Wprowadź własny zakaz handlu w niedzielę

Ustawowego ograniczenia handlu w niedzielę nie będzie. Zwolennicy wolnych od zakupów weekendów mogą jednak sami taki zakaz wprowadzić. W końcu to nasze portfele decydują. A skorzysta rodzina.

2014-03-21, 14:27

Wprowadź własny zakaz handlu w niedzielę
Krzysztof Rzyman. Foto: Polskie Radio

Jest rok 2014. Mija ćwierćwiecze transformacji, jednak okres zachłyśnięcia Zachodem cały czas trwa. Przynajmniej w galeriach handlowych. Warszawska Arkadia, katowicka Silesia, czy Galeria Krakowska przeżywają co weekend prawdziwy szturm klientów. Także w niedzielę. Czy robiący tam zakupy nie mają czasu w inne dni czasu? Niektórzy – pewnie tak. Ale dla wielu osób to sposób spędzania wolnego czasu. Wprowadzenie zakazu pokrzyżowałoby plany tych weekendowych konsumentów.

Dyskusja na temat ograniczenia handlu w niedzielę powraca co kilka miesięcy. Handlowcy zawsze przy tej okazji straszą, ile osób musieliby zwolnić. Chodzić może o kilkanaście tysięcy osób. Liczba podana pewnie na wyrost, bo przecież ktoś musiałby obsłużyć zwiększony ruch w ciągu tygodnia. Z pewnością straciliby właściciele kin i kręgielni, którzy prowadzą swój biznes w handlowych molochach.

Koszty wprowadzenia tych przepisów byłyby więc wysokie. I posłowie na taki ruch się nie zdecydowali. Ale nie oznacza to, że pomysł ograniczenia handlu w niedzielę zupełnie przepadł. Bo przecież wszystko zależy od nas, konsumentów.

To nasze portfele mogą wprowadzić ostrzejsze restrykcje niż niejedna ustawa. Skorzystajmy więc z tego prawa i planujmy robienie zakupów w tygodniu. Wracając z pracy. Może i będziemy bardziej zmęczeni wstępując do sklepu, ale zyskać można całą wolną niedzielę. Rodzinny spacer, to zdecydowanie lepszy plan niż przechadzka po alejce w zatłoczonym centrum handlowym.

Przy okazji warto też zastanowić się, komu zostawiamy pieniądze za zakupy. Bo w całej batalii o wolne niedziele chodzi m.in. o drobny handel, który na zakazie miałby skorzystać.

Kwadrans – w takim czasie można zrobić zakupy na cały tydzień w warszawskiej Hali Mirowskiej. Odwiedzić kilka stoisk, zamienić parę słów ze sprzedawcami. Brzmi niemodnie? Być może. Ale to szansa na rozwój dla polskich rolników i przetwórców. A przede wszystkim to możliwość zakupu świeżych produktów od lokalnych producentów. W innych krajach właśnie takie targi przeżywają renesans. U nas świadomość konsumentów też powoli rośnie. I akurat tę zachodnią modę warto powielać.

Krzysztof Rzyman

Polecane

Wróć do strony głównej