Dziś czytają go uczniowie. W 1939 uznano jego książkę za pomyłkę
Dziś Bruno Schulz jest niekwestionowanym mistrzem, jego dzieła znajdują się na liście lektur szkolnych, zyskały międzynarodowe uznanie, inspirowały filmowców. W styczniu 1939 roku dwóch cenionych znawców napisało miażdżące, według niektórych skandaliczne, recenzje tej twórczości.
2026-02-04, 08:05
Uwaga, łatwo nie będzie
Przedmiotem tych recenzji była twórczość słynnego pisarza związanego z Drohobyczem: Brunona Schulza. Chodziło przede wszystkim o jego drugą, po "Sklepach cynamonowych" (1933), książkę – "Sanatorium pod klepsydrą" (1937).
Twórczość, dodajmy od razu, specyficzną. Miłośnicy "wartkiej akcji" czy "wciągającej fabuły" mogą tu przeżyć duże rozczarowanie. Bo mówiąc w największym uproszczeniu, wartością tej prozy jest nade wszystko sposób kreacji świata. U Brunona Schulza to język zniewala i uwodzi, zadania mienią się kolorami i odwołują się do każdego ze zmysłów. Zresztą, zobaczmy sami.
"Było pod koniec zimy. Dni stały w kałużach i w żarach i miały podniebienie pełne ognia i pieprzu. Lśniące noże krajały miodną miazgę dnia na srebrne skiby, na pryzmy pełne w przekroju kolorów i korzennych pikanteryj. Ale cyferblat (tarcza zegarowa – przyp. red.) południa gromadził na szczupłej przestrzeni cały blask tych dni i wskazywał wszystkie godziny pałające i pełne ognia".
Dziwactwa i majaki
Nie ma się co dziwić, że Bruno Schulz od początku stanowił dla czytelników wyzwanie. Charakterystyczne jest choćby to, jak młodzi odbiorcy – już pod koniec XX wieku – oceniali tę twórczość. Według ankiet przeprowadzonych jeszcze w latach 90. (dziś wybrane opowiadania z tomu "Sklepy cynamonowe" są wśród lektur obowiązkowych zakresu rozszerzonego) osiemdziesiąt procent uczniów zachęconych skutecznie przez polonistów do Schulza miało problem ze zrozumieniem jego prozy. "Dziwny", "zagmatwany", "zawiły" – tymi i podobnymi im określeniami młodzi Polacy opisywali styl pisarza z Drohobycza.
Ciekawe jednak, że podobne sformułowania padały w latach 30. XX w. – i to w tekstach krytyków literackich. Znawcy ci pisali w kontekście jego dzieł o "dziwactwach", "rojeniach" czy "majaczeniach". Nie oznacza to rzecz jasna, że autor "Sklepów cynamonowych" nie miał w dwudziestoleciu międzywojennym grona wielkich admiratorów. Takie grono istniało, a wśród miłośników i miłośniczek jego prozy była choćby Zofia Nałkowska.
Ale wróćmy do wspomnianych wcześniej zaskakujących recenzji.
Bruno Schulz, "Autoportret" (fragm.), 1921 r. Fot. PAP/Reprodukcja/Tomasz Prażmowski Wielki skandal
"Dwugłos o Schulzu" Kazimierza Wyki i Stefana Napierskiego ukazał się w pierwszym numerze "Ateneum" z 1939 roku. Obaj autorzy, co istotne, byli znakomitymi krytykami. Kazimierz Wyka (1910-1975) stał się jednym z najwybitniejszych XX-wiecznych polskich badaczy literatury. Stefan Napierski (1899-1940) ceniony był również jako tłumacz, choć próbował swoich sił i w poezji.
Znawcy ci, jak pisał prof. Włodzimierz Bolecki, wygłosili wówczas "najbardziej bezwzględne potępienie prozy Schulza" w dwudziestoleciu międzywojennym. Z perspektywy lat teksty te można nazwać "wielkim skandalem" i "wyjątkowo drastyczną pomyłką na giełdzie wartości literackich". Recenzje te, by przywołać jeszcze inne oceny "Dwugłosu", były "napastliwie" (Andrzej Sulikowski), stanowiły "bezpardonową napaść" (Michał Paweł Markowski) albo też "w dziejach polskiej niezależnej krytyki literackiej egzekucję bez precedensu", "ekskomunikę arcydzieła" (Eliza Kącka).
"Pamiętam, jak z pewnego rodzaju świętokradczą zgrozą czytałam to, co napisał Wyka o Schulzu w «Ateneum» Napierskiego z roku 1939", wspominała Maria Janion lekturę tych recenzji.
Ta książka nie należy do przyszłości
Co konkretnie znalazło się w tych tekstach? Zamiast streszczenia – kilka wiele mówiących cytatów.
"Właściwie zamiast omówienia «Sanatorium pod klepsydrą» należałoby omówić, kto chwalił, gdzie chwalił i dlaczego chwalić musiał (…). Gorące przyjęcie tej książki przez rozmaitych przedstawicieli tzw. inteligencji (…) jest głuchonieme, nie umie dostarczyć prawdziwych przyczyn zachwytu". (K. Wyka)
"«Sanatorium pod klepsydrą» (…), szklarnia, w której nawet roślin nie ma, same kule kolorowe, rozpylone przepływem chmur, cieni i świateł, egzotyka martwoty. (K. Wyka)
"I te zarzuty najważniejsze, te momenty wyłączają «Sanatorium pod klepsydrą» z żywych osiągnięć lat ostatnich i każą się zdumiewać nad ślepotą zachwytników: antyhumanizm i utwierdzanie chaosu. [Ta książka] jest niemoralna artystycznie przez swój absolutny brak hierarchii (…)". (K. Wyka)
"Specyficzny świat wyobrażeń epigona, jakim jest Schulz, znamionuje dowolność i kalekość; tę ułomność podpiera szczudłami stylu: zamiast nowel, pisuje traktaty pięknoducha. Wmawia w czytelnika, perswaduje, wymusza rzekome bogactwo swej fantastyki". (S. Napierski)
"W głosie tego ckliwego sentymentalisty ciągle pobrzmiewa łezka, liryczne tremolando. Grubo, przesadnie kładzie farby, rozmazuje je, babrze się w nich, ukazując zupełną niezdolność do destylacji. Jego malowniczość jest wtórna (…).Schulz jest tyleż przerafinowany, co nieudolny". (S. Napierski)
"To się tu i ówdzie podoba, trafia w niektóre mieszczańskie gusta". (S. Napierski)
I jeszcze na koniec bardzo mocne zdania wieńczące recenzję Kazimierza Wyki: "«Sanatorium pod klepsydrą» nawet spalone na stosie w niczym nie uderza młodego pokolenia, ponieważ zbieżność przypadkowa w latach wydania nie oznacza zbieżności istotnej i żadna z cech tej książki nie jest cechą przyszłości, o którą warto kopie kruszyć".
Ostra krytyka (i to, co pod nią)
"Dwugłos o Schulzu" jest ciekawym przypadkiem skrajnej rozbieżności między pierwotnym osądem znawców a tym, co o wartości recenzowanego przez nich dzieła zgodnie mówiły późniejsze rzesze innych badaczy. Zwłaszcza że, powtórzmy, chodzi tu o profesjonalnych czytelników najwyższej miary – a ci swoją ocenę wygłosili, by raz jeszcze przywołać Włodzimierza Boleckiego, nie tyle jako recenzję, ile jako paszkwil i pamflet (celem było zatem ośmieszenie, wykpienie pisarza). Czytelnicy ci odmówili jakichkolwiek wartości literackich książce Schulza. A na koniec jednego z tych tekstów przywołali nawet obraz palenia książki na stosie...
W tej historii jeszcze jedno jest bardzo frapujące. Kazimierz Wyka i Stefan Napierski, opisując szalenie krytycznie prozę Schulza, odnotowali wszystkie najważniejsze – uważane dziś za jej walor – cechy tej twórczości. Brak fabularności, tajemnicza symbolika, czas jako temat, poruszanie się po przestrzeniach "marginesowych". Przyglądanie się temu, co poza centrum, niedoskonałe, niedojrzałe i inne.
Źródło: Polskie Radio/jp
"Ateneum. Czasopismo poświęcone sprawom kultury", 1939, R. 2, nr 1 (7); Włodzimierz Bolecki, "Poetycki model prozy w dwudziestoleciu międzywojennym. Witkacy, Gombrowicz, Schulz i inni", Kraków 1996; tegoż, "Dwugłos o Schulzu", w: "Słownik schulzowski", opracow. i red. Włodzimierz Bolecki, Jerzy Jarzębski, Stanisław Rosiek, Gdańsk 2023; Magdalena Jarnotowska, "Brud jako metafora w twórczości Brunona Schulza", "Prace Polonistyczne", seria LXIX, 2014; Eliza Kącka, "Czy należy spalić Schulza? Likwidatorzy: Wyka i Napierski", Schulz/Forum, nr 12 (2018); Andrzej Sulikowski, "Twórczość Brunona Schulza w krytyce i badaniach literackich (1934-1976)", "Pamiętnik Literacki" 69/2, 1978; Wiesław Leszczyński, "Kłopoty z arcydziełem: kilka uwag na marginesie szkolnej recepcji prozy Brunona Schulza", "Prace Naukowe. Filologia Polska. Historia i Teoria Literatury 5", 1995/1996, Maciej Urbanowski, "Ja rozpisałem się bardzo, bo żółć mnie zalała", Schulz/Forum, nr 8 (2016).