Przełom ws. skatowanego króliczka Marcysia. Policja namierzyła oprawcę

Jest przełom w sprawie brutalnie skatowanego króliczka Marcysia. Policji udało się namierzyć oprawcę kilkutygodniowego zwierzęcia, którego dramatyczna historia wstrząsnęła całym krajem. Osobą, która w bestialski sposób okaleczyła Marcysia, okazał się być 21-latek z krakowskiego śródmieścia. 

2026-02-26, 16:27

Przełom ws. skatowanego króliczka Marcysia. Policja namierzyła oprawcę
Policja namierzyła oprawcę królika Marcysia. Foto: Małopolska Policja/Facebook screenshot

Okaleczony króliczek Marcyś ma nowy dom

W ostatnim czasie brutalnie skatowany króliczek Marcyś przeszedł skomplikowaną operację i długą rekonwalescencję. Dzięki zaangażowaniu działaczy Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami oraz lekarzy weterynarii - przeżył najcięższe chwile i trafił pod opiekę pani Kasi, która ma ogromne doświadczenie w zajmowaniu się gryzoniami.

Losy zdrowiejącego malucha można śledzić na profilu "Nowe Życie Marcysia". Mały zwierzak powoli dochodzi do siebie, otoczony miłością i profesjonalną opieką.

Historia Marcysia wstrząsnęła całą Polską, a policja traktowała ją priorytetowo ze względu na skalę okrucieństwa wyrządzonego niewinnemu stworzeniu oraz emocje społeczne, które wywołała. Ludzie domagają się sprawiedliwości dla osoby, która dopuściła się tego czynu.

Policja namierzyła oprawcę króliczka Marcysia

Śledztwo w sprawie bestialskiego skatowania Marcysia nadal trwa. Nagroda za wskazanie jego oprawcy wzrosła natomiast do 13.5 tysiąca złotych. Teraz pojawił się przełom - poinformował portal "Kraków dla Was".

Krakowska policja namierzyła osobę odpowiedzialną za brutalne okaleczenie kilkutygodniowego zwierzęcia. Chociaż ustalenie tożsamości oprawcy to decydujący krok, służby nadal muszą zebrać pełny materiał dowodowy i przeprowadzić dalsze czynności procesowe.

Z informacji przekazanych przez serwis wynika, że zatrzymany pozostaje do dyspozycji śledczych. Portal przekazał, że mężczyzna w środę 25 lutego trafił do placówki medycznej na konsultację. Wkrótce może usłyszeć zarzut znęcania się ze zwierzętami, za grozić mu może do trzech lat pozbawienia wolności. Może też odpowiadać za posiadanie nielegalnych środków psychoaktywnych.

Miał w domu ostre narzędzia i narkotyki. Przyznał się do winy

Jak doszło do zatrzymania sprawcy? Udało się to dzięki nagraniom z kamer monitoringu, które znajdują się w pobliżu miejsca odnalezienia Marcysia. Po przeanalizowaniu materiału policjanci udali się pod adres 21-latka w centrum Krakowa. Na początku mężczyzna twierdził, że nic nie wie na temat królika. Dopiero później przyznał się, że się nim zajmował.

- Policjanci podczas wizyty w mieszkaniu 21-latka ujawnili środek odurzający w postaci marihuany. W związku z zaistniałą sytuacją mężczyzna został zatrzymany i przewieziony do policyjnej jednostki. W trakcie czynności 21-latek przyznał się, iż to on odpowiadał za obrażenia, które królik posiadał, a następnie porzucił zwierzę na jednej z ulic nieopodal miejsca zamieszkania. Ponadto mężczyzna przyznał też, iż ostry przedmiot, który policjanci zabezpieczyli w jego mieszkaniu, posłużył mu do okaleczenia królika - powiedział lokalnemu serwisowi oficer prasowy małopolskiej policji.

Skala okrucieństwa nie do opisania. "To była jedna wielka krzywda"

- Dopiero szczegółowe badania wykazały, że królik ma zaledwie około 9-11 tygodni. To właściwie jeszcze niemowlę. Wszystko wskazuje na to, że do znęcania dochodziło niemal od początku jego życia. Zwierzę było skrajnie zagłodzone - nie miało tkanki tłuszczowej ani wykształconych mięśni, wyglądało jak same kości obciągnięte skórą. Taki stan nie powstaje w krótkim czasie, to musiało trwać. Na początku, ze względu na ogromne zaniedbanie, trudno było dokładnie ocenić wiek - lekarze zakładali nawet, że może mieć do pięciu miesięcy. Teraz wiemy, że to kilkutygodniowy maluch i że cierpienie towarzyszyło mu od pierwszych chwil - komentowała w rozmowie z "Kraków dla Was" Joanna Repel z Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.

- Skala cierpienia tego zwierzęcia oraz długotrwałość znęcania się wskazują, że nie był to jednorazowy impuls czy działanie w afekcie. To była jedna wielka krzywda, obrażeń było wiele, w tym poważne uszkodzenia, jak choćby okaleczone powieki, co również wyszło dopiero później, przy szczegółowych badaniach. Takie czyny nie świadczą o zdrowiu psychicznym sprawcy. Trudno zrozumieć, co trzeba mieć w sobie, by w ten sposób krzywdzić bezbronne, kilkutygodniowe zwierzę - dodała Joanna Repel.

Czytaj także:

Źródło: Kraków dla Was/hjzrmb

Polecane

Wróć do strony głównej