Wir polarny pękł na pół. Meteorolodzy: arktyczny ekspres ruszył do Europy
Zapowiadana odwilż nie potrwa długo, a na wiosnę jeszcze trochę poczekamy. Wir polarny właśnie się rozpadł i przyniesie kolejną falę arktycznego zimna, która rozciągnie się od Europy po Amerykę - prognozują meteorolodzy.
2026-02-18, 18:00
Odwilż tylko chwilowa. Wir polarny pękł
Przed nami kilka dni ocieplenia. W wielu regionach Polski na termometrach pojawi się kilkanaście stopni ciepła. Nie powinno nas to jednak zmylić. Zima nie powiedziała bowiem ostatniego słowa. Wszystko za sprawą wiru polarnego, który właśnie zaczął się rozpadać.
Mowa o masach zimnego powietrza nad Arktyką, wznoszących się przez troposferę i stratosferę - czyli najniższe warstwy atmosfery - na wysokość około 50 km. Wir otoczony jest pierścieniem silnych wiatrów, zwanych prądami strumieniowymi (jet stream).
Jeżeli wir polarny jest stabilny, polarne powietrze utrzymywane jest w rejonie bieguna północnego. Jeżeli jednak zostanie osłabiony bądź przerwany, co wielokrotnie miało miejsce tej zimy - właśnie to zjawisko odpowiedzialne jest za śnieżyce i siarczyste mrozy w Polsce - arktyczne powietrze "ucieka" na południe do średnich szerokości geograficznych - do Europy, Ameryki Północnej i Azji.
Schemat przedstawiający stabilny (z lewej) oraz przerwany wir polarny (źródło: NOAA) Drugi scenariusz został właśnie zapoczątkowany. "Kłęby wiatrów wokół obszaru niskiego ciśnienia w górnych warstwach atmosfery nad Arktyką właśnie rozdzieliły się na dwie części" - podają amerykańscy meteorolodzy. Wskazują, że prawdopodobnie "jest to tymczasowe rozdzielenie", a nie "trwały rozpad", jednak zjawisko to oznacza, że "ultrazimne powietrze jest w ruchu". Słowem, prąd strumieniowy przemieszcza się na południe, a za nim podąża ciężkie, zimne powietrze.
Rozbicie jądra wiru ma pogrążyć w głębokim mrozie Europę i znaczną część Azji; przyniesie też opady śniegu i mrozy w rejonie wschodniego wybrzeża USA - przewidują eksperci. Nastąpi to jeszcze w lutym. Prawdopodobnie fala zimna utrzyma się także na początku marca.
Po rozpadnięciu się wiru polarnego, jeden z jego rdzeni zmierza na południowy zachód - w kierunku zachodniej części Kanady oraz północnych obszarów Oceanu Spokojnego, gdzie "przez najbliższe kilka tygodni będą występowały zimowe warunki pogodowe, w tym obfite opady śniegu". Drugi rdzeń podąża w kierunku Europy i Azji.
Ocieplenie w stratosferze
Za tę sytuację odpowiedzialne są zmiany w stratosferze - w strefie znajdującej się na wysokości od około 10 do 50 km nad ziemią. A dokładnie zjawisko określane nagłym ociepleniem stratosferycznym. W pierwszej połowie lutego miało ono miejsce nad Arktyką. Gdy dojdzie do tego zjawiska, zaledwie w ciągu kilku dni temperatura w stratosferze potrafi wzrosnąć o 30-50 stopni Celsjusza. To właśnie ocieplenie spowodowało rozwarstwienie się wiru polarnego.
Eksperci zaznaczają, że ostatnie "ocieplenie stratosferyczne było szczególnie ekstremalne". Co więcej, "prawdopodobnie ustanowiony został rekord pod względem gwałtownego wzrostu temperatury w górnych warstwach atmosfery".
Cykl ciśnienia sprzyja zimie
Kolejnym czynnikiem, mającym wpływ na nadejście ataku zimy na przełomie lutego i marca, jest tzw. oscylacja północnoatlantycka (NAO). Mowa o cyklu ciśnienia atmosferycznego, który sprzyja występowaniu zimnej i śnieżnej aury w niektórych regionach, m.in. w Europie.
- Spadły 3 metry śniegu. Meteorolodzy: takiej zimy jeszcze nie było
- Ekstremalny zwrot dotknie nas wszystkich. Meteorolodzy: El Niño zniknął
- Alert RCB dla Kalisza. "Unikaj aktywności na zewnątrz"
Źródła: Mashable/PolskieRadio24.pl/łl