Handel dopalaczami odbywał się przez stronę internetową, ale też w stacjonarnych punktach. Sprzedawcy byli dobrze zorganizowani w metodach handlu tymi niebezpiecznymi substancjami, a nawet szkoleni jak zachowywać się w przypadku kontroli służb.
Policjanci i pracownicy inspekcji sanitarnej w tym śledztwie zabezpieczyli na terenie całego kraju ponad 154 tysiące opakowań dopalaczy różnego typu. Zatrzymanych ostatnio 17 osób w łódzkiej prokuraturze usłyszało zarzuty sprowadzenia zagrożenia dla życia i zdrowia wielu osób.
Jeszcze kilka lat temu dopalacze można było kupić w sieci sklepów w całej Polsce. Dziś ich sprzedaż przeniosła się głównie do sieci. Jednak, jak podkreślają eksperci, całkowite usunięcie ich z rynku jest jak walka z wiatrakami - W większości te substancje wytwarzane są w Chinach, które są ich największym producentem, pomimo podjęcia ostatnio pewnych kroków w kierunku ograniczenia produkcji. Poza tym jest jeszcze kilka krajów, w tym Polska i Holandia w których dopalacze są produkowane - mówił gość Polskiego Radia.
Problem ze skuteczną walką z dopalaczami polegał m.in. na tym, że regulacje prawne nie nadążały za inwencją producentów, pojawiały się nowe substancje w składzie tych produktów, zatem trudno było wszystkie te środki objąć zakazem sprzedaży. - Wszystko wskazuje na to, że zarówno Policja jak i Inspekcja Sanitarna znalazła klucz do zamknięcia tego rynku, stosowany jest artykuł 165 Kodeksu Karnego, przepis który odwołuje się do sprowadzenie niebezpieczeństwa zagrożenia życia lub zdrowia wielu osób - zwrócił uwagę Artur Malczewski.
Więcej w całej audycji.
IAR/PR24
____________________
Data emisji: 26.06.2018
Godzina emisji: 10:06