Śmierć 30-letniej Patrycji. Ponad pół miliona złotych kary dla szpitala w Świdnicy

Ponad 537 tysięcy złotych kary dla szpitala w Świdnicy za złą organizację transportu pacjentki z podejrzeniem udaru. Kobieta spędziła na SOR-ze ponad sześć godzin. Po przeniesieniu do placówki we Wrocławiu zmarła. Śledztwo jest w toku.

2026-02-26, 12:53

Śmierć 30-letniej Patrycji. Ponad pół miliona złotych kary dla szpitala w Świdnicy
Wysoka kara dla szpitala w Świdnicy/zdjęcie ilustracyjne. Foto: NewsLubuski/East News

Sześć godzin czekania na karetkę. Tragiczna śmierć pacjentki z podejrzeniem udaru

W czwartek (26 lutego) rzeczniczka prasowa dolnośląskiego oddziału NFZ Anna Szewczuk-Łebska przekazała, że z powodu stwierdzonych nieprawidłowości szpital w Świdnicy otrzymał karę w wysokości 537 470 złotych.

"W wyniku postępowania stwierdzono nieprawidłową organizację i realizację transportu międzyszpitalnego pacjentki znajdującej się w stanie bezpośredniego zagrożenia życia i wymagającej pilnego leczenia na oddziale neurochirurgicznym" - przekazała rzeczniczka w komunikacie.

Zdarzenie miało miejsce w marcu 2025 roku. 30-letnia Patrycja, mieszkanka Piławy, została przewieziona do szpitala w Świdnicy, gdzie podejrzewano u niej udar. Zdecydowano o przetransportowaniu pacjentki do szpitala w Wałbrzychu, gdzie wykonywane są zabiegi trombektomii. Niestety, konieczne było czekanie na wolna karetkę.

- Jej narzeczony szybko zadzwonił na 112 i po około 20 minutach przyjechało pogotowie i zabrało ją na SOR w szpitalu w Świdnicy. Córce wykonano tomografię komputerową. Okazało się, że omdlenie było spowodowane udarem krwotocznym. Trzeba było szybko przewieźć córkę do innego szpitala. Poinformowali nas, że tak nie powinno być, ale nie znaleźli transportu dla mojej córki, odmówiono też śmigłowca. Padła nawet sugestia, że jeden z lekarzy zawiezie ją autem do Wałbrzycha. Nie chcąc tracić czasu, zaproponowałem, że zawiozę ją swoim samochodem. Nie dostałem na to zgody. Usłyszałem za drzwiami, jak dwóch lekarzy rozmawia między sobą i wymieniają pomysł zamówienia taksówki. Byłem w szoku - powiedział pan Albert, ojciec Patrycji.

Kiedy w końcu 30-latka trafiła do wspomnianej placówki, okazało się, że lekarze wykonują pilny zabieg u chorego z wylewem, dlatego przewieziono ją do szpitala we Wrocławiu. Niestety, minęło ponad sześć godzin od momentu jej zasłabnięcia i pacjentka zmarła. Została dawczynią organów. - Dzięki niej żyje kilka osób - podkreśla ojciec zmarłej.

25 kwietnia 2025 roku mężczyzna złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Sprawa trafiła do Prokuratury Okręgowej w Świdnicy, która wszczęła śledztwo. Ono nadal trwa. Do sprawy włączył się również Rzecznik Praw Pacjenta, który wszczął własne postępowanie wyjaśniające.

Szpital nie zgadza się z decyzją NFZ. Dyrektor broni swojego personelu

- Nie zgadzamy się z wynikiem kontroli i kwestionujemy jej ustalenia - powiedział "Gazecie Wyborczej" Grzegorz Kloc, dyrektor Regionalnego Szpitala Specjalistycznego "Latawiec" w Świdnicy. Podkreślił, że szpital złożył szczegółowe zastrzeżenia, w których wykazano, jego zdaniem, prawidłowość działań personelu i ich zgodność z procedurami. Jak tłumaczył "GW", kluczową kwestią jest rozróżnienie pomiędzy transportem medycznym a sanitarnym.

- Ten pierwszy - przeznaczony dla pacjentów w stanie nagłego zagrożenia życia i realizowany między szpitalami - powinien być zapewniony przez NFZ. W czasie zdarzenia jedyna karetka medyczna kontraktowana była zajęta. Z kolei transport sanitarny, za który odpowiadał sam szpital, również posiadał własną specjalistyczną karetkę, ale w tamtym momencie wykonywała inny pilny przewóz - wyjaśniał.

Dyrektor zaznaczył, że obciążanie winą wyłącznie tego szpitala jest jego zdaniem niesprawiedliwe, a przede wszystkim uderza w lekarzy, którzy, jego zdaniem, zrobili wszystko, co mogli, by jak najszybciej przekazać pacjentkę do ośrodka z neurochirurgią.

- Od początku było też dla nas niezrozumiałym, dlaczego pacjentka z podejrzeniem udaru krwotocznego oraz podejrzeniem pęknięcia tętniaka została przywieziona przez ZRM (Zespół Ratownictwa Medycznego - przyp. red.) do szpitala, w którym nie ma oddziału neurochirurgicznego. To znacznie opóźniło adekwatne do stanu zdrowia leczenie. Stoimy na stanowisku, że nie można dokonywać jedynie fragmentarycznej oceny tego, jak była leczona pani Patrycja - stwierdził.

Czytaj także:


Źródło: PAP/tvn24.pl/asz

Polecane

Wróć do strony głównej