Fatalna słabość Oriesznika. Pułkownik: ukraiński "deep strike" rozniesie go w pył

- Rosyjski pocisk balistyczny Oriesznik ma fatalną słabość. Przy obecnym poziomie rozpoznania od razu widać przygotowania do jego wystrzelenia. Ukraina zniszczy go, zanim zostałby użyty na Białorusi - mówi pułkownik Serhij Hrabski. Podkreśla, że również Polska pilnie potrzebuje technologii "deep strike". To sposób i na zagrożenie ze strony Orieszników, i na rosyjskie bombowce dalekiego zasięgu.

2026-02-24, 11:30

Fatalna słabość Oriesznika. Pułkownik: ukraiński "deep strike" rozniesie go w pył
Kadr z filmu rosyjskiego MON, pokazujący odpalenie pocisku balistycznego. Foto: AFP/East News
Czytaj także:

"Fatalna słabość" Oriesznika. Pułkownik: to kolejny fejk Rosji

- Nowa broń Putina, Oriesznik, rozmieszczona na Białorusi, nie będzie stanowić problemu dla Ukrainy. Również Polska powinna wszelkimi sposobami pozyskać broń dalekiego zasięgu, tzw. deep strike - rekomenduje w rozmowie z portalem PolskieRadio24.pl pułkownik Serhij Hrabski. Zapytaliśmy o zagrożenie związane z rozmieszczaniem nowego rosyjskiego pocisku balistycznego na Białorusi.

- Oriesznik to kolejny fejk Federacji Rosyjskiej. Bo ostatnie tygodnie pokazały, że możemy przeprowadzić uderzenie w miejsca wystrzeliwania Oriesznika - podkreśla wojskowy. Sztab Generalny Ukrainy poinformował na początku lutego o ataku na poligon Kapustin Jar w obwodzie astrachańskim. Była to udana misja nowej ukraińskiej superbroni, pocisku manewrującego FP-5 Flamingo. Od tego czasu do wystrzelenia Oriesznika w stronę Ukrainy nie doszło.

Reżim Alaksandra Łukaszenki publicznie chwali się rozmieszczeniem Oriesznika na Białorusi. - Rozmieszczenie taktycznej broni jądrowej na naszym terytorium, a także systemu rakietowego Oriesznik, pełni funkcję strategicznego środka odstraszającego - mówił 20 lutego minister obrony Białorusi Wiktor Chrenin. Sam Łukaszenka 18 grudnia 2025 roku oznajmił, że Oriesznik "jest u nas od wczoraj [od 17 grudnia, red.] i przechodzi do służby bojowej". A 19 grudnia powiedział, że połowa komponentów Oriesznika jest produkcji białoruskiej.

Czy faktycznie Oriesznik dotarł na Białoruś, czy zrealizowano już plan Putina i Łukaszenki? 23 lutego prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wskazał, że systemy te nie są jeszcze rozmieszczone na Białorusi. Jednocześnie sankcje nałożone na Alaksandra Łukaszenkę 18 lutego wskazują, że Ukraina nie ignoruje tego zagrożenia - ich wprowadzenie uzasadniano m.in. rozmieszczaniem Oriesznika i produkcją istotnych komponentów tej broni na terenie Białorusi.  

Przygotowanie do wystrzelenia Oriesznika będzie zauważone

Pułkownik Hrabski mówi portalowi PolskieRadio24.pl, że w naszych czasach "niemożliwe jest skryte rozmieszczenie, przemieszczanie czy przeprowadzanie przygotowań do użycia takich kompleksów" jak Oriesznik. - Przed uruchomieniem konieczne jest przeprowadzenie całego zakresu odpowiednich prac przygotowawczych. I nie da się tego ukryć. To stanowi wielką słabość tego systemu - informuje.

Wskazuje, że prognozowana lokalizacja Oriesznika to baza Kriczew-6, na terytorium Białorusi, w pobliżu granicy Federacją Rosyjską. - To oznacza, że Orieszniki są umieszczone w stacjonarnych bazach. Nie da się osłonić tych stacjonarnych baz w przypadku masowego użycia broni uderzeniowej. To znaczy, że wzmocnienie wszelkiego rodzaju rozpoznania, pozwala nam skuteczniej zapobiec ewentualnemu użyciu Oriesznika - mówi wojskowy.

Dodaje, że obrona powietrzna składa się z trzech głównych elementówto warstwy aktywno-ofensywyna, aktywno-obronna i pasywno-obronna. - Zasadą aktywnej ofensywy jest przeprowadzanie prewencyjnych uderzeń na obiekty na terytorium wroga, w tym przypadku na obszary rozmieszczenia Oriesznika. Uderzyliśmy na Kapustin i Jar, i jak widać, potem nie było żadnych prób wystrzelenia Oriesznika przez Rosję - zauważa.

Zdaniem wojskowego, nie ma żadnych ograniczeń w tej kwestii, jeśli chodzi o zdrowie i życie obywateli. Jak wskazał, trzeba być gotowym do ataku wyprzedzającego wszelkimi dostępnymi środkami i mówi, że również Polska powinna posiadać takie zasoby - Polska powinna jak najszybciej pozyskać takie technologie i opracować systemy deep strike, czyli głębokich uderzeń na terytorium wroga - ocenia.

Samoloty wojskowe Rosji w odległych bazach

Wojskowy pytany o rozmieszczenie rosyjskich samolotów bojowych w bazach Dalekiego Wschodu i Dalekiej Północy, pułkownik Serhij Hrabski mówi, że to nie jest dobra wiadomość i to zły znak. Ocenia jednocześnie, że w związku z dużymi odległościami na obszarze Rosji ruch takich samolotów zostanie wykryty z wyprzedzeniem. - Również dlatego w interesie Unii Europejskiej, a w szczególności Polski, leży rozmieszczenie broni uderzeniowej dalekiego zasięgu, która może po prostu zniweczyć wszelkie próby Federacji Rosyjskiej uderzenia na terytorium Polski czy innych państw - uważa.

Jak wskazuje, z bazy w rejonie Chabarowska samoloty trzeba przemieścić bliżej, jeśli Moskwa planowałaby atak. Jak mówi, to daje nawet 12 do 24 godzin, by odpowiedzieć na takie ruchy rosyjskiego lotnictwa strategicznego, gdyby np. zdecydowano o wylocie z lotniska w Ukraince oraz przemieszczeniu na lotniska Olenia i Engels.

Nie ma powrotu do przeszłości. Europa nie będzie już taka, jak w 2022 roku

Wojskowy ocenia, że Europa nigdy nie wróci do realiów sprzed 2022 roku. Jego zdaniem granica polsko-białoruska oraz litewsko-białoruska już dziś stanowią de facto linię frontu wojny hybrydowej.

Wskazuje na serię zdarzeń, które potwierdzają tę tezę: ćwiczenia wojskowe na Bałtyku, próby niszczenia infrastruktury krytycznej w tym kabli komunikacyjnych  prowokacyjne loty rosyjskiego lotnictwa czy sztucznie wywoływany kryzys migracyjny, finansowany przez Rosję.  To jest wojna, choć prowadzona metodami poniżej progu otwartego konfliktu zbrojnego, bez formalnych aktów agresji i jawnych kontrataków  podkreśla.

Pułkownik Hrabski przywołuje również doniesienia z ćwiczeń NATO Hedgehog 2025 w Estonii. W ich trakcie ukraińska jednostka dronowa miała pokonać zgrupowanie sił NATO. Miałem informacje o tych manewrach i bardzo subtelnie sugerowałem, że obecnie wszystkie armie państw NATO są nieprzygotowane na realia pełnoskalowej wojny. Wielokrotnie ostrzegałem, że konsekwencje tego stanu rzeczy mogą okazać się dramatyczne  zaznacza.

Z determinacją rekomenduje, aby wojska NATO zdobywały doświadczenie operacyjne na terytorium Ukrainy, argumentując, że w inny sposób nie da się go uzyskać. Ostrzega przy tym, że cena za brak bojowej praktyki może być ogromna. Jako przykład wskazuje pierwsze użycie północnokoreańskiego personelu wojskowego w walkach w obwodzie kurskim. - Doprowadziło to do katastrofalnych strat: z liczącej 12 tysięcy żołnierzy grupy jedna czwarta została wyeliminowana. W zaledwie kilka tygodni Koreańczycy stracili kilkuset ludzi - mówi pułkownik Hrabski.

Ćwiczenia NATO Hedgehog miały miejsce w zeszłym roku w Estonii. Brało w nich udział kilkanaście państw Sojuszu. Według relacji "Wall Street Journal" ukraińska grupa licząca 10 osób w jeden dzień wyeliminowała dwa bataliony. Ukraina wykorzystywała system zarządzania polem walki Delta. Ten zbiera dane na bieżąco, "na żywo", w analizie pomaga sztuczna inteligencja. System pomaga wskazać cele i je razić. Jak czytamy, od wykrycia celu do jego zniszczenia mijają minuty. Ukraińska "dziesiątka" w pół dnia zdemolowała 17 pojazdów opancerzonych, miała do dyspozycji 30 dronów, o połowę mniej niż na polu walki. "Przeciwnicy" w ogóle się nie maskowali.

- Wyciągnięto wnioski, że pole walki stało się przejrzyste i liczy się prędkość podejmowania decyzji. Jednak od świadomości braków do wypracowania rozwiązań i doktryn jeszcze długa droga - w takim duchu komentował tę konfrontację z rzeczywistością emerytowany amerykański generał David Petraeus.

WIDEO: Łukaszenka 18 grudnia stwierdził, że Oriesznik "od wczoraj" jest na Białorusi

Czytaj także:

Źródło: PolskieRadio24.pl

Polecane

Wróć do strony głównej