Państwo uznało go za pasożyta. Kilkadziesiąt lat później odebrał Nobla

"Nic w XX wieku nie zapowiadało pojawienia się takiego poety", pisał o nim Miłosz. Historia życia Josifa Brodskiego to fascynujący zapis zmagań z niełatwym losem. To opowieść o człowieku, który jak nikt wierzył w literaturę.

2026-01-28, 08:05

Państwo uznało go za pasożyta. Kilkadziesiąt lat później odebrał Nobla
Josif Brodski w Petersburgu . Foto: East News

Co mogę powiedzieć o życiu? Że rzecz to w sumie dość długa.
Tylko nieszczęście budzi we mnie zrozumienie,
ale dopóki ust mi nie zatka gliniana gruda,
będzie się z nich rozlegać tylko dziękczynienie.

(Josif Brodski "Zastępowałem w klatce dzikie zwierzę", tł. Stanisław Barańczak)

Praca w szpitalnej kostnicy

Urodził się w 1940 roku w Leningradzie (Petersburgu – nie znosił radzieckiego imienia swojego miasta), w rodzinie żydowskiej. Jego matka, Maria Volpert, była urzędniczką; ojciec, Aleksander, pracował jako dziennikarz i fotograf. We troje żyli w "półtora pokoju", mieszkaniu, które wraz z innymi lokalami tworzyło kolektywną mieszkalną przestrzeń. Ze wspólną kuchnią, łazienką, ubikacją.

W wieku piętnastu lat rzucił szkołę. Poszedł do pracy: był frezerem w fabryce, pracownikiem szpitalnej kostnicy, palaczem w kotłowni, geologiem. Jednocześnie rozpoczął intensywne samokształcenie – uczył się m.in. języków, polskiego i angielskiego.

Architektura Petersburga, wspominał wiele lat później, opowiedziała mu więcej o historii niż książki. A szare wody Newy wpadające do Bałtyku nauczyły go więcej o upływie czasu i nieskończoności niż filozofia.

Szamański recytator wierszy

Josif Brodski wiersze zaczął pisać jeszcze przed dwudziestym rokiem życia. Również jako nastolatek zaczął aktywnie działać w petersburskim środowisku młodych poetów. Na początku lat 60. miał już ugruntowaną pozycję zdolnego, oryginalnego twórcy, a przy tym – będzie to jeden z jego rysów charakterystycznych – "szamańskiego" recytatora własnych wierszy. Anna Achmatowa, którą poznał przez Jewgienija Rejna w 1961 roku, uważała go za najlepszego poetę młodego pokolenia.

Od końca lat pięćdziesiątych pojawiają się w druku (na łamach prasy, ale i w samizdatach) jego wiersze i poematy. Przez następnych kilka lat zbudował sobie, jak to określił Andrzej Drawicz, reputację tak silną, że władza upatrzyła go na ofiarę represji. Był rok 1963, właśnie powstało jedno z arcydzieł Brodskiego "Wielka elegia dla Johna Donne'a".

Brodski przed sądem

"Truteń z literackiego marginesu" – pod takim tytułem ukazał się jesienią 1963 roku w leningradzkiej popołudniówce artykuł szkalujący młodego poetę, oskarżający go m.in. o działalność antypaństwową. Kilka miesięcy później, w lutym 1964 roku, Brodski został aresztowany, trzymano go w zakładach dla psychicznie chorych, w końcu stanął przed sądem. W marcu, po dwóch kuriozalnych rozprawach, zapadł wyrok: Brodskiego uznano za winnego "pasożytniczego trybu życia" i skazano na pięć lat robót na zesłaniu. Na nic zdały się protesty takich twórców, jak Achmatowa czy Szostakowicz.

"Sprawa Brodskiego" odbiła się szerokim echem za granicą. Do jej nagłośnienia przyczyniły się przede wszystkim sporządzone przez dziennikarkę Fridę Wigdorową notatki z sali sądowej - legendarne już dziś świadectwo pokazowego procesu politycznego, zapis spotkania wolnego twórcy z absurdalnym systemem.

– Jaki jest w ogóle wasz zawód ?
– Poeta. Poeta tłumacz.
– Kto was zaliczył do rzędu poetów?
– Nikt. A kto mnie zaliczył do rzędu ludzi?
– Czy uczyliście się tego ?
– Czego ?
– Żeby być poetą. Czy nie próbowaliście chodzić na uniwersytet, gdzie dają wykształcenie...gdzie uczą?
– Nie myślałem, że można to zdobyć wykształceniem..
– A czymże ?
– Myślę, że to od ... Boga.

(rozmowa sędziny Sawieljewej i Josifa Brodskiego, fragment stenogramu z procesu sądowego, 1964 r.)

Kilkadziesiąt kilogramów książek

24-letni Brodski wagonem więziennym został przewieziony do okręgu archangielskiego. Trafił do sowchozu w wiosce Norinska, gdzie pracował ciężko na roli. Po latach powie, że mimo trudności i samotności paradoksalnie był to szczęśliwy czas. Na dalekiej Północy odnalazł w sobie siłę, dzięki której nie poddał się. Wręcz przeciwnie: dużo czytał (przyjaciele przesyłali mu lektury; po uwolnieniu zabrał do Leningradu kilkadziesiąt kilogramów książek), tłumaczył poezję, a nade wszystko: pisał wiersze.

Międzynarodowa fala protestów sprawiła, że pięcioletni wyrok skrócono do osiemnastu miesięcy. Brodski wrócił do rodzinnego miasta, zajął się na nowo tłumaczeniami, ale próby wydania tomu wierszy nie powiodły się. Jak wspominał, w zamian za publikację proponowano mu współpracę ze służbami bezpieczeństwa (był już wówczas znany na Zachodzie, wydawano jego teksty, miał zatem czasem "gości z zagranicy"). W obliczu nieprzejednanej postawy poety, który dla władzy stawał się coraz bardziej niewygodny – na początku lat 70. zdecydowano się zmusić go do opuszczenia kraju.

Uczyć się wierszy na pamięć

Pozbawiony obywatelstwa wyjechał z ZSRR w czerwcu 1972 roku. Miał już nigdy nie wrócić do ojczyzny. Mimo wieloletnich starań jego rodzice nie uzyskali zgody na choćby krótki wyjazd z kraju, by zobaczyć się z synem.

Po krótkim pobycie w Europie (najpierw Austria, gdzie poznał jednego ze swoich mistrzów – W.H. Audena; później Wielka Brytania) Josif Brodski przyjechał do Ameryki. Dostał pracę na Uniwersytecie Michigan w Ann Arborn. Czesław Miłosz przesłał mu z Kalifornii list, w którym wita przybyłego do Stanów poetę, dzieląc się swoim doświadczeniem emigranta. Będzie to początek wielkiej przyjaźni obu artystów.

W następnych latach Brodski wykładał poezję na wielu amerykańskich uczelniach, m.in. na Uniwersytecie Columbia, Smith College, Uniwersytecie Yale. Do legendy przeszła jedna z metod jego nauczania: kazał swoim studentom uczyć się co tydzień kilku wierszy na pamięć. W pierwszej połowie lat 80. przenosi się na stałe do Nowego Jorku.

Kolejne wiersze Brodskiego ukazywały się w takich tomach, jak "Część mowy" (1977), "Koniec pięknej epoki" (1977), "Elegie rzymskie" (1982), "Urania" (1987). Od 1977 roku zaczął tworzyć również po angielsku. Jak wspominał, chciał pisać w przybranym języku, by "sprawić przyjemność cieniowi" swojego ukochanego W.H. Audena. Taki był początek znakomitej twórczości eseistycznej Brodskiego: powstały szkice poświęcone bliskim mu poetom (Achmatowej, Cwietajewej, Mandelsztamowi, Kawafisowi, Audenowi) czy też proza autobiograficzna (wspomnienie o Petersburgu, o rodzicach i wspólnym mieszkaniu "w półtora pokoju").

To jest prawdziwy wróg

W 1987 roku został laureatem literackiej Nagrody Nobla. W mowie wygłoszonej podczas uroczystości wręczenia nagrody opowiadał o swojej wierze w zbawczy potencjał literatury, w jej siłę działającą na rzecz dobra. Wiarę tę przypomniał w 1991 roku, gdy jako poeta-laureat, doradca Biblioteki Kongresu, złożył swoją "nieskromną propozycję", by drukować poezję w milionowych nakładach.

"Nie ma innego lekarstwa na wulgarność ludzkiego serca jak wątpliwość i dobry smak, które łączą się w dziełach wielkiej literatury", pisał Josif Brodski. Podobne wyznanie tej szczególnej wiary znajdziemy u Brodskiego w jego szkicu o Zbigniewie Herbercie. "Prawdziwym wrogiem poety", pisał o autorze "Pana Cogito", nie jest "system politycznego ucisku", ale "wulgarność ludzkiego serca, która zawsze tworzy uproszczoną wersję ludzkiej rzeczywistości". Taka uproszczona wizja świata zdaniem Brodskiego wiedzie "w najlepszym razie do społecznej niesprawiedliwości". W najgorszym zaś: do "utopii przemienionej w koszmar".

Josif Brodski zmarł 28 stycznia 1996 roku w swoim mieszkaniu na Brooklynie. Został pochowany na wyspie San Michele w Wenecji - mieście, które rokrocznie zimą odwiedzał i któremu poświęcił piękny esej "Znak wodny".

Napis na skromnym pomniku przypomina za Propercjuszem: "Letum non omnia finit". Śmierć nie kończy wszystkiego.

Źródło: Polskie Radio/Jacek Puciato

Czesław Miłosz "Życie na wyspach"; J. Brodski "Mniej niż ktoś", tł. K. Tarnowska i A. Konarek; A. Drawicz "W trzydzieści lat później", w: "O Brodskim. Studia, szkice, refleksje" pod red. P. Fasta; A. Pomorski "Los i wola", w: "O Brodskim..."; J. Brodski "Zastępowałem w klatce dzikie zwierzę", tł. St. Barańczak; J. Brodski, "O Zbigniewie Herbercie", tł. Ewa Kulik-Bielińska, "Zeszyty Literackie", 1999/4.

Polecane

Wróć do strony głównej