Polacy utknęli w porcie w Katarze. "Boję się bardzo"

- Boję się bardzo i moja psychika też ma swoje granice - powiedział Polskiemu Radiu pan Adam, który wraz z narzeczoną utknął na statku wycieczkowym w Katarze.

2026-03-03, 19:24

Polacy utknęli w porcie w Katarze. "Boję się bardzo"
Polacy utknęli na wycieczkowcu w Katarze (zdjęcie ilustracyjne). Foto: Albin Marciniak/East News

Polacy utknęli w Katarze. "Nie widzieliśmy żadnej wojny"

Para Polaków parę dni temu wypłynęła z Dubaju, mieli odwiedzić Abu Zabi i wyspę Sir Bani Yas, ale kiedy dotarli do Dohy, okazało się, że dalej nigdzie nie popłyną. Statek zakotwiczył w porcie, a pasażerowie utknęli na pokładzie.

- Stoimy w porcie przy terminalu pasażerskim, jesteśmy na statku. Port jest na szczęście oddalony od wszystkich strategicznych obiektów w takiej odległości, że tak naprawdę, ani ja ani moja narzeczona, od początku pobytu tutaj nie widzieliśmy i nie słyszeliśmy żadnej wojny dookoła. Wiadomo, że tutaj są różni ludzie, [...] niektórzy troszeczkę wpadają w panikę - opowiadał Polskiemu Radiu Adam Sygacz.

Internet pełen dezinformacji. Jak zachować spokój?

Pan Adam nie czyta treści o sytuacji na Bliskich Wschodzie publikowanych w mediach społecznościowych. Mówi, że dzięki temu jest w stanie zapanować nad emocjami. Podkreśla, że w sieci pojawia się mnóstwo dezinformacji i niesprawdzonych danych. On sam korzysta z oficjalnych kanałów komunikacji katarskich władz oraz wiadomości e-mail z systemu Odyseusz. Ma świadomość, w jakiej sytuacji się znalazł.

- Boję się bardzo i tak naprawdę moja psychika też ma swoje granice, ale staram się sobie nie wyobrażać "co by było gdyby", bo tak naprawdę nie wiem ile jeszcze czasu będziemy musieli tutaj spędzić. Nikt się do tego nie przygotowywał - dodał pan Adam.

Nie wiadomo, kiedy i jak turystom uda się wrócić do domu

Sporo niepokoju wzbudza fakt, że nie wiadomo, kiedy i jak turystom uda się wrócić do domu. Pan Adam z narzeczoną mają wykupiony bilet powrotny na 6 marca z Dubaju, jednak już wiadomo, że do Zjednoczonych Emiratów Arabskich nie przedostaną się na czas. Nie planują też szukać na własną rękę alternatywnych rozwiązań.

- Na dobrą sprawę moglibyśmy przez Arabię Saudyjską próbować, natomiast jedyne czynne lotnisko w Rijadzie, które do tej pory obsługiwało jakieś połączenia, jest oddalone o 10 godzin jazdy autobusem. Także czekamy tylko i wyłącznie na potwierdzone wieści, że lotnisko w Doha będzie jednak otwarte i będzie można szukać biletu - stwierdził Polak.

Brak oficjalnych przeciwwskazań do podróży

Adam Sygacz podkreślił, że w trakcie planowania urlopu i do samego wylotu do Zjednoczonych Emiratów Arabskich sprawdzał oficjalne komunikaty MSZ w sprawie ograniczeń w podróżowaniu do państw, które zamierzał odwiedzić. Utrzymuje, że nie różniły się one od tych obowiązujących w licznie odwiedzanych przez turystów krajach, jak Egipt czy Tunezja. - Dla nas to już tak naprawdę nie ma znaczenia, byleby dostać się do Europy - dodaje pan Adam.

Czytaj także:

Źródło: Polskie Radio/KZ

Polecane

Wróć do strony głównej