Jak żołnierze gen. Maczka wyzwolili uczestniczki Powstania Warszawskiego z obozu Oberlangen

- Siedziałam z przyjaciółką przed barakiem, kiedy przybiegły rozszalałe dziewczyny, krzycząc, że wyzwolili nas Polacy. Pomyślałyśmy, że zwariowały - mówiła jedna z więźniarek niemieckiego obozu w Oberlangen.

2025-04-12, 08:30

Jak żołnierze gen. Maczka wyzwolili uczestniczki Powstania Warszawskiego z obozu Oberlangen
Wyzwolenie obozu jenieckiego w Oberlangen w 1945 roku. Raport składa porucznik Irena Mileska „Jaga”. Foto: Wikipedia/domena publiczna

12 kwietnia 1945 roku 1 Dywizja Pancerna gen. Stanisława Maczka wyzwoliła obóz jeniecki dla kobiet w niemieckim Oberlangen. Od końca 1944 roku przebywały tu Polki walczące w Powstaniu Warszawskim.

- Rozjechano bramę obozu. Przyznam, że inaczej wyobrażałyśmy sobie polskiego oficera. Myślałyśmy, że to wyprostowany mężczyzna w rogatywce na głowie i w sztywnym kołnierzu. Tymczasem podjechał do nas motocyklista w berecie. Wydawało się nam, że to cudzoziemiec i zwracałyśmy się do niego w językach obcych, kiedy on nagle powiedział: "koleżanki, jestem Polakiem" i się popłakał - wspominała po latach jedna z oswobodzonych więźniarek.

Powiązany Artykuł

German Death Camps - zobacz serwis edukacyjno-społeczny

- Musiałyśmy spać bez żadnych sienników na deskach. Okna powybijane, było chłodno, głodno, a do domu daleko. Czułam się upokorzona, sponiewierana, zawszona, brudna - wspominała po latach jedna z dawnych więźniarek.

- Miałyśmy w Oberlangen kapo. Były to kobiety – Niemki, które dobrowolnie przychodziły nas szykanować i robić rewizję, kiedy wychodziłyśmy z baraków do pracy w komandach - dodała inna.

REKLAMA

Posłuchaj

Uczestnicy wyzwolenia obozu w Oberlangen wspominali to wydarzenie po latach w reportażu Alicji Maciejowskiej i Milli Szczęsnej pt. "Za mundurem chłopcy sznurem". (PR, 12.04.2000) 31:08
+
Dodaj do playlisty

 

Na początku kwietnia 1945 roku 1 Dywizja Pancerna generała Maczka przekroczyła granicę holendersko-niemiecką. Żołnierze przejeżdżając przez północno-wschodnie Niemcy, uzyskali od Holendrów informację, że niedaleko granicy znajduje się obóz jeniecki. Dowódca 2. Pułku Pancernego podpułkownik Stanisław Koszutski, kiedy tylko dowiedział się, że w obozie znajdują sie kobiety, natychmiast zarządził wyprawę zwiadowczą. W jej skład weszło kilkunastu żołnierzy, czołg, transportery opancerzone oraz kilku żołnierzu na jeepach i motocyklach.

- Tego dnia usłyszałem, że jedziemy wyzwolić jakiś obóz, w którym znajdują się Polki z Warszawy. Pojechałem swoim jeepem na końcu kolumny. Z daleka widziałem druty i wieżyczki obozu. Kiedy podjechaliśmy, wywiązała się strzelanina ze strażnikami. W pewnym momencie czołg wjechał wprost na bramę obozu, a ja swoim jeepem skręciłem w prawo. Mój kolega, bardzo odważny człowiek, wyskoczył z samochodu z karabinem w ręku. On pierwszy przedostał się przez druty - wspominał porucznik Zbigniew Kozak, oficer techniczny 2 Pułku Pancernego, który uczestniczył w wyzwalaniu obozu.

Załoga nie stawiała dłuższego oporu. Po polskiej stronie obeszło się bez strat. Po przedostaniu się za linię drutów, żołnierzy okrążyły uradowane kobiety. Wiadomość, że zostały wyzwolone przez Polaków, była dla nich sporym zaskoczeniem.

- Siedziałam z przyjaciółką przed barakiem, kiedy przybiegły rozszalałe dziewczyny, krzycząc, że wyzwolili nas Polacy. Pomyślałyśmy, że zwariowały - mówiła jedna z więźniarek.

- Rozjechano bramę obozu. Przyznam, że inaczej wyobrażałyśmy sobie polskiego oficera. Myślałyśmy, że to wyprostowany mężczyzna w rogatywce na głowie i w sztywnym kołnierzu. Tymczasem podjechał do nas motocyklista w berecie. Wydawało się nam, że to cudzoziemiec i zwracałyśmy się do niego w językach obcych, kiedy on nagle powiedział: "koleżanki, jestem Polakiem" i się popłakał - dodała inna kobieta.

- Entuzjazm tego oswobodzenia spowodował, że dziewczyny wyglądały wspaniale - ocenił porucznik Zbigniew Kozak.

REKLAMA

W chwili oswobodzenia, w obozie przebywało 1700 kobiet i siedmioro niemowląt. Dzień później do obozu przyjechał sam generał Maczek, który nie krył wzruszenia, widokiem wyzwolonych więźniarek. 

- Panie bardzo lubiły podpułkownika Koszutskiego. Muszę przyznać, że generał Maczek przez długi czas nie bardzo mógł tego strawić, gdyż wyzwolenie obozu było własną inicjatywą Koszutskiego. Nie wypadało napiętnować takiej niesubordynacji, tak więc, kiedy była o tym mowa, zasłaniał się tajemnicą wojskową - wyjaśnił porucznik Zbigniew Kozak.

Po oswobodzeniu, 1 Dywizja Pancerna walczyła jeszcze na terenie Niemiec do 5 maja, kiedy zdobyła bazę niemieckiej marynarki wojennej w Wilhelmshaven. Kobiety przeniosły się do wyzwolonego obozu jenieckiego w Niederlangen, gdzie panowały lepsze warunki bytowe. Mogły tam liczyć na pomoc polskich żołnierzy w każdej chwili.

Oberlangen od 1933 roku był obozem koncentracyjnym dla przeciwników politycznych Adolfa Hitlera. W 1939 roku zostali umieszczeni w nim polscy jeńcy wojenni, którzy walczyli podczas wojny obronnej w 1939 roku. W 1941 roku polskich jeńców przeniesiono do innego obozu. Oberlangem stał się miejscem, w którym przebywali jeńcy radzieccy, a następnie włoscy. Pod koniec tego samego roku, po upadku Powstania Warszawskiego, Niemcy przywieźli tam grupę kobiet biorących udział w tym zrywie.


Źródło: Polskie Radio/seb

Polecane

REKLAMA

Wróć do strony głównej