Strzały podczas kolacji w Waszyngtonie. Nasz korespondent był na miejscu
Na kolacji prezydenta USA z korespondentami Białego Domu padły strzały. Donald Trump oraz inni członkowie jego administracji zostali wyprowadzeni z sali przez agentów ochrony. Na miejscu zdarzenia obecny był waszyngtoński korespondent Polskiego Radia Marek Wałkuski.
Marek Wałkuski
2026-04-26, 06:48
Strzały podczas kolacji z prezydentem USA. "Wszyscy schowaliśmy się pod stoliki"
Nasz korespondent opublikował kilka materiałów w mediach społecznościowych, na których relacjonował przebieg zdarzenia z jego perspektywy. Siedział przy jednym stole m.in. z szefem ambasady RP w Waszyngtonie Bogdanem Klichem oraz ambasadorem Włoch.
Jak opowiedział, nagle za drzwiami od głównej sali hotelu Hilton rozległy się strzały. - Natychmiast w kierunku sceny ruszyli agenci Secret Service. Wszyscy schowaliśmy się pod stoliki. Kiedy podniosłem głowę i spojrzałem na główną scenę, gdzie siedział wcześniej Donald Trump, prezydenta już tam nie było, natomiast byli komandosi z długą bronią - słyszymy w relacji Marka Wałkuskiego.
Po tym jak wyprowadzono z sali Donalda Trumpa, ewakuowano też m.in. sekretarza obrony Pete'a Hegsetha i szefa FBI Kasha Patela.
Niepokój ambasadora
Na nagraniu udostępnionym przez naszego korespondenta głos zabiera też pełniący obowiązki ambasadora RP w USA Bogdan Klich. Przyznał, że poczuł się jak w Afganistanie. - Jeżeli strzelają, to odruch jest taki sam - stwierdził. Zdaniem Klicha padło około pięciu strzałów. Na pytanie, co czuje, Klich odpowiedział "to samo, co wszyscy: niepokój".
W kolejnych wpisach Marek Wałkuski udostępnił nagrania, na których widać, jak na salę wchodzą żołnierze z bronią oraz jak ewakuowani są członkowie gabinetu Donalda Trumpa.
- Trump odwołał wyjazd wysłanników do Pakistanu. "Mamy wszystkie karty"
- Wszedł na piramidę i zaczął strzelać do ludzi. "Fascynował się Hitlerem"
Źródło: Polskie Radio/Marek Wałkuski/ms