegrali 1:3. Rewanż odbędzie się 5 maja o godz. 4:15 czasu polskiego.
Czytaj także:
bg