Chodzi o słowa Astachowa, które padły w związku z wydarzeniami, do których doszło w minioną sobotę, gdy miasto stołeczne Warszawa przejęło budynek przy ul. Kieleckiej 45, gdzie mieściła się prowadzona przez ambasadę Rosji szkoła.
Wówczas to kremlowski propagandysta powiedział, że od kiedy ambasadora Rosji Siergieja Andriejewa oblano w Warszawie czerwoną farbą "czekał, czy ambasadora Polski znajdą pływającego w rzece Moskwie, czy nie".
00:26 muller.mp3 Rzecznik rządu Piotr Müller powiedział, że wezwanie ambasadora Rosji do Ministerstwa Spraw Zagranicznych nie wywoła refleksji u władz w Moskwie/IAR
Niedawno do słów Astachowa odniósł się między innymi premier Mateusz Morawiecki. - Wszystkie groźby, zwłaszcza ze strony Rosji, należy brać na poważnie, ale nie dać się zastraszyć - komentował szef polskiego rządu.
- To są skandaliczne, niedopuszczalne słowa, zwłaszcza z ust byłego urzędnika, pokazują, jak daleko od standardów cywilizacyjnych Rosja dziś odeszła - mówił z kolei szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz.
Pytany dziś o wezwanie do MSZ rosyjskiego ambasadora rzecznik rządu Piotr Müller powiedział, że nie wywoła to refleksji u władz w Moskwie, ale było obowiązkiem polskiej dyplomacji.
Czytaj także:
PAP/IAR/łs