Uczestnicy niedzielnego marszu oprócz haseł dotyczących osób homoseksualnych podkreślali, że dyskryminowane są również osoby "nie odczuwające binarnej tożsamości płciowej" oraz osoby, które odczuwają w sobie inną płeć niż tą biologiczną. Wywołało to konflikty w środowisku skrajnej lewicy, ponieważ organizatorzy krytycznie odnoszą się do głównej Parady Równości, która przechodzi rokrocznie w Warszawie.
Demonstranci zaznaczali, że tylko na ich proteście mają możliwość wypowiedzieć się "osoby o wszystkich tożsamościach". "Bo chcemy queerowego wyzwolenia, nie tęczowego kapitalizmu" – podkreślali.
Zgromadzeni w weekend skandowali: "aborcja prawem wszystkich z macicami". Nieśli ze sobą różne symbole, w tym takie odnoszące się do osób transpłciowych, aseksualnych i biseksualnych.
Kontrowersyjne postulaty wywołały sporą dyskusję w sieci. „Oni pójdą na wybory” – napisał udostępniając jedno z nagrań liberalnej młodzieży prezes Fundacji Ośrodek Monitorowania Antypolonizmu. Na nagraniach słychać, jak jedna z osób mówi ze sceny m.in.: "Padło tutaj hasło »prawo do życia«. Oczywiście nie dotyczy ono zygot. Jesteśmy pro abo. Aborcja jest też prawem osób trans. Jestem typem, mam macicę, mogę zajść w ciążę i potrzebować aborcji".
Czytaj także:
łk