Nocny protest w ZUS. Pracownicy i związki walczą o podwyżki
W centrali Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w Warszawie przedstawiciele wszystkich 12 działających w firmie związków zawodowych rozpoczęli wspólny protest, zostając na noc w siedzibie instytucji. Związkowcy żądają 1200 zł podwyżki i odrzucają propozycje dyrekcji. Zakład odpowiada wyliczeniami i przypomina, że obraca się w sztywnych ramach budżetu państwa.
Michał Tomaszkiewicz
2026-04-02, 12:25
Najważniejsze informacje w skrócie:
- Okupacja centrali ZUS: Przedstawiciele 12 dotychczas skłóconych ze sobą związków zawodowych powołali wspólny komitet protestacyjno-strajkowy i po zerwanych rozmowach spędzili noc w warszawskiej siedzibie Zakładu.
- Spór o 1200 zł podwyżki: Związkowcy żądają jednolicie 1200 zł brutto podwyżki do pensji zasadniczej, podczas gdy dyrekcja, ograniczona 3-procentowym wzrostem funduszu wynagrodzeń, ostatecznie zaoferowała kwotę 200 zł (dającą 284 zł z dodatkami).
- Ogólnopolski bunt urzędników? Protest przestał ograniczać się tylko do Warszawy, a zdeterminowani pracownicy inspektoratów i oddziałów w całej Polsce według relacji związkowców spontanicznie wychodzą przed budynki z transparentami.
- Ultimatum dla Ministerstwa Finansów: Związkowcy zapowiedzieli, że nie opuszczą budynku przy ul. Szamockiej, dopóki nie otrzymają od przedstawiciela resortu finansów pisemnych gwarancji rozwiązania kryzysu, nie wykluczając przy tym dalszej eskalacji strajku.
Opóźniona podwyżka i noc na podłodze
Punktem zapalnym okazał się sam harmonogram negocjacji podwyżki. Zgodnie z założeniami, wyższe pensje powinny obowiązywać pracowników już od 1 kwietnia 2026 roku. Tymczasem to właśnie w tym dniu dyrekcja po raz pierwszy usiadła do stołu ze stroną społeczną. Związkowcy odebrali to trzymiesięczne opóźnienie jako próbę gry na czas.
– ZUS zaczął po prostu kręcić. Ustawowe środki na podwyżki miały być przesunięte tylko na wybrane grupy zawodowe, na co nie mogliśmy przystać – powiedział w rozmowie z nami Piotr Szumlewicz, przewodniczący Związkowej Alternatywy.
Kiedy pierwsze propozycje dyrekcji okazały się dla pracowników nieakceptowalne, 12 organizacji związkowych – dotychczas często ze sobą skłóconych – zjednoczyło siły. Związkowcy odmówili opuszczenia budynku przy ul. Szamockiej.
- Śpimy na krzesłach i na podłodze. Nie spodziewaliśmy się ze strony pracodawcy aż takiego lekceważenia – relacjonowała nam prosto z centrum protestu Ilona Garczyńska ze Związkowej Alternatywy. – Dopiero fakt, że wszystkie związki zjednoczyły się i stanowczo postawiły na swoim, zmusił dyrekcję do poważnych rozmów.
W oficjalnej odpowiedzi przesłanej naszej redakcji Zakład studził emocje, podkreślając, że rozmowy toczyły się zgodnie z procedurami i były niezwykle intensywne, a pracodawca nie unikał dialogu nawet w nocy.
"1 kwietnia 2026 r. rozpoczęły się negocjacje płacowe w oparciu o postanowienia Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy. (...) Negocjacje podwyżek wynagrodzeń zasadniczych trwały do 2 kwietnia do godziny 0:50 i będą kontynuowane od godzin porannych" – usłyszeliśmy w biurze prasowym ZUS.
Oś sporu: 200 zł kontra 1200 zł
Największa przepaść dzieli obie strony w kwestiach finansowych. Związkowcy postawili sprawę jasno: oczekują podwyższenia wynagrodzenia zasadniczego każdego pracownika o równe 1200 zł brutto. Argumentują to nie tylko inflacją, ale przede wszystkim drastycznymi dysproporcjami w zarobkach sfery budżetowej.
– Od lat traktuje się nas jak tanią siłę roboczą. Dokłada się nam kolejne obowiązki z ministerstwa, za którymi nie idą żadne dodatkowe pieniądze. Średnie wynagrodzenie w administracji skarbowej jest o 2 do 3 tysięcy złotych wyższe niż w ZUS-ie – wyjaśniła Ilona Garczyńska, podkreślając, że pracownicy nie mogą sobie już pozwolić na pracę za obecne stawki.
Pracodawca z kolei patrzy na te żądania przez pryzmat zatwierdzonego planu finansowego. ZUS przypomina, że negocjacje dotyczą podziału środków wynikających ze wzrostu funduszu wynagrodzeń osobowych zaledwie o 3%. Podczas nocnych rozmów Zakład kilkukrotnie licytował w górę, wychodząc od kwoty 170 zł podwyżki, poprzez 180 zł, aż po ostateczną ofertę.
"W kolejnym etapie negocjacji pracodawca przedstawił propozycję wzrostu wynagrodzenia zasadniczego w wysokości 200 zł na etat. Stanowi to 284 zł z dodatkowymi składnikami wynagrodzeń wynikającymi z ZUZP" – wyjaśniło nam biuro prasowe ZUS.
Wspomniane "dodatkowe składniki" to między innymi premie, dodatki stażowe, trzynasta pensja czy nagrody jubileuszowe. Podwyższenie samej bazy o 200 zł automatycznie podnosi również te świadczenia. Dla zdesperowanych pracowników to jednak wciąż tylko ułamek kwoty, o którą walczą.
Strajk w ZUS: skutki
ZUS to finansowy "nerw państwa". Nawet kilkudniowy paraliż pracy terenowych oddziałów uderzy bezpośrednio w miliony obywateli.
Emerytury i renty
Przerwa w pracy urzędników to natychmiastowe zatory w procesowaniu nowych dokumentów.
Osoby kończące pracę mogą zostać bez środków do życia na czas trwania sporu.
Zasiłki: L4 i macierzyńskie
To obszar najbardziej wrażliwy na brak płynności pracy urzędu.
Dla rodzin żyjących z miesiąca na miesiąc, brak przelewu z ZUS oznacza utratę płynności finansowej.
Paraliż rozliczeń firm
Strajk to koszmar dla księgowości i właścicieli firm.
Problem systemowy
Eskalacja buntu (odchodzenie od okienek, logowanie z opóźnieniem) to nie tylko problem Kowalskiego, ale potężne wyzwanie dla rządu.
Paraliż decyzyjny i wielkanocne „jajeczko” niezgody
Spór o pieniądze to jednak tylko jedna strona medalu. Z relacji protestujących wyłania się obraz głębokiego kryzysu zaufania na linii pracownicy–zarząd. Związkowcy nie kryją rozgoryczenia faktem, że w tak krytycznym momencie w negocjacjach nie uczestniczył prezes ZUS, Zbigniew Derdziuk, który według nieoficjalnych informacji nie jest obecny w pracy. Zastępujący go członkowie zarządu nie wzbudzili jednak zaufania strony społecznej.
– Osoby wyznaczone do negocjacji ze strony ZUS-u nie miały upoważnień do podjęcia wiążących decyzji finansowych, a w pewnym momencie prowadzący rozmowy członek zarządu po prostu zniknął – wygarnął wprost Piotr Szumlewicz.
Atmosferę dodatkowo podgrzały incydenty, do których doszło w trakcie nocnej okupacji budynku. Związkowcy zarzucają dyrekcji blokowanie pomocy prawnej.
– Początkowo zablokowano wejście naszym pełnomocnikom z kancelarii Dubois, mimo że sam zakład przyprowadził na spotkanie trzech radców prawnych. Dopiero wieczorem mogliśmy skorzystać z ich pomocy – wyliczyła Ilona Garczyńska. – Co więcej, przedstawicielom rządu: ministrze Agnieszce Dziemianowicz-Bąk i wiceministrowi Sebastianowi Gajewskiemu, zabrakło odwagi, by stanąć tu z nami i nas poprzeć. Przesłane przez zarząd wyrazy wsparcia są niewystarczające.
Dla protestujących symbolem oderwania dyrekcji od nastrojów załogi stało się wielkanocne "jajeczko" zarządu ZUS, na które związkowcy według ich relacji nie zostali zaproszeni.
ZUS odpiera zarzuty o brak decyzyjności i bierność zarządu, wskazując na konkretne kroki podjęte w celu rozwiązania kryzysu wykraczającego poza obecny budżet instytucji.
"Pracodawca zobowiązał się skierować do właściwych ministerstw wniosek o wzrost funduszu wynagrodzeń osobowych na 2026 r. finansowanych z pozostałych pozycji planu finansowego Zakładu" – zadeklarowało biuro prasowe ZUS w odpowiedzi na nasze pytania.
Bunt w ZUS rozlewa się na Polskę. Oczekiwanie na ministra
Sytuacja jest bezprecedensowa również z innego powodu – dotychczas rozproszone i często skonfliktowane ze sobą organizacje pracownicze w ZUS-ie zawarły rozejm.
– Wszystkie dwanaście działających u nas związków zawodowych dogadało się i mówi jednym głosem. Zostajemy w budynku do skutku i żądamy jednolicie 1200 złotych podwyżki – stwierdził Szumlewicz.
Bunt przestał być jednak wyłącznie problemem warszawskiej centrali. Z informacji przekazywanych przez liderów związkowych wynika, że akcja wymyka się ze struktur formalnych i przybiera charakter oddolny.
– Pracownicy są już tak zdeterminowani i mają tak dość pracy w obecnych warunkach, że spontanicznie wychodzą z transparentami przed budynki inspektoratów i oddziałów w całej Polsce, by wyrazić solidarność z protestującymi w centrali – podkreśliła Ilona Garczyńska.
Protestujący postawili twarde ultimatum: nie opuszczą gmachu przy ulicy Szamockiej, dopóki nie otrzymają twardych gwarancji od osoby trzymającej klucze do państwowej kasy.
– Wszystko zależy teraz od tego, czy przyjedzie do nas przedstawiciel Ministerstwa Finansów i czy przedstawi nam dokumenty na piśmie, a nie tylko ustne obietnice. Od ich dzisiejszej reakcji zależy to, jak daleko jesteśmy gotowi posunąć się w tym proteście – ostrzegła działaczka Związkowej Alternatywy.
ZUS w swoim oświadczeniu oficjalnie potwierdził impas w rozmowach i eskalację działań ze strony pracowników.
"Strona związkowa podjęła decyzję o zawiązaniu międzyzwiązkowego komitetu protestacyjno-strajkowego i poinformowała, że nie opuści siedziby ZUS bez spotkania z umocowanymi do prowadzenia rozmów przedstawicielami Ministerstwa Finansów”"– przyznał ZUS.
Od decyzji resortu finansów zależy teraz, czy instytucji obsługującej miliony Polaków grozi całkowity paraliż.
Źródło: PolskieRadio24.pl/Michał Tomaszkiewicz