Lewe recepty, psychotropy i odurzanie. Co działo się w warszawskim szpitalu?
W kwietniu 2025 roku w jednym ze szpitali psychiatrycznych w Warszawie zmarł pacjent, który zatruł się środkami odurzającymi. W jaki sposób znalazły się w jego rękach? Proceder opisali dziennikarze Wirtualnej Polski. Michał Janczura, jeden z autorów publikacji, opowiadał w Polskim Radiu 24, że psychotropy, a nawet narkotyki łatwo przemycić na oddział. - Wystarczy lewa recepta i zaprzyjaźniony taksówkarz - powiedział. Proceder kwitnie nie tylko w Warszawie.
2026-02-11, 20:50
Wirtualna Polska opisała proceder związany z dostarczaniem pacjentom oddziałów psychiatrycznych środków odurzających. "Potajemne odurzenie się w szpitalu psychiatrycznym kosztuje w Polsce ok. 350 zł. 300 zł płacisz za lewą receptę lekarzowi z zewnątrz, a 50 zł - kurierowi, który dostarczy tabletki." - brzmi fragment artykułu zatytułowanego "Śmierć na zamówienie. Z dostawą na oddział psychiatryczny". Z publikacji można dowiedzieć się m.in., że pacjenci, bez wiedzy personelu, mieli swobodny dostęp do substancji odurzających. Przypadek 37-letniego mężczyzny, pacjenta Szpitala Nowowiejskiego w Warszawie, zakończył się tragicznie.
Posłuchaj
Recepta na żądanie
W jaki sposób pacjenci pozyskiwali leki i środki odurzające? Jak działa taki proceder? O tym w Polskim Radiu 24 opowiadał Michał Janczura, dziennikarz Wirtualnej Polski i współautor artykułu "Śmierć na zamówienie. Z dostawą na oddział psychiatryczny". - Wystarczy mieć zaprzyjaźnionego taksówkarza, który na wejściu powie, że jest naszym wujkiem, spotka się z nami na stołówce, nawet w pokoju, w którym są kamery. Coś nam po prostu da i nie bardzo można temu zapobiec - przyznał. Dodał, że tak właśnie działo się w Szpitalu Nowowiejskim w Warszawie. - Wiemy to z relacji osób, które tam były, które w zasadzie brały niejako udział w tej sytuacji. Rzeczywiście taksówkarz dostał sms-a, że ma przyjechać, otrzymał receptę, którą wcześniej pacjentka sobie zamówiła i zrealizował w aptece - tłumaczył.
Janczura wyjaśnił, że zawsze znajdzie jakiś lekarz, który - czasami za pieniądze - wystawi odpowiednią receptę. - Robi to w stu procentach zdalnie, w dodatku nie pytając o dolegliwości, nie pytając o zdanie. Tam nie ma nawet pytania na zasadzie, czy coś boli, czy coś dolega, po co te leki? To jest po prostu recepta na żądanie - podkreślił.
Leki w opakowaniach po cukierkach
Gość Polskiego Radia 24 powiedział, że leki lub narkotyki są sprytnie przemycane na oddział, aby personel nie zorientował się. - Nie jest tak, że ktoś przynosi opakowanie leków. Bardzo często one są odpowiednio pakowane wcześniej, na przykład są zgrzewane w opakowaniach po popularnych cukierkach. Są ukrywane w żywności, są ukrywane pod pizzą, która jest dostarczana na oddział - wskazywał. Michał Janczura zwrócił uwagę, że w artykule Wirtualnej Polski opisana została historia jednego z warszawskiech szpitali. - Natomiast takie sytuacje, chcąc zobrazować to, jaka jest skala, pokazaliśmy w poprzednich materiałach. Podobnie wygląda to w Łodzi, Krakowie, Lublinie i w wielu innych szpitalach. Dochodziło do sytuacji, gdzie przez okno były te leki dostarczane. Czasem mówimy też nie tylko o lekach, ale także o narkotykach - przyznał.
- Władze PRL próbowały to ukryć. "Ołowiane dzieci" to nowy polski hit Netflixa
- Samolot szpiegowski nad Polską. Zaczął robić dziwne kręgi na niebie
- Satelity pokazały rosyjską bazę pełną samolotów Su-57. Rekordowa liczba
Źródło: Polskie Radio 24
Prowadząca: Agata Kowalska
Opracowanie: Paweł Michalak