more_horiz
Wiadomości

Premier Morawiecki dla "Spiegla": gdyby Ukraina była zależna od Niemiec, dziś by już nie istniała

Ostatnia aktualizacja: 09.09.2022 22:55
- Kryzys na Ukrainie pokazał, że najsilniejszym gwarantem bezpieczeństwa pozostają Stany Zjednoczone. Gdyby Ukraina była zależna od Niemiec w ramach europejskiej polityki obronnej, dziś by już nie istniała - powiedział w piątek w wywiadzie dla niemieckiego tygodnika "Spiegel" premier Mateusz Morawiecki. Szef polskiego rządu odniósł się też do tematu reparacji wojennych oraz polityki UE wobec naszego kraju.
Premier Mateusz Morawiecki: dla Polaków było rozczarowujące, że Niemcy tak późno zdały sobie sprawę z błędów w polityce energetycznej
Premier Mateusz Morawiecki: dla Polaków było rozczarowujące, że Niemcy tak późno zdały sobie sprawę z błędów w polityce energetycznejFoto: Źródło: gov.pl

- Po ataku Rosji na Ukrainę stanowisko Niemiec, szczególnie w pierwszych miesiącach wojny, było "bardzo rozczarowujące" - ocenił w udostępnionym w piątek w internecie wywiadzie Mateusz Morawiecki.

- Tymczasem Polska od początku przekonywała, że Ukraina walczy nie tylko o własne przetrwanie, ale o wolność Europy - podkreślił premier.

- Jeśli Ukraina upadnie, to tylko kwestią czasu będzie atak Putina na kolejny kraj. Dla Polaków było rozczarowujące, że Niemcy tak późno zdały sobie sprawę z błędów w polityce energetycznej. Putin używa rurociągów jako broni, a polityka energetyczna jest dla niego narzędziem w walce. Ukraina odparła wroga szybciej, niż Niemcy zmieniły zdanie - dodał premier Morawiecki.

"Pieniądze dla Ukrainy płyną bardzo powoli"

Jak przypomniał, od początku wojny Polska dostarczyła Ukrainie broń "wartą grubo ponad dwa miliardy dolarów". - Wahanie i bezczynność Berlina poważnie kwestionuje wartość sojuszu z Niemcami. Takie opinie słyszę również od szefów wielu innych rządów w Europie - podkreślił Mateusz Morawiecki.

Szef polskiego rządu przypomniał, że w czerwcu UE podjęła decyzję o przekazaniu Ukrainie 9 mld euro. - Kijów musi płacić urzędnikom, straży pożarnej, lekarzom, pielęgniarkom i policjantom, państwo musi przetrwać, oczywiście są problemy z pobieraniem podatków w czasie wojny. Dlatego musi stać się to szybko - podkreślił.

- Rozumiem, że niektóre rzeczy wymagają czasu, ale (…) przykładowo w 2016 roku UE w bardzo krótkim czasie przekazała miliardy do Turcji, aby wesprzeć tamtejszych uchodźców. Dziś Ukraina broni naszych wartości, a pieniądze płyną bardzo powoli - dodał.

Zobacz także:

"Mieliśmy rację ws. Rosji"

W wyniku wojny na Ukrainie stało się jasne, że "niemiecka polityka energetyczna, którą Berlin zawsze się szczycił, jest w ruinie". - Odejście od węgla i atomu było przedwczesne, nie wspominając nawet o budowie Nord Stream 1 i 2, oraz wynikającej z tego zależności od Rosji. Polityka Niemiec wyrządziła Europie ogromne szkody - stwierdził premier.

Zauważył też, że jeśli chodzi o kraje Europy Wschodniej, "ich głos stał się zdecydowanie lepiej słyszalny".

- Czas pokazał, że mieliśmy rację we wszystkich naszych ostrzeżeniach dotyczących Rosji. Niemcy zawsze były bardzo wyrozumiałe wobec Moskwy. Być może w Niemczech nie ma świadomości, że handel z krajami Grupy Wyszehradzkiej, tj. Czechami, Słowacją, Węgrami i Polską, ma znacznie wyższy wolumen, niż z Chinami, USA czy Francją. Niemcy powinni dbać o takie partnerstwa, zamiast traktować Polskę z góry - powiedział Mateusz Morawiecki.

"Polska nie zrzekła się reparacji"

"Spiegel" zapytał polskiego premiera, jak ocenia szansę na otrzymanie od Niemiec odszkodowania za zniszczenia, spowodowane podczas II wojny światowej. - 6,2 biliona złotych nie jest nierealną kwotą. Prawie tyle wynosi budżet całej Republiki Federalnej, czyli budżet federalny oraz krajów związkowych. Polska jest krajem, który najbardziej ucierpiał w czasie II wojny światowej, ale nigdy nie otrzymał za to odszkodowania - zaznaczył szef rządu.

- W pierwszej kolejności zwrócimy się do rządu w Berlinie z notą dyplomatyczną. Uważamy też, że niesłuszne są analizy prawne Niemiec, według których Polska zrzekła się reparacji w porozumieniu z NRD w 1953 roku. W tym czasie Związek Radziecki zmusił Polskę do tego. Polacy nie mogli domagać się odszkodowania od socjalistycznego "bratniego narodu". Moskwa zmusiła do tego swojego ówczesnego gubernatora w Warszawie, Bolesława Bieruta. Polski parlament nie podejmował w tej sprawie decyzji, nie ma też dowodów na to, że sprawa była dyskutowana w rządzie. Żadne dokumenty ratyfikacyjne nie zostały złożone w ONZ - wyliczał Mateusz Morawiecki.

- Chcemy prowadzić rozmowy w Berlinie, a także zaprosić do nich przedstawicieli Izraela, gdyż połowa polskich ofiar to obywatele pochodzenia żydowskiego. Niewykluczone, że później zwrócimy się z naszymi żądaniami do sądów międzynarodowych - dodał premier.

Zobacz także:

"Zarzuty UE są absurdalne"

Mateusz Morawiecki był też pytany o zamrożone przez Brukselę prawie 35 mld euro w ramach KPO z powodu "wątpliwości do stanu praworządności w Polsce". Premier podkreślił, że ta sprawa może zostać rozwiązana, jeśli "Komisja Europejska i dwie najważniejsze zachodnie stolice, czyli Paryż i Berlin, dojdą do wniosku, że w czasie wojny musimy trzymać się razem". - Dziś przeciwko Polsce, która broni wschodniej flanki UE, padają całkowicie fałszywe argumenty - podkreślił szef polskiego rządu.

- Uważam, że zarzuty przeciwko nam są absurdalne. Po zjednoczeniu Niemcy zweryfikowali cały wymiar sprawiedliwości i prokuratorów z NRD, i tylko 30 proc. z nich pozwolono dalej pracować. U nas pozostali komunistyczni sędziowie. (…) Pozostawiło to mentalne ślady w myśleniu dzisiejszych sędziów i pewnych obyczajach, dlatego chcieliśmy zreformować nasze sądownictwo - wyjaśnił premier.

- Instytucje europejskie roszczą sobie prawo do osądzania polskiej reformy sądownictwa, co nie przysługuje im z mocy Traktatu UE. (…) Wielokrotnie próbowałem tłumaczyć wielu moim kolegom w Europie, że nasza reforma sądownictwa nie niszczy rządów prawa w Polsce, ale je przywraca - dodał Mateusz Morawiecki.

Jak zauważył szef rządu znaczenie Polski rośnie. - Pomogliśmy egzekwować sankcje wobec Rosji, stworzyliśmy wspólną politykę Europy Środkowo-Wschodniej z Rumunią i Bułgarią w Grupie Wyszehradzkiej. Jako zdecydowanie największy kraj regionu zwracamy uwagę na jego problemy - mówi premier. - Polska jest lokomotywą rozwoju w Europie, wyrazicielem doświadczeń i interesów krajów, które doświadczyły komunizmu. Reprezentujemy różnorodność w Europie. (…) Być może nie wszystkim w Europie podoba się nasza rola - zaznaczył.

Europa jeszcze zjednoczona? 

Krytyka Polski, płynąca ze strony Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości i Komisji Europejskiej, może wpływać na osłabianie jej pozycji - przypuszcza "Spiegel". - Można powiedzieć, że jest to pretekstem. W Hiszpanii komisje sądownicze i sędziowie są powoływani prawie tak samo, jak w Niemczech, i nikomu to nie przeszkadza. Nie chcę twierdzić, że chodzi wyłącznie o osłabienie Polski. Nie bez znaczenia są też błędne wyobrażenia o naszym kraju i radykalizm wielu posłów, w tym niektórych polskich. Na szczęście udało nam się zachować jedność w Europie, jeśli chodzi o wprowadzenie sankcji wobec Rosji - podkreślił Mateusz Morawiecki.

- Kryzys na Ukrainie pokazał, że najsilniejszym gwarantem bezpieczeństwa pozostają Stany Zjednoczone. Gdyby Ukraina była zależna od Niemiec w ramach europejskiej polityki obronnej, dziś by już nie istniała - zauważył polski premier.

Jego zdaniem konsekwentne utrzymywanie sankcji będzie coraz bardziej szkodzić rosyjskiej gospodarce, a tym samym przyspieszyć zakończenie wojny na Ukrainie.

- W tej chwili Putin wciąż może udawać, że wszystko jest w porządku. W dyktaturze rządzący nie muszą się zbytnio przejmować opinią społeczeństwa. Ale za kilka miesięcy nawet ten system ulegnie erozji. Może nie będzie rewolucji, ale z pewnością będzie rosnąca presja na zakończenie wojny. Teraz musimy przede wszystkim pomóc Ukrainie przetrwać ciężką zimę -  podsumował premier Morawiecki.

Zobacz także: minister Łukasz Schreiber w Programie 3 Polskiego Radia

kmp

Zobacz także

Zobacz także