X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem
more_horiz
Sport

Andrzej Bargiel wrócił do kraju. "Początkowo wszystko szło topornie"

Ostatnia aktualizacja: 03.08.2018 19:53
Andrzej Bargiel, który jako pierwszy na świecie zjechał na nartach ze szczytu K2 (8611 m) do podstawy góry, wrócił do Polski. - Początkowo wszystko szło topornie - przyznał na spotkaniu z dziennikarzami w Warszawie.
Audio
  • Himalaista przyznał, że podczas wchodzenia pod górę jego ekipa napotkała wiele trudności. (IAR)
  • Andrzej Bargiel nie mógł długo cieszyć się ze zdobycia szczytu. (IAR)
  • Bargiel uważa, że najtrudniejszy był zjazd z najwyżej położonej części góry. (IAR)
Andrzej Bargiel
Andrzej Bargiel Foto: materiały promocyjne/screen

Choć z wspinaczką w Himalajach nieodłącznie wiąże się przebywanie w bardzo niskich temperaturach, to ekipa przed dotarciem do Polski zdążyła się już przyzwyczaić do upałów i panująca obecnie w kraju aura ich nie zaskoczyła.

- W Islamabadzie było jeszcze dużo cieplej - powiedział Bargiel.


Podczas spotkania z dziennikarzami można było zobaczyć narty, na których zjechał, a także kombinezon z lekko... przypaloną nogawką.

- Chwila nieuwagi i dosłownie zrobiło się gorąco. Między nogami miałem palnik, nad którym topiłem śnieg. Na szczęście szybko udało się ugasić ten mały pożar - zrelacjonował.

Bargiel podkreśla, że cała wyprawa była poprzedzona długimi przygotowaniami, aby zminimalizować ryzyko. Choć cała ekipa była niezwykle profesjonalna, to w takich warunkach i tak bardzo rzadko wszystko idzie gładko. Rok temu na szczyt K2 nie udało mu się dotrzeć, ale tym razem pokonał wszystkie trudności.

- Zamieszania było dużo. Tak naprawdę początkowo wszystko szło topornie. Chcieliśmy pojechać na Gaszerbrum II, aby się zaaklimatyzować. To był świetny pomysł, ale spadło tyle śniegu, że jakiekolwiek działanie nie wchodziło w grę i po tygodniu przenieśliśmy się pod K2, gdzie pobyt zacząłem od choroby - przyznał.


- Przed samym atakiem szczytowym też były kłopoty. Janusz (Gołąb, współuczestnik wyprawy - PAP) w obozie trzecim miał problemy z plecami i wydawało się, że to już koniec. Konsultowaliśmy się z lekarzami, Janusz nie był w stanie sam schodzić. Mój młodszy brat Bartek dronem dostarczył nam jednak leki, które pomogły go podleczyć i ruszyłem w górę - dodał.

Sam zjazd również był bardzo skomplikowany, bo w górnej części odbywał się terenem, który nie był dokładnie znany. 

- Najwięcej stresu wywołał odcinek między obozem czwartym a trzecim, bo po prostu z powodu chmur zniknęła widoczność. Kiedyś widziałem w tym rejonie lawinę. Ona schodzi z taką siłą, że się kończy trzy tysiące metrów niżej i zasypuje całą dolinę. Nerwowo też było pod dwustumetrowym serakiem - opisał.

Przez radio w pokonaniu stoku pomagano mu z obozu. Bargiela obserwowano dzięki specjalistycznej lunecie.

- Marek Ogień nawigował mnie. Bardzo precyzyjnie mówił, którędy mam jechać, gdzie się chować pod skałą. Wyobrażam sobie, że było to dla niego bardzo stresujące, bo wykonywałem każde polecenie - powiedział Bargiel.


- Rzeczywiście się denerwowałem, aż mnie uspokajali zapewniając, że Andrzej na pewno da sobie radę - dodał Ogień.

Wielka radość ze zjazdu kilka dni później została jednak przyćmiona. Podczas wspinaczki dziewiczym, północnym filarem Latoku I, zginął Siergiej Głazunow. W ścianie pozostał bez sprzętu jego partner Aleksandr Gukow. Bargiel zadeklarował chęć dołączenia do ekipy ratunkowej, co ostatecznie nie było konieczne. Po pięciu dniach do Rosjanina dotarł śmigłowiec.

- Mimo, że nasza wyprawa zakończyła się sukcesem i siedzieliśmy już sobie w przyjaznym otoczeniu, to nie dawało mi to spokoju. Znaliśmy tych wspinaczy. Spędziliśmy z nimi kawał czasu podczas realizacji Śnieżnej Pantery. Kiedy uratowano Gukowa niesamowicie się ucieszyłem - powiedział 30-latek.


Bargiel o swoich kolejnych wyzwaniach na razie nie mówi. Stwierdził, że nie chce denerwować mamy.

- To taka moja taktyka. Wolę żeby jak najpóźniej się dowiadywała, to zaoszczędzi jej zmartwień. Na razie chcę zabrać mamę na urlop nad morze, to niesamowita osoba - podkreślił narciarz, który ma dziesięcioro rodzeństwa - siedem sióstr i trzech braci.

pm

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak