Putin ma problem. Dokumenty zabitych Rosjan z Pokrowska ujawniają słaby punkt armii
- Na froncie wojny zauważalne są nowe tendencje - mówi portalowi PolskieRadio24.pl ukraiński pułkownik Serhij Hrabski. Dokumenty Rosjan, znalezione pod Pokrowskiem, pokazują, że zostali posłani na front niemal prosto z domu. Do tego Władimir Putin w haniebny sposób uzupełnia armię - pędząc do niej ludzi z okupowanych terenów. Wojsko Rosji nie nadąża z uzupełnianiem strat.
2026-02-26, 14:49
Jaka jest przyszłość wojny?
Minęły cztery lata od początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, a dwanaście lat od początku walk na wschodzie i aneksji Krymu. Jak długo jeszcze potrwają walki? Czy da się przewidzieć przyszłość wojny? Jakie są prognozy?
Pułkownik Serhij Hrabski mówi, że Rosja nie chce pokoju i nie może zakończyć wojny. Jej działania to tworzenie dyplomatycznej mgły. Co do sytuacji na froncie: nie widzi możliwości, by w ciągu dwóch najbliższych lat sytuacja na wojnie znacząco się zmieniła. - W ostatnim czasie Federacja Rosyjska nie jest w stanie poważnie zwiększyć swojego potencjału bojowego. A ponadto przez ostatnie dwa miesiące obserwujemy wiele trendów wskazujących, że Federacja Rosyjska nie może dokonać żadnego jakościowego przełamania i zdobyć znaczącej przewagi na polu bitwy - mówi.
"Rosja stoi w obliczu bardzo poważnego kryzysu"
Po pierwsze, potwierdza to mniejsza liczebność armii Rosji na linii walki z Ukrainą. - W październiku, na początku listopada, podawaliśmy, że grupa rosyjskich wojsk operujących przeciwko Ukrainie liczy 740 tysięcy żołnierzy. Teraz zarówno zachodnie, jak i ukraińskie dane rozwojowe wskazują, że dziś łączna liczba rosyjskich grup na wojnie wynosi 712-715 tysięcy - wskazuje nasz rozmówca.
Hrabski dodaje, że choć to stosunkowo niewielka różnica, to pokazuje stały trend: Rosja stoi obecnie w obliczu bardzo poważnego kryzysu w uzupełnianiu swoich szeregów. - Potwierdzano to więcej niż raz i udowodniono. W styczniu Rosja nie była w stanie utrzymać liczebności rosyjskich zgrupowań na poziomie obowiązującym w grudniu. W ciągu miesiąca zniszczono 31 tysięcy rosyjskich okupantów, a oni mogli zrekrutować i wysłać tylko 20 tysięcy nowych żołnierzy na teren walk - dodaje.
Mapa działań bojowych z 26 lutego br. (Źródło: Deep State)Trzy nowe zjawiska na rosyjskim froncie
Do tego, ukraińskim wojskowym, analizującym sytuację na wojnie, udało się dostrzec trzy ważne, nowe zjawiska. - Po pierwsze, w rejonie Pokrowska nasze wojsko znajduje dokumenty martwych Rosjan, które wskazują, że zostali zwerbowani, zmobilizowani lub zaangażowani do armii w styczniu 2026 roku. Proszę sobie wyobrazić, że na Ukrainie obowiązkowe szkolenie rekrutów trwa co najmniej przez dwa miesiące, po czym trafiają do jednostki, gdzie przechodzą dodatkowe nauczanie, aby wyjaśnić im zadania wykonywane przez jednostki. To kolejne trzy miesiące. A w przypadku Federacji Rosyjskiej mijają dosłownie dwa lub trzy tygodnie i ci rekruci trafiają do strefy walk - wskazuje pułkownik.
Po drugie, jak się okazuje, z niektórych rosyjskich jednostek nic nie zostało - przynajmniej w niektórych przypadkach. - Nie ma już tego, co nazywano elitarnymi jednostkami armii rosyjskiej. Zachowały się jedynie nazwy. Nasza armia pojmała żołnierzy słynnej jednostki, 155. Brygady Piechoty Morskiej Floty Pacyfiku, w której czołgiści byli szkoleni przez dwa tygodnie - mówi Hrabski. Dodaje, że wyszkolenie czołgisty przez kilkanaście dni jest bardzo trudne, o ile nie niemożliwe.
Po trzecie, w niektórych rejonach frontu dokumenty rosyjskich żołnierzy wskazują, że to ludzie siłą porwani do walki przeciw swojej ojczyźnie, z okupowanych terytoriów Ukrainy. Pułkownik Hrabski mówi, że Rosja bierze do armii ludzi z okupowanych terytoriów łamiąc wszelkie międzynarodowe normy i zasady.
Wojskowy zauważa, że w przypadku upadku Ukrainy, około pół miliona obywateli Ukrainy zostałoby siłą zabranych do armii rosyjskiej i wysłanych do walki przeciwko Polsce, krajom bałtyckim, Węgrom, Słowacji lub Rumunii. - Nie trzeba zwracać uwagi na nasze pierwsze odczucia, że przecież Rosjanie nie będą w stanie tego zrobić. Oni po prostu wiedzą, jak to zrobić. I dlatego Ukraina stawia tak zaciekły opór, w tym poprzez przeprowadzanie kontrataków - mówi wojskowy.
Front w okolicy Stepnohirska (Źródło: Deep State)Kontrataki Ukrainy, kontrofensywa?
Wojskowy zaznacza, że jest stanowczo zbyt wcześnie, by stwierdzić, że ukraińskie wojska rozpoczęły dużą kontrofensywę w niektórych rejonach. Choć oczywiście Ukraina stara się odbijać pewne terytoria. - Większa kontrofensywa jest, jak na dzisiejsze warunki, technicznie rzecz biorąc, niemożliwa. Bo wróg i tak przewyższa nas liczebnie dwa, trzy, a nawet pięciokrotnie, czy sześciokrotnie. W niektórych miejscach frontu stosunek wynosi jeden do siedmiu. To musi być jasne dla wszystkich - mówi.
Jednak wojska ukraińskie, mimo trudnej sytuacji, w tych rejonach, gdzie osiągnęły pewną przewagę, przechodzą do mniejszych kontrataków. - I to faktycznie obserwujemy teraz w kierunku charkowskim, w okolicach Kupiańska. Widzimy to w rejonie Pokrowska, gdzie nasze oddziały zdołały nieco się posunąć naprzód. Widzimy to w strefie kierunku zaporoskiego, czyli na obszarze, gdzie graniczą trzy regiony: obwody doniecki, dnepropietrowski i zaporoski. Do tego jest kontratak w rejonie Stepnohirska, czyli w kierunku bezpośrednio zagrażającym miastu Zaporoże - relacjonuje ekspert.
Front w okolicy Pokrowska (Źródło: Deep State)To oznacza dużą liczbę starć, jeszcze większe obciążenie. - To i tak czas gorączkowej presji Rosji. Bo zapomnieliśmy o czasach, gdy liczba starć bojowych w plutonach wynosiła mniej niż 160-180. Na ogół przekracza 200 - mówi wojskowy. Dodaje, że do tego Federacja Rosyjska zrzuca codziennie 120-140 bomb lotniczych na Ukrainę. To nie wszystko, intensywność działań wojennych jest naprawdę wysoka.
Mimo to Ukraina nadal się broni. Uderza też w grupy rosyjskich wojsk stacjonujących na tymczasowo okupowanym terytorium Ukrainy, a także na terenie Rosji. Pułkownik mówi, że pod stałym ostrzałem jest pięć regionów Federacji Rosyjskiej, które bezpośrednio graniczą z Ukrainą lub znajdują się w jej pobliżu: briański, biełgorodzki, kurski, lipiecki, rostowski oraz Kraj Kranodarski.
Podkreśla, że dla Ukrainy strategicznym zwycięstwem będzie dostęp do Krymu i wyzwolenie tego półwyspu. - Nawet jeśli do czasu wyzwolenia Krymu pewna część regionów donieckiego i ługańskiego nadal pozostanie pod okupacją. I dlatego teraz przygotowujemy grunt pod te plany - mówi.
Wyjaśnia, że ma miejsce niszczenie wrogich obiektów wojskowych, systemu obrony przeciwlotniczej. - I to ma bardzo poważny wpływ na wroga, ponieważ mimo, że próbują wywierać na nas presję, nie mają teraz okazji zgromadzić żadnych zasobów i kontynuować natarć z taką siłą, jaką by chcieli - dodaje.
Front w okolicy Kupiańska (Źródło: Deep State)To już 12 rocznica wojny z Rosją, 4 lata od inwazji na pełną skalę
Minęła właśnie czwarta rocznica pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Pułkownik stanowczo zaznacza jednak, że równocześnie jest to już 12. rocznica wojny z Federacją Rosyjską, która rozpoczęła się 20 lutego 2014 roku.
Rada Najwyższa Ukraina już wiosną 2015 roku uznała właśnie dzień 20 lutego 2014 roku za początek zbrojnej agresji Rosji, przyjmując projekt ustawy nr 2332. Sztab Generalny Ukrainy przypomniał w 12. rocznicę tej wojny, że już w lutym 2014 roku Rosja prowadziła działania w rejonie Cieśniny Kerczeńskiej oraz wykorzystywała jednostki wojskowe rozmieszczone na Krymie.
- Rosja w końcu pokazała swoją twarz i wreszcie pokazała, że jest krajem, który nawet nie bierze pod uwagę możliwości istnienia Ukrainy jako państwa. Inne wypowiedzi, które przedstawiają to często tzw. mgła dyplomatyczna. A z drugiej strony pokazuje swój absolutnie jasny program, którego celem jest zniszczenie całego ukraińskiego państwa - mówi pułkownik Hrabski.
"Kto wie, czy jutro Rosjanie nie nazwą Polaków młodszymi braćmi, nie zmuszą ich do mówienia po rosyjsku"
Jak ostrzega, dziś Rosja niszczy Ukrainę, a jutro w tej samej sytuacji mogą być inne państwa, jak Litwa, Polska, Łotwa, Estonia. - Kto wie, czy jutro Rosjanie nie nazwą Polaków młodszymi braćmi, nie zmuszą ich do mówienia po rosyjsku i oświadczą, że Warszawa to było pierwotne rosyjskie miasto - zauważa.
Pułkownik mówi, że wojna jest bardzo okrutna, ale nie widzimy żadnych oznak, że się kończy. Wojskowy podkreśla, że nikt nie był przygotowany na tę wojnę, w tym i Federacja Rosyjska.
- Rosyjskie przywództwo nie planowało prowadzenia tak długotrwałej i wyczerpującej wojny, ale teraz jest do niej zmuszone. I to poważnie niszczy Federację Rosyjską, a zwłaszcza pod kątem możliwości powrotu do normalnego życia - dodaje. Do tego Rosja nie była w stanie wygrać wojny środkami militarnymi, nie planowano prowadzenia tak wyniszczającej wojny.
Wojna na tych samych terenach od czterech lat
Podsumowując rosyjskie osiągnięcia w czasie inwazji, wojskowy mówi, że przez cztery lata pełnoskalowej agresji Rosja nie osiągnęła ani jednego celu politycznego i operacyjnego. Tłumaczy: na początku w chaosie zdołała tymczasowo zająć centrum regionalne. Chodzi o Chersoń. Została stamtąd przepędzona w listopadzie 2022 roku. I przez ostatnie cztery lata wojna toczyła się faktycznie na tych samych terytoriach, gdzie się zaczęła.
Jak zauważa wojskowy, Federacja Rosyjska, mimo że uważa się za bardzo potężny kraj, ma bardzo silną gospodarkę, i wciąż pod względem wskaźników obiektywnych ma drugą armię na świecie, to nie potrafi zwyciężyć. Bo widać, że Ukraina, czyli kraj o kilkukrotnie mniejszym potencjale niż Federacja Rosyjska, nadal skutecznie przeciwdziała Federacji Rosyjskiej.
"Konflikt cywilizacyjny między demokracją a totalitaryzmem"
Wojskowy zaznacza, że oczywiście nie sama Ukraina stawia Rosji opór. - Bo szczerze mówiąc, zasoby Ukrainy wystarczyłyby do prowadzenia wojny tylko do maja 2022 roku. I to trzeba zrozumieć - mówi. Zauważa, że Ukraina polega na bezwarunkowym wsparciu całego cywilizowanego świata. Świadczy to jego zdaniem o tym, że cywilizowany świat jednak jest świadomy, że w przypadku upadku Ukrainy, kapitalizacji, wojna się nie skończy, po prostu przeniesie się na inne terytoria.
- Zwłaszcza kraje, które mają pecha być sąsiadami Federacji Rosyjskiej, rozumieją, że wojna na Ukrainie to nie tylko wojna między Ukrainą, między Rosją, jakiś rodzaj konfliktu między dwoma krajami. To konflikt cywilizacyjny między demokracją a totalitaryzmem - dodaje nasz rozmówca.
Źródło: PolskieRadio24.pl/Agnieszka Kamińska