more_horiz
Wiadomości

"Widać przede wszystkim wielką solidarność". Polki mieszkające we Włoszech mówią o powodzi stulecia

Ostatnia aktualizacja: 25.05.2023 07:04
Anna z miejscowości Predappio w dotkniętym przez katastrofalną powódź włoskim regionie Emilia-Romania patrzy z obawą na wzgórze niedaleko jej domu, Monika uczestniczy w akcji ratowania zalanej fabryki firmy, w której pracuje i pomaga innym potrzebującym. Studentka Laura chwyciła za łopatę i z innymi przystąpiła do akcji sprzątania błota. Oto Polki, które stanęły w obliczu żywiołu, jaki zniszczył ich miejsca na ziemi.
Wolontariusze pomagają po powodzi w rejonie Emilia-Romagna we Włoszech.
Wolontariusze pomagają po powodzi w rejonie Emilia-Romagna we Włoszech.Foto: PAP/EPA/FABRIZIO ZANI

- Przez tydzień nie mieliśmy wody. Przywoziły ją cysterny. A teraz pojawiły się ostrzeżenia i obawy, że woda w kranach może być skażona - powiedziała Anna Jaskólska, mieszkająca w Predappio w prowincji Forli-Cesena. Dodała: "Nie mieliśmy też prądu, nie działały telefony".

- Mój dom na szczęście nie ucierpiał z powodu powodzi, ale na samym początku przez kilka godzin opadów deszczu woda wlewała mi się do przedpokoju. To był dopiero początek tego, co w wielu miejscach później nastąpiło - podkreśliła.

"Woda opadła, ale pozostał strach"

Dodała: "W mojej okolicy doszło do osuwisk ziemi, popękały drogi. Nigdy czegoś takiego tutaj nie było". Jednocześnie zastrzegła: "I tak przecież jesteśmy w dobrej sytuacji, bo w innych miejscowościach jest znacznie gorzej. Poza tym ja nie byłam ewakuowana".

- Woda opadła, ale pozostał strach. Boimy się, kiedy pada deszcz. Patrzymy na pobliskie wzgórze i myślimy, czy nie dojdzie do osuwisk ziemi. Naprawdę żyjemy teraz w strachu – przyznała Anna Jaskólska.

Monika Consorti Pelczar mieszka w małej miejscowości koło Forli. Tam też na niektóre obszary wdarła się woda. Zalała jej samochód. Otwiera pojazd i pokazuje siedzenia i drzwi oblepione błotem.

"Zniszczenia są olbrzymie, bo wszędzie dostało się błoto"

- Ale to jest najmniejsza troska. Ważne, że nasz dom nie został zalany - przyznała. W weekend pojechała tam, gdzie sytuacja była najtrudniejsza; zawiozła żywność, podawała napoje ludziom, którzy w trudzie i pośpiechu ratowali swój dobytek.

Firma obuwnicza, w które pracuje, ma siedzibę w Lugo - jednej z najbardziej dotkniętych przez powódź miejscowości. Biura ocalały, ale - jak przyznaje w rozmowie - w fabryce w Sant’Agata sul Santerno zniszczenia są olbrzymie, bo wszędzie dostało się błoto.

Niesamowita mobilizacja

- Poprzez media społecznościowe szukaliśmy koparko-ładowarki do wywiezienia błota z zakładu. Znaleźliśmy. Błoto nie tylko leży na ziemi, ale dostało się do każdej maszyny. Nie wiemy, czy którakolwiek z nich będzie jeszcze mogła działać - wyjaśniła. Dodała też: "Otrzymaliśmy pomoc od innej firmy z naprzeciwka. Ale i my w tym wszystkim pomagamy. Ze sprzedaży wycofaliśmy krótkie kalosze, które są w naszej ofercie. Oddaliśmy je wszystkie potrzebującym.

Laura, studiująca w Rzymie, przyjechała do rodzinnego domu, by nieść pomoc. - Pojechałam z ojcem jako ochotniczka do Amatrice w regionie Lacjum po trzęsieniu ziemi w 2016 roku. Teraz nieszczęście dotknęło moje strony. To, co robi na mnie ogromne wrażenie, to niesamowita mobilizacja dosłownie wszystkich, w tym ochotników, którzy spontanicznie zbierali się od pierwszych chwil. Widzę doskonałą organizację zarówno wśród wolontariuszy, jak i służb, które świetnie zareagowały. Przybyli ratownicy, strażacy z całych Włoch i z zagranicy - powiedziała 21-latka.

- Widzę przede wszystkim wielką solidarność - dodała Monika.

Czytaj także:

pg,pap

Zobacz także

Zobacz także