Jan Kowalczyk, wyjątkowy mistrz olimpijski
- Jeśli chodzi o medale to w moim przypadku sprawdziło się przysłowie do trzech razy sztuka - wspominał Jan Kowalczyk. 80 lat temu urodził się polski złoty medalista olimpijski w jeździectwie.
2021-12-18, 05:00
Wychowywał się razem z końmi
Jan Kowalczyk urodził się 18 grudnia 1941 roku w Drogomyślu. Szybko zwrócił uwagę na stadninę, która mieściła się nieopodal miejscowości w której mieszkał. W Państwowym Stadzie Ogierów spędzał całe dni. Pomagał w stajni - karmić czy czyścił wierzchowce. Tak zrodziła się jego wielka miłość do koni. Rozumiał ich zachowanie, był w stanie oceniać w jakim są humorze czy nastroju. Właśnie wtedy postanowił związać swoją przyszłość z jeździectwem. Już w wieku 14 lat wystartował w pierwszych zawodach. Później kariera potoczyła się bardzo wartko. Aby przebywać cały czas ze swoimi ulubieńcami, wstąpił do Ludowego Wojska Polskiego.
- W tamtych czasach jeździectwo uprawiali świetnie wyszkoleni oficerowie. Poza tym konie były państwowe. Gdy ktoś chciał na nich jeździć, musiał się starać. Jeśli się nie przykładał, dostawał kopa i musiał szukać sobie miejsca gdzie indziej - stwierdził Jan Kowalczyk.
Zaczął brać udział w zawodach. Skakał przez przeszkody jak również uczestniczył w rywalizacji Wszechstronnego Konkursu Konia Wierzchowego (WKKW). Stał się jednym z najlepszych sportowców w naszym kraju. Seryjnie wygrywał czempionaty Polski. Pod koniec swojej kariery miał ich aż 17.
Do trzech razy sztuka
Był wiodącym zawodnikiem swojej dyscypliny sportu. A to pozwoliło mu na zakwalifikowanie się na igrzyska. W wieku 27 lat wystartował w Meksyku. Koń, którego dosiadał podczas zawodów odmówił jednak współpracy Cztery lata później w Monachium Kowalczyk miał pecha, jego koń dostał zawału i zmarł.
REKLAMA
- Jeśli chodzi o medale, to w moim przypadku sprawdziło się przysłowie do trzech razy sztuka - mówił.
- Wcześniej z powodzeniem startowałem na arenie międzynarodowej i m.in. zająłem czwarte miejsce w mistrzostwach Europy. Niestety występ na olimpiadzie nie był udany. Mój podstawowy koń Drobnica odmawiał skakania przeszkód i nie pojechałem w konkursie indywidualnym. W 1972 roku, w Monachium, na trzy godziny przed startem padł mój koń Chandżar. Podczas podawania zastrzyku z glukozą i witaminą C tak się tym zestresował, że nie wytrzymał i jego serce pękło - wspominał Kowalczyk swoje dwie pierwsze próby.
Na igrzyska w 1976 roku nie pojechał. Zabrakło pieniędzy, aby sfinansować podróż zwierząt do Kanady, gdzie miały odbyć się zawody.
Złota Moskwa
Kowalczyk szukał najlepszego dla siebie wierzchowca. W końcu się udało.
REKLAMA
- Znałem Artemorka już jakiś czas. Razem wygrywaliśmy duże konkursy na zachodzie. Był to bardzo nerwowy i wybuchowy koń. Od razu chciał wyjść na parkur i skoczyć wszystkie przeszkody za jednym razem. Miał w sobie dużo energii - zauważył jeździec.
Jednak znowu dopadł go pech. Kilka tygodni przed igrzyskami w Moskwie złamał obojczyk.
- W Szczecinie skakałem mur wysoki na 210 cm i niestety spadłem z konia - mówił Kowalczyk.
Koniem zajął się Krzysztof Koziarowski, a Kowalczyk leczył kontuzję. Na siedem dni przed startem wierzchowiec wraz z dżokejem rozpoczęli wspólne zajęcia. Jednak przed samym konkursem koń odmówił współpracy. Kowalczyk na szczęście dobrze już go znał.
REKLAMA
- Janek powiedział, że chrzani ten czerwony frak i białe bryczesy i chce swój mundur. Zachowanie i nastrój jeźdźca często jest przez konia odczuwane. Mogło być też tak, że i Artemorowi ten frak nie pasował. Janek z końmi miał fantastyczne porozumienie. One go lubiły. Te zwierzęta psychicznie wiążą się z człowiekiem, jeśli oczywiście się je dobrze traktuje - wspominał Marcin Szczypiorski, późniejszy prezes Polskiego Związku Jeździeckiego.
Po zmianie stroju wszystko wróciło do normy. Po pierwszej rundzie na czele stawki był Polak oraz reprezentant gospodarzy Nikołaj Korolkow. Jednak perfekcyjny przejazd Rosjanina wzbudził niepokój wśród sędziów. Jeden z nich zorientował się, że konie zawodników ZSRR znają parkur praktycznie na pamięć. Przed drugim przejazdem, by wyrównać szanse wprowadzono lekkie zmiany. Dla Kowalczyka nie miało to znaczenia. Korolkow nie wytrzymał napięcia i popełnił błędy. Jego wierzchowiec całkowicie się pogubił. Kowalczył zdobył historyczny medal w jeździectwie.
- Siedzieliśmy sporą grupą przejęci na trybunach. Trzymaliśmy kciuki, aby mu się powiodło. Tak długo polski świat jeździecki czekał na ten upragniony złoty medal. Kiedy już było wiadomo, że go zdobył, zdjęliśmy część garderoby i podrzucaliśmy ubraniami w górę - stwierdziła Wanda Wąsowska, specjalistka ujeżdżenia.
Na tych samych igrzyskach Polak wywalczył srebro w konkursie drużynowym.
REKLAMA
Mistrz miał bardzo prosty przepis na sukcesy
Kowalczyk stratował jeszcze przez jedenaście lat. Swoim młodszym kolegom wskazywał drogę którą powinno się pójść, aby wygrywać.
- Recepta jest wyjątkowo mało skomplikowana. Trzeba zebrać młodych zawodników i zrobić im porządne zgrupowanie. Wystarczy wyjazd do jakiegoś ośrodka na pół roku oraz wytężona praca: codziennie rano gimnastyka, bieganie, a potem zajęcia z końmi. Wieczorami spotkania i rozmowy. Trzeba wytrwale pracować, nie widzę innej drogi. Gwarantuję, że po pół roku sumiennej pracy na zgrupowaniu mielibyśmy bardzo solidną reprezentację w jeździectwie - mówił mistrz olimpijski.
Jan Kowalczyk zmarł 24 lutego 2020 roku.
AK
REKLAMA
Źródła: tylkoskoki.pl, przegladsportowy.pl, magazynsportowiec.pl, sport.pl,
REKLAMA