Pierwsza taka operacja w Polsce. Jedna z najbardziej złożonych procedur

Polscy lekarze przeprowadzili nowatorską operację, podczas której usunęli pacjentce nowotwór wątroby poprzez wycięcie narządu, zoperowanie go poza organizmem i wszczepienie go z powrotem. Tego typu operacja, czyli autotransplantacja z resekcją ex situ, jest jedną z najbardziej złożonych procedur chirurgicznych na świecie. 

2026-02-19, 13:27

Pierwsza taka operacja w Polsce. Jedna z najbardziej złożonych procedur
Pierwsza w Polsce autotransplantacja wątroby w UCK WUM. 11 godzin operacji i nowa szansa na życie . Foto: Pawel Wodzynski/East News

Historyczny moment w Warszawie. Pierwsza taka operacja transplantacyjna w kraju

Lekarze z Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego przeprowadzili pierwszą w Polsce autotransplantację wątroby z resekcją ex situ. Zabieg trwał 11 godzin, a wątroba pozostawała poza organizmem pacjentki przez 4 godziny i 57 minut.

Pacjentką była Małgorzata Bok - kobieta po czterdziestce, u której zdiagnozowano kilkunastocentymetrowy pierwotny nowotwór złośliwy, zlokalizowany w miejscu ujścia trzech żył wątrobowych do żyły głównej dolnej. Jedna z nich była całkowicie zamknięta przez guz, zaś dwie kolejne przebiegały po jego powierzchni i były znacznie uciśnięte.

Autotransplantacja - wycięcie wątroby, usunięcie guza poza organizmem i ponowne wszczepienie narządu - była jedyną opcją leczenia. Standardowa resekcja była niemożliwa ze względu na zajęcie kluczowych naczyń. Klasyczna transplantacja również nie wchodziła w grę, ponieważ guz wykraczał poza obowiązujące kryteria. 

- Zdecydowaliśmy się na autotransplantację: wycięcie wątroby, usunięcie guza poza organizmem i ponowne wszczepienie narządu. - powiedział prof. Michał Grąt z Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, konsultant krajowy w dziedzinie transplantologii klinicznej.

Po otwarciu jamy brzusznej i potwierdzeniu braku rozsiewu nowotworu chirurdzy wycięli wątrobę wraz z odcinkiem żyły głównej dolnej. Na czas tzw. fazy bezwątrobowej wszczepiono tymczasowe protezy naczyniowe, aby utrzymać powrót krwi z dolnej połowy ciała i z układu wrotnego do serca. Wyjęty narząd wypłukano płynem prezerwacyjnym i schłodzono. W warunkach kontrolowanej hipotermii zespół przeprowadził precyzyjną resekcję guza oraz rekonstrukcję naczyń. Operowano w lupach z czterokrotnym powiększeniem, używając nici naczyniowych 8.0 - cieńszych niż ludzki włos.

W warunkach ex situ możemy otworzyć każde naczynie bez ryzyka masywnego krwotoku, dokładnie zidentyfikować struktury i odtworzyć je przed ponownym wszczepieniem. - stwierdził lekarz.

Niewątpliwymi zaletami autotransplantacji są: brak ryzyka odrzutu, brak oczekiwania na znalezienie dawcy narządu oraz to, że nie ma potrzeby stosowania leków immunosupresyjnych (obniżających aktywność układu odpornościowego, aby organizm nie odrzucił przeszczepu). W związku z tym, że pacjent nie musi przyjmować leków, nie dotyczy go również ryzyko pojawienia się skutków ubocznych. 

Jednak, tak jak każda operacja, autotransplantacja niesie ze sobą ryzyko. Śmiertelność w tym przypadku wynosi do 30 proc. Według lekarzy metoda ta będzie stosowana tylko w wyjątkowych przypadkach. Stanowi bowiem szansę dla tych pacjentów, u których zaawansowanie guza nie pozwala na standardowe leczenie. Takich osób jest kilkadziesiąt rocznie.

Pierwsza taka operacja w Polsce. Co z pacjentką?

- Kiedy dowiedziałam się, na czym będzie polegała ta operacja, byłam przerażona. Ale nie miałam wyjścia, zgodziłam się, bo mam dla kogo żyć, jeszcze troje moich starszych dzieci jakoś by sobie poradziło, ale moja najmłodsza córcia już nie. Dzieci i rodzina były moją siłą napędową, żeby to wszystko pokonać - powiedziała Małgorzata w rozmowie z WP abcZdrowie.

- Ta operacja to top of the top, jeśli chodzi o chirurgię onkologiczną. Walczymy o chorego, wytaczając tak naprawdę "najcięższe armaty". To niezwykle skomplikowana procedura, obarczona dużym ryzykiem operacyjnym, ale też okołooperacyjnym. Masa elementów musi tu pójść perfekcyjnie, aby zabieg się powiódł. Szanse pacjenta na przeżycie określamy na poziomie 70 proc., ryzyko na 30 proc. Oczywiście poinformowaliśmy o tym pacjentkę, by podjęła świadomą decyzję dotyczącą operacji - powiedział prof. Michał Grąt.

Po operacji kobieta czuje się dobrze i powoli wraca do sprawności. Możliwe, że wkrótce zostanie wypisana do domu.

- Pacjentka jest w dobrym stanie. Chodzi po oddziale, je, pyta kiedy wróci do domu. To dla nas największa nagroda - dodał chirurg. Jak przyznał lekarz, sytuacja, w której pacjentka dzień po tak skomplikowanej operacji chodzi, je i dobrze się czuje, jest ewenementem.

Czytaj także:

Źródło: IAR/as/WP abcZdrowie

Polecane

Wróć do strony głównej