Sprawa Therese Johaug wywołała trzęsienie ziemi. Będą wstrząsy wtórne?

2016-10-20, 19:00

Sprawa Therese Johaug wywołała trzęsienie ziemi. Będą wstrząsy wtórne?
Therese Johaug podczas konferencji prasowej . Foto: PAP/NTB Haakon Mosvold Larsen / NTB scanpix

Dopingowa wpadka z udziałem Therese Johaug nie będzie dla zawodniczki tak bolesna jak przypuszczano? - Opinia publiczna już wydała werdykt w tej sprawie - mówi w rozmowie z portalem PolskieRadio.pl Michał Rynkowski, dyrektor biura Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie.

Posłuchaj

Michał Rynkowski o procedurze zawieszenia zawodnika (PolskieRadio.pl)
+
Dodaj do playlisty

Mija tydzień, odkąd Therese Johaug poinformowała na konferencji prasowej, że w jej organizmie wykryto ślady sterydu anabolicznego - clostebolu.

Jedna z największych rywalek Justyny Kowalczyk i gwiazda, z której Norwegia była tak dumna, ponownie znalazła się w blasku fleszy. Tym razem jednak nie z powodu spektakularnego triumfu na narciarskiej trasie. O wpadce Johaug poinformowały światowe media, sprawa Johaug pojawiła się na czołówkach. Zbulwersowała kibiców i dziennikarzy, bo w Norwegii, kolebce narciarstwa biegowego, gdzie ta dyscyplina uważana jest za narodową, zawsze podkreślano jak ważne jest respektowanie czystych zasad rywalizacji.

Grom w postaci wpadki Johaug - jednej z największych norweskich sportowych gwiazd – wywołał trzęsienie ziemi. Na razie lekkie, i póki co bez większych wstrząsów wtórnych. Te oczywiście mogą nastąpić, ale wcale nie muszą.

Po kilku dniach od podania do publicznej wiadomości wyników badań, Therese Johaug została tymczasowo zawieszona na dwa miesiące (do 18 grudnia), co oznacza, że narciarka nie wystartuje 26 listopada w pierwszych zawodach Pucharu Świata w fińskim Kuusamo. W sprawie Johaug jest wiele niewiadomych. Czy zawodniczka poprosiła o zbadanie próbki B, jakie stężenie niedozwolonej substancji wykryto w jej organizmie, czy jaka - realnie - grozi jej kara?

Źródło: x-news

Jedni szukają odpowiedzi na te pytania, inni jakby chcieli lekko zamieść sprawę pod dywan. W Norweskich mediach coraz częściej pojawiają się informacje, z których wynika, że historia Johaug wcale nie jest tak bardzo ważna, że w świecie sportu zdarzały się bardziej poważne wykroczenia, a WADA (Światowa Agencja Antydopingowa) właśnie takimi się obecnie zajmuje.

- Siedem lat temu wykazano, że jest niespełna dziesięć krajów, które naprawdę walczą z dopingiem. W tym momencie na pewno te liczby drastycznie się nie zmieniły. Maść na usta, która zawiera steryd anaboliczny, w dalszej perspektywie jest błahym powodem, choć rozumiem, że teraz wzbudza emocje w Norwegii i Szwecji - bagatelizował problem w norweskich mediach profesor Dag Vidar Hanstad.

Czy to się jednak komuś podoba, czy nie, według przepisów światowego kodeksu antydopingowego Johaug powinna zostać zawieszona niezwłocznie. Próbowano to zrobić tuż po konferencji, na której zawodniczka podzieliła się z opinią informacjami o testach, ale Johaug nie zgodziła się, tłumacząc, że byłoby to "przyznaniem się do winy”.

Powiązany Artykuł

Therese Johaug 1200.jpg
Astma czy doping w kadrze Norwegii? "Może czas przyznać, że Justyna Kowalczyk miała rację?”

-  Obligatoryjnie, jeżeli wykrywa się tego rodzaju substancję co u Johaug, czyli steroid anaboliczny androgenny, to zawodniczka powinna zostać niezwłocznie zawieszona – mówi w rozmowie z portalem PolskieRadio.pl Michał Rynkowski, dyrektor biura Komisji do Zwalczanie Dopingu w Sporcie. - Fakultatywnie można zawieszać zawodnika, gdy zastosuje, nazwijmy to, lżejsze substancje zabronione, które nazywane są substancjami określonymi, występującymi zazwyczaj w lekach, których stosowanie nie ma takiego spektakularnego wpływu  na wynik sportowy – wyjaśnia ekspert i dodaje, że ma na myśli leki bez recepty.

- Proceduralnie to wygląda tak, że zawodnik powinien zostać powiadomiony, że wykryto u niego substancję zabronioną. Potem ma siedem dni, aby zawnioskować o przeprowadzenie analizy próbki B, ale w międzyczasie Narodowa Federacja Sportowa powinna tę zawodniczkę, czy zawodnika zawiesić, chyba, że taką możliwość ma Narodowa Agencja Dopingowa, ale trudno mi jest stwierdzić jak ten podział kompetencji wygląda w Norwegii. U nas, my (Komisja do Zwalczanie Dopingu w Sporcie - przyp. red.) wnioskowalibyśmy do Polskiego Związku Narciarstwa o to, żeby zawiesić zawodniczkę - wyjaśnia Michał Rynkowski.

Therese Johaug mogłaby uciec się jednak do rozwiązania, którego zastosowanie by pomogło, ale czy tak zrobiła, nie wiadomo.

- Gdybym ja był zawodnikiem, w takiej sytuacji posiłkowałbym się wnioskiem o wyłączenie do celów terapeutycznych z mocą wsteczną – mówi Rynkowski, zastrzega jednak, że takie wnioski muszą być bardzo bobrze udokumentowane. – Z punktu widzenia medycznego i formalnego muszą to być bardzo klarowne sytuacje i to zazwyczaj dotyczy okoliczności, kiedy zawodnik otrzyma lek w czasie leczenia szpitalnego, gdy ktoś ulega wypadkowi, dostaje leki z substancjami zabronionymi, żeby go ratować. Siłą rzeczy nie mógł tego przewidzieć i wystąpić z wnioskiem przed tym faktem - mówi ekspert i zaznacza, że wnioski o wyłączenie (leku – przyp. red.) do celów terapeutycznych z mocą wsteczną muszą być składane niezwłocznie.

W Polsce także odnotowano przypadek stosowania clostebolu. W trakcie śledztwa okazało się, że, podobnie jak u Johaug, steryd znalazł się w organizmie po zastosowaniu kremu Trofodermin.

- Pamiętam, że Polski Związek Podnoszenia Ciężarów łagodnie potraktował wówczas tego zawodnika, bo otrzymał on tylko naganę.

Dopingowa przeszłość Justyny Kowalczyk a sprawa Therese Johaug

Przy okazji problemów Johaug w Skandynawii ponownie zaczęto mówić o Justynie Kowalczyk. Przypomniano, że 11 lat temu Polka została zdyskwalifikowana za stosowanie deksametazonu, który wykryto podczas kontroli dopingowej 23 stycznia 2005 roku. Substancja była składnikiem leku na zapalenie ścięgna Achillesa, ale zawodniczka nie wiedziała, że jest zakazany. Kowalczyk nie współpracowała wówczas z lekarzem, bo PZN takiego wsparcia jej nie zapewniał.

"Minęła dekada, a ja wciąż mam obsesję na punkcie sprawdzania składu każdego leku, który przyjmuję" - pisała Kowalczyk w jednym ze swoich felietonów.

Powiązany Artykuł

Justyna Kowalczyk 1200 F.jpg
Dopingowa przeszłość Justyny Kowalczyk szansą dla Therese Johaug?

Polka została zdyskwalifikowana na dwa lata, ale po apelacjach jej karę skrócono do sześciu miesięcy.

- Przypadek Justyny Kowalczyk był niedopatrzeniem sztabu medycznego, została jej podana substancja zabroniona w celu leczenia kontuzji, to był glikokortykosteroid, czyli, można powiedzieć, że lżejszy kaliber niż to, co zostało wykryte w próbce pobranej od Johaug. Niemniej jednak, była to substancja, która może znacząco wpływać na poprawę wyniku.  - W finale skończyło się to na sześciu miesiącach – wspomina Michał Rynkowski.

W 2005 roku maksymalną karą za tego typu wykroczenie były dwa lata zawieszenia.

- Teraz Johaug z marszu, ze względu na charakter wykrytej substancji, mogłaby być zawieszona na cztery lata. Ale jeżeli udowodni, że stasowała ją w sposób niecelowy, czyli nie w celu poprawy wyników sportowych, to dwa lata – podkreśla Michał Rynkowski. - W sytuacji, gdy nie ponosi winy i nie dopuściła się jakiegoś istotnego zaniedbania wtedy kara może zostać zredukowana o połowę, czyli grozi jej rok dyskwalifikacji - dodaje dyrektor biura Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie.

"

Therese Johaug Nie zrobiłam niczego złego świadomie

Narciarka walkę o swoje dobre imię rozpoczęła, gdy przerażona, zalewając się łzami tłumaczyła, że zakazana substancja miała znajdować się w kremie stosowanym przy oparzeniach słonecznych, którego użyła podczas zgrupowania we Włoszech.

Wspomniany krem, we włoskiej miejscowości Livigno kupił lekarz norweskiej kadry Fredrik Bendiksen. Lekarz wyjaśniał, że nie miał świadomości, że znajduje się w nim steryd anaboliczny - clostebol. Lekarz, jak podkreślała zawodniczka, miał nawet zapewniać ją, że nie ma w nim zakazanych substancji.

W wyjaśnienia lekarza szybko zaczęto jednak wątpić. Na opakowaniu producent kremu zamieścił czerwoną informację ostrzeżenie, która mówi, że medykament zawiera zakazane substancje.

Chwilę później wyszło także na jaw, że Fredrik Bendiksen przez osiem lat pracował dla producenta tego preparatu i był odpowiedzialny za wprowadzanie go na norweski rynek.

Źródło: x-news

Kolejną, niedobrą dla Johaug informacją jest ulotka, która była dołączona do opakowania maści. Okazuje się, że ostrzeżenie o zakazanym środku było nie tylko na opakowaniu leku, ale także na ulotce. Informacja zatytułowana "Dla sportowców profesjonalnych" została podkreślona i zawierała adnotację, że użycie maści może zakończyć się pozytywnym wynikiem testu.

"

Aftenposten Clostebol pozostaje w organizmie do 25 dni po podaniu doustnym

Dziennikarze w Skandynawii dotarli także do informacji dotyczących kontroli antydopingowych Johaug z ostatnich miesięcy. Dziennik "Aftenposten" podaje, że kontrola we wrześniu była  pierwszą jaką Jogaug przeszła od ponad czterech miesięcy.

Według dziennikarzy ostatni test (przed przeprowadzonym 16 września, który dał wynik pozytywny) Johaug miała 10 maja. Tak długa przerwa pomiędzy kontrolami może okazać się problemem.  Nie można bowiem porównać wrześniowej próbki z poprzednią, bo musiałaby ona być przeprowadzona mniej więcej 25 dni przed 16 września (clostebol po podaniu doustnym pozostaje w organizmie do 25 dni). Johaug nie może zatem w ten sposób udowodnić, że wcześniej była "czysta”, a steryd pojawił się w jej organizmie po zastosowaniu maści.

Zdaniem norweskich mediów Johaug ma w garści coś, co może jej pomóc. Kontrakt z Norweską Federacją Narciarską, który podpisuje każdy członek reprezentacji. Dokument dotyczy wynagrodzenia i podziału pieniędzy od sponsorów jest w nim także zapis, w którym podkreśla się, że Federacja wymaga od kadrowicza całkowitego posłuszeństwa w stosunku do działaczy i do aparatu medycznego.

Jest więc kilka scenariuszy jak doszło to tego, że w Johaug wpadła. Lekarz oszukał zawodniczkę - wiedział, że maść jest niedozwolona, ale nie zdawał sobie sprawy, że miejscowe jej użycie spowoduje katastrofę, lekarza mogła zgubić też rutyna - nawet nie obejrzał opakowania (choć sprzedając lek pracując dla producenta tego preparatu raczej powinien zdawać sobie sprawę z jego składu).

A może niewinne wyjaśnienia, że to owa maść dała pozytywne wyniki badań narciarki są tylko przykrywką dla prawdziwej - o wiele bardziej wyrafinowanej - przyczyny pojawienia się w organizmie zawodniczki sterydu anabolicznego?

- Ta sytuacja może być postrzegana jako przykra. Jeżeli okazałoby się, że to rzeczywiście ten scenariusz, który przedstawiają Norwegowie jest prawdziwy, to mało kto im w to uwierzy. Opinia publiczna już wydała werdykt w tej sprawie - podsumowuje Michał Rynkowski.

Aneta Hołówek, PolskieRadio.pl

Polecane

Wróć do strony głównej