more_horiz
Sport

Polska piłka ręczna znalazła się na dnie. Co będzie dalej?

Ostatnia aktualizacja: 16.01.2018 12:30
Trzeci brak awansu na wielki turniej z rzędu, nikłe szanse na to, by pojechać na igrzyska, brak perspektyw na zbudowanie reprezentacji, która może rzucić wyzwanie najlepszym. Polska piłka ręczna znalazła się w najgorszej sytuacji od lat.
Audio
  • Zdaniem byłego reprezentanta Polski Bartosza Jureckiego, jest za wcześnie żeby mówić o zmianach w sztabie szkoleniowym (IAR)
  • Były trener młodzieżowej reprezentacji Polski Wojciech Nowiński zwrócił uwagę na fakt, że Polacy mogą nie awansować również na igrzyska olimpijskie w Tokio w 2020 roku (IAR)
  • Marek Cender rozmawiał z Grzegorzem Tkaczykiem o kryzysie polskiej piłki ręcznej ("Kronika Sportowa"/Jedynka)
Michał Daszek podczas meczu z Portugalią
Michał Daszek podczas meczu z PortugaliąFoto: PAP/EPA/MANUEL ARAUJO

Srebro i dwa brązowe medale mistrzostw świata, czwarte miejsce na igrzyskach olimpijskich - to największe osiągnięcia reprezentacji Polski od 2007 roku. Przede wszystkim jednak pamiętamy wiele momentów, kiedy kibice w całym kraju zasiadali przed telewizorami, a biało-czerwoni na wielkich turniejach grali z najlepszymi.

Drużyna Bogdana Bogdana Wenty miała nie tylko świetne wyniki, ale też zawodników, których znała cała Polska, budowała swoją markę, imponowała charakterem i zaciętością. Nigdy nie była najlepszym zespołem świata, jednak należała do ścisłego topu, mogła wygrać absolutnie z każdym.

Wystarczy przypomnieć sobie koniec spotkania z Norwegią, kiedy to Artur Siódmiak przechwycił piłkę od grających w przewadze (wycofanie bramkarza) rywali i na 5 sekund przed końcem meczu trafił do pustej bramki przeciwników, ustalając wynik pojedynku na 31:30 dla Polski. To dało awans do półfinału turnieju. 

Źródło: YouTube/Sobolpark 

"Panowie, mamy 15 sekund. To dużo czasu" - rozmowę Wenty z zawodnikami pamiętają nie tylko fanatyczni kibice czy żyjący piłką ręczną. Prawdopodobnie słyszeli je też ludzie, którzy średnio interesują się sportem, a mecze oglądają od święta. I właśnie o to chodzi. Tamta reprezentacja zapewniała atmosferę święta, olbrzymie emocje i grę na najwyższym światowym poziomie.

Lata za panowania Wenty były świetnym okresem dla polskiej piłki ręcznej. Po nim nastąpiły niecałe cztery lata pod wodzą Michaela Bieglera. Pojawiało się sporo narzekań, ale Niemcowi udało zdobyć z doświadczonym zespołem medal.

Był to brąz w Katarze, po którym biało-czerwoni wracali do kraju jak zwycięzcy. Nie byli wśród faworytów imprezy, często można było usłyszeć głosy, że ta kadra najlepszy czas ma już za sobą. A czasu oszukać się nie da - można jedynie sprawić, że jego upływ  będzie mniej zauważalny i zadbać o to, by zabezpieczyć się na przyszłość. I tu dochodzimy do największego grzechu polskiej piłki ręcznej ostatnich kilkunastu lat.

Zainteresowanie tym sportem wzrosło nie do opisania. Na swojej ostatniej konferencji prasowej Wenta opowiadał, że na konferencję prasową przed meczem ze Szwecją, podczas jego pierwszych eliminacji w roli selekcjonera, przyszło dwóch dziennikarzy. Pieniędzy brakowało na wszystko, w tym na stroje i opiekę lekarską. Kiedy pojawiły się sukcesy, czołowi szczypiorniści mieli status celebrytów. W pełni zresztą zasłużenie, bo przecież pisali historię polskiego sportu.

W momencie pożegnania z kadrą Wenta mówił, że jego zdaniem niektórzy piłkarze w pewnym momencie dochodzą do swych barier biologicznych i nie mają już sił występować z orłem na piersi. Zastępować mieli ich młodsi i silniejsi. Niestety, nic takiego nie miało miejsca, a zmiana pokoleniowa okazała się mieć fatalne skutki.

Trudno nie zauważyć, że była ona przeprowadzona zbyt szybko. Nagle biało-czerwoni zostali bez swoich filarów, nie wprowadzano zawodników, którzy mogli zbierać doświadczenie od starszych i utytułowanych kolegów. Wyobraźmy sobie sytuację, w której z piłkarskiej reprezentacji Polski na przestrzeni dwóch sezonów rezygnują Robert Lewandowski, Jakub Błaszczykowski, Łukasz Piszczek, Grzegorz Krychowiak, Kamil Glik, Wojciech Szczęsny.

Problem nie leży w szkoleniowcu, większego sensu nie ma też obwinianie zawodników. Piotr Przybecki wybiera z tego, co ma, a niestety obecni reprezentanci nie dorównują klasą tym, którzy nie tak dawno żegnali się z kadrą. Stawiamy na młodych, ale zmarnowaliśmy szansę na to, by na fali sukcesów wychować grono zawodników, które mogło utrzymać najwyższy poziom. Część z z tych, którzy aktualnie zakładają koszulkę z orłem na piersi, jest w wieku, w którym piłkarze są już ukształtowani i mogą pokazać maksimum swoich możliwości. Mają jednak braki, które są bezlitośnie obnażane.

Wybór jest zresztą niewielki, a Przybecki nie jest czarodziejem. Czołowe drużyny świata na każdą pozycję dysponują praktycznie kilkoma zawodnikami, którzy byliby gwiazdami biało-czerwonych. U nas sytuację komplikuje kontuzja jednego z rozgrywających.

Trwające mistrzostwa Europy nasi zawodnicy mogą oglądać w telewizji, przegrali walkę o mistrzostwa świata, mają bardzo małe szanse na to, by pojechać na igrzyska w 2020 roku. W ubiegłym roku zajęli zaledwie 17. miejsce na mistrzostwach świata. Tak źle nie było od dwudziestu lat. I trudno spodziewać się, byśmy nagle mogli wrócić do naprawdę wysokiej formy.

Powroty Jurkiewicza, Lijewskiego, Szmala czy Bieleckiego nie przywróciły świetności. Widać było, że nie są w stanie pociągnąć biało-czerwonych. Nie poradził sobie z tym Tałant Dujszebajew, uważany przez wielu za szkoleniowca z najwyższej półki. Dla niego była to jednak sytuacja nowa. Dotychczas pracował z najlepszymi, nikogo nie musiał uczyć podstaw czy małymi kroczkami wprowadzać do zespołu.

Źródło: TVP

Trener nie miał komfortu, narastała presja, nie dał rady przebudować drużyny w ekspresowym czasie tak, by spełnić duże oczekiwania. Musiał odmłodzić zespół, na mistrzostwa świata pojechał z grupą dziesięciu debiutantów. Efekt był taki, że najjaśniejszym punktem tej kadry podczas turnieju był 30-letni Adam Malcher, wracający do reprezentacji po pięciu latach nieobecności. A kadra to przecież nie miejsce na eksperymenty i budowanie zawodników.

- Życzę trenerowi, który po mnie przyjdzie, aby kibice dali mu czas i cierpliwość do spokojnego, konsekwentnego i długofalowego budowania reprezentacji - mówił po swojej dymisji rizgiz. Niezbyt lubiany Biegler dostał na pracę z kadrą prawie 4 lata. Dujszebajew niecałe 1,5 roku.

Po starej kadrze zostało tylko wspomnienie, widać to po tym, jakie zainteresowanie budzą mecze obecnej reprezentacji. Widać, że sukcesy przyciągały kibiców, jednak ostatecznie ten sport wciąż pozostał niszowym, przez wszystkie dobre lata nie udało się zbudować bezwarunkowego zainteresowania.

Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy - czas, w którym zdobywaliśmy medale, walczyliśmy na wielkich imprezach, został po prostu zmarnowany.

Dopóki stara gwardia dawała radę na boisku, szkolenie młodzieży pozostawało na bocznym torze, niezbyt interesowano się tym, kto zastąpi największe gwiazdy. ZPRP dopuścił się zaniedbania, mimo sukcesów nie myślano długofalowo - nie udało się przyciągnąć młodzieży do treningów, brakuje sukcesów wśród juniorów, programu szkolenia (jego baza powstała dopiero w 2015 roku, ale na efekty trzeba będzie poczekać).

Ponad dekadę temu udało się wprowadzić piłkę ręczną na salony, ale nie wykorzystano wielkiej szansy. Koniec końców ta dyscyplina stawała się sportem narodowym, kiedy nadchodził wielki turniej, a reprezentacja miała szansę na sukces.

W 2023 razem ze Szwedami zorganizujemy mistrzostwa świata. Czy do tego czasu doczekamy się efektów szkolenia, pokolenia naprawdę dobrych zawodników i powrotu naprawdę dobrych lat? Niestety, możemy tylko gdybać.

Więcej na blogu autora - Krótka Piłka

Paweł Słójkowski, PolskieRadio.pl