Piesiewicz stracił na Zondacrypto. Teraz chce odzyskać pieniądze od rządu
Powiązania Polskiego Komitetu Olimpijskiego z giełdą kryptowalut Zondacrypto stały się jednym z najgłośniejszych wątków wokół afery giełdowej. W centrum wydarzeń znalazł się prezes PKOl, Radosław Piesiewicz, który wytłumaczył swoją rolę w sprawie.
2026-04-23, 11:53
Afera Zondacrypto. Śledztwo i cień poważniejszych zarzutów
Radosław Piesiewicz konsekwentnie podkreśla, że kluczowy problem, czyli wypłaty dla olimpijczyków, którzy zajęli miejsca od 4 do 8, został rozwiązany. Twierdzi, że środki trafiły do zawodników, nawet jeśli początkowo miały formę tokenów kryptowalutowych, a nie tradycyjnych pieniędzy. Jednocześnie zaznaczył, że podpisując umowę z Zondacrypto działał "w dobrej wierze", szukając finansowania dla PKOl, który nie otrzymuje wystarczających środków publicznych.
Sprawa nabrała jeszcze większego ciężaru po informacji o wszczęciu śledztwa dotyczącego możliwego wprowadzania w błąd inwestorów przez Zondacrypto. Dodatkowo pojawiły się polityczne oskarżenia o powiązania giełdy z podejrzanymi środowiskami, co jeszcze bardziej pogłębiło kryzys wizerunkowy wokół PKOl.
W tej sytuacji Piesiewicz utrzymywał, że nie miał wiedzy o takich powiązaniach, a odpowiedzialność powinna spoczywać także na instytucjach państwowych, które wcześniej nie ostrzegły obywateli. Piesiewicz zapowiedział, że jeśli giełda upadnie, to sam pójdzie z roszczeniem najpierw do prokuratury, a następnie do rządu. Dodatkowo ostrzegł, że jeśli do końca kwietnia nie wpłynie kolejna transza środków z giełdy kryptowalut, to zerwie umowę sponsorską i zdemontuje neon na siedzibie PKOl.
Piesiewicz sam inwestował na giełdzie. Środowisko oczekuje dymisji
Jednym z najbardziej zaskakujących wątków rozmowy była deklaracja prezesa, który przyznał, że sam stracił pieniądze na inwestycjach w Zondacrypto. Co więcej, zapowiedział on utworzenie stowarzyszenia, które miałoby walczyć o odzyskanie środków dla wszystkich poszkodowanych.
Wokół prezesa narasta jednak presja polityczna. Minister sportu oraz część komentatorów wprost wskazują go jako osobę odpowiedzialną za kryzys w PKOl. Pojawiły się nawet wezwania do dymisji, jednak Piesiewicz stanowczo je odrzucił. Podkreślił, że "zrobił wszystko", aby zapewnić sportowcom jak najlepsze warunki, a jego decyzje przyniosły najwyższe nagrody w historii. Prezes PKOl zapowiedział, że nie poda się do dymisji i będzie kandydował na kolejną kadencję.
Czytaj także:
- Afera Zondacrypto. Ślady prowadzą do Dubaju
- Poszkodowani w Zondacrypto przerywają milczenie. "Ordynarna kradzież"
- Zondacrypto milczy. Kaja Ziomek-Nogal w sprawie tokenów dostała telefon z PKOl
Źródła: RMF24/JL