Na antenie TVP Info wiceszef MSZ Piotr Wawrzyk odniósł się do głośnego wpisu Radosława Sikorskiego ws. awarii gazociągów Nord Stream. - Wydawało się, że jest w Polsce jedność poglądów, że bezapelacyjnie wspieramy Ukrainę do momentu wygrania tej wojny z Rosją. Jak się jednak okazuje, są tacy politycy, dla których jednolity front sprzeciwu jest mniej ważny niż bieżąca walka polityczna - powiedział wiceszef polskiej dyplomacji
Należy rozmawiać z Putinem?
Jak ocenił, tweet eurodeputowanego PO był "wybiciem się z tego jednolitego frontu". - To było powtarzanie tego, co wcześniej zarzucała Zachodowi i Stanom Zjednoczonym Rosja - dodał.
Wawrzyk skomentował też wypowiedź byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego, który w RMF FM przyznał, że "opowiadałby się za gotowością rozmawiania o warunkach pokoju, w tym także bezpieczeństwa Ukrainy, nawet z Putinem".
- To było podejście w stylu Emmanuela Macrona, czy kanclerza Scholza: "rozmawiajmy z Putinem, dzwońmy do Putina, może jednak jedną mniej bombę zrzuci, to będzie nasz sukces" - mówił Wawrzyk.
Czytaj także:
Sikorski w 2014 r.: jak nie podpiszecie, to zginiecie
- Taką politykę mieliśmy w 2014 roku. Do czego ona doprowadziła? Do tego, co jest w 2022 roku. Wtedy Putin nie został w żaden sposób powstrzymany, właśnie przez taką kunktatorską politykę, próby dogadywania się, sugerowania że Ukraina musi się z Rosją dogadać - stwierdził polityk.
- Zresztą pan Sikorski też był bohaterem tego rodzaju wypowiedzi. Jego słynne "jak nie podpiszecie, to zginiecie", było skierowane do ukraińskiej opozycji po Euromajdanie. Opozycja nie posłuchała i wygrała. Dzięki temu, że go nie posłuchała, to mieli osiem lat spokoju i przygotowania się na to, co się w tej chwili dzieje - powiedział Piotr Wawrzyk.
wPolityce.pl/kp