Atak hakerski na ciepłownię. Jest ruch prokuratury
Prokuratura Okręgowa w Olsztynie bada sprawę ataku hakerskiego na ciepłownię w Rucianem-Nidzie (woj. warmińsko-mazurskie), do którego doszło 10 stycznia - podało RMF FM. Śledczy chcą się dowiedzieć, jak doszło do tego, że ktoś zaczął sterować jednym z kotłów instalacji.
2026-01-22, 09:40
Atak na ciepłownię na Mazurach. Sprawę badają policja i prokuratura
Do ataku na ciepłownię w Rucianem-Nidzie doszło 10 stycznia - podaje RMF FM. Ktoś zdalnie zaczął manipulować parametrami jednego z kotłów instalacji, na szczęście pracownicy ciepłowni szybko zorientowali się w sytuacji i przywrócili właściwe ustawienia. Śledczy prowadzą w związku z tym śledztwo w sprawie uzyskania nieuprawnego dostępu do informacji nieprzeznaczonej. Chodzi o dostęp do systemu informatycznego sterowania jednym z dwóch kotłów - czytamy.
"Sprawą zajmuje się też Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości, które na miejscu zbierało materiały w tej sprawie. Prokuratorzy mówią, że nie można na razie stwierdzić, że za atak odpowiadają rosyjscy hakerzy, ale nie można też tego wykluczyć" - zaznacza rozgłośnia.
Na razie nie wiadomo, czy nielegalna zmiana ustawień kotła w ciepłowni na Mazurach miała związek z atakami hakerskimi z końca ubiegłego roku.
Premier o atakach na infrastrukturę energetyczną
O serii ataków na polskie obiekty infrastruktury krytycznej informował w połowie stycznia premier Donald Tusk. Na konferencji prasowej, zwołanej po specjalnej resortowej naradzie, szef rządu ogłosił, że pod koniec ubiegłego roku - 29 i 30 grudnia - polskie sieci energetyczne były obiektem ataku hakerów. - Ani przez chwilę nie była zagrożona infrastruktura krytyczna, czyli sieci przesyłowe - to, co decyduje o bezpieczeństwie całego systemu - zaznaczył.
- Próba ataków na pewne elementy infrastruktury energetycznej, nie była próbą, która groziła destabilizacją całego systemu, czy blackoutem. To nie wchodziło w rachubę - wyjaśnił. Dodał, że punktowo zaatakowano niektóre miejsca, w tym dwie elektrociepłownie. - Te ataki były wymierzone system, który umożliwia zarządzanie prądem pochodzącym z OZE - kontynuował Tusk.
- Potraktowaliśmy to bardzo poważnie. Systemy zabezpieczeń - zarówno w elektrociepłowniach, które były przedmiotem ingerencji, czy ataków - które w Polsce mamy, okazały się skuteczne. Ten atak praktycznie nie doprowadził do żadnych negatywnych konsekwencji. Nie zmarnowaliśmy tego czasu, polski system energetyczny jest na tyle, na ile jest to możliwe we współczesnym świecie, bezpieczny przeciw tego typu ingerencjom - zaznaczył premier. Wskazał, że gdyby jednak doszło do powodzenia ataku, nawet do 500 tys. osób mogłoby zostać pozbawionych dostaw ciepła.
Czytaj także:
- Polska elektrownia jądrowa. Wiadomo, kto dostarczy kluczowe elementy
- Polska z najdroższym prądem w UE przez mrozy. Sprawdź, jak ocalić domowy budżet
Źródło: rmf24.pl/mbl