Referendum w Turcji. Prezydent Recep Tayyip Erdogan apeluje o wysoką frekwencję

2017-04-15, 18:15

Referendum w Turcji. Prezydent Recep Tayyip Erdogan apeluje o wysoką frekwencję
Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan . Foto: PAP/EPA/TURKISH PRESIDENT PRESS OFFICE

Sobota jest ostatnim dniem kampanii przed niedzielnym referendum w sprawie zmian w konstytucji.

Recep Tayyip Erdogan, który w sobotę wystąpił na czterech wiecach w Stambule, powiedział, że jeśli w referendum większość obywateli zagłosuje za zmianą systemu politycznego z parlamentarnego na prezydencki, pozwoli to zapewnić krajowi bezpieczeństwo, stabilność i rozwój gospodarczy.

"Na tym polega demokracja"

Prezydent Turcji odniósł się też do kwestii przywrócenia w kraju kary śmierci. Taką możliwość sygnalizował wielokrotnie po udaremnionym przewrocie stanu z lipca 2016 roku.

- Bracia, moja decyzja w sprawie kary śmierci jest wiadoma. Jeśli parlament zagłosuje za jej przywróceniem i da mi ustawę w tej sprawie do podpisania, zgodzę się (...). Jeśli tak się nie stanie, zorganizujemy drugie referendum i decyzję podejmie naród - oświadczył.

Jak dodał, niedzielny plebiscyt "utoruje drogę" do przywrócenia kary śmierci, a także będzie "punktem zwrotnym" w relacjach Ankary z Unią Europejską. - Od 54 lat trzymają nas na dystans - stwierdził.

UE zapowiedziała, że powrót Turcji do orzekania kary śmierci będzie oznaczał zerwanie negocjacji w sprawie przystąpienia Ankary do Wspólnoty. Od 1963 roku Turcja ma status członka stowarzyszonego Wspólnot Europejskich.

Erdogan zapewnił, że pogodzi się z decyzją wyborców, którzy w niedzielę zagłosują na "nie". - Na tym polega demokracja - powiedział.

Jednocześnie zaznaczył, że w jego ocenie przeciw proponowanym przez rząd zmianom głosować będą w referendum zwolennicy zdelegalizowanej Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) oraz islamskiego kaznodziei Fethullaha Gulena, którego turecki prezydent obarcza winą za ubiegłoroczny pucz.

Na wcześniejszych wiecach prezydent Turcji przekonywał, że po 16 kwietnia Turcja będzie mogła z większą determinacją walczyć z ugrupowaniami terrorystycznymi i siłami je wspierającymi:

x-news.pl, TR NTV

"Wykorzystano pieniądze podatników"

Szef największej partii opozycyjnej CHP, Kemal Kilicdaroglu, ostrzegał w sobotę przed osłabieniem roli parlamentu w systemie prezydenckim. - Jutro zdecydujemy, czy chcemy demokratycznego systemu parlamentarnego, czy jednego człowieka - oznajmił.

Erdogan nazwał Kilicdaroglu kłamcą. - Jutro naród da ci taką nauczkę, że nie będziesz mógł pozostać na obecnym stanowisku - powiedział, odnosząc się bezpośrednio do lidera opozycji.

Przedstawiciel CHP w Najwyższej Komisji Wyborczej, Mehmet Hadimi Yakupoglu, wskazał w rozmowie z agencją dpa, że rządząca Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), z której wywodzi się Erdogan, w kampanii niezgodnie z prawem wykorzystywała państwowe środki do agitowania za głosowaniem na "tak".

- Dzięki temu AKP mogła bez przeszkód uprawiać propagandę. Mogła wykorzystywać należące do państwa samoloty i samochody, a za wszystko płaciła nie z własnej kieszeni, lecz z kieszeni podatników - podkreślił.

O co chodzi w referendum?

Zmiana konstytucji, która jest przedmiotem niedzielnego referendum, zakłada m.in., że prezydent będzie jednocześnie szefem państwa i rządu, będzie mógł sprawować władzę za pomocą dekretów, a także rozwiązywać parlament.

Wzrośnie także jego wpływ na wymiar sprawiedliwości.

Jeśli dojdzie do zmiany systemu politycznego, sprawowanie urzędu prezydenta nadal będzie ograniczone do dwóch kadencji, ale ich liczenie rozpocznie się na nowo od wyborów zaplanowanych na listopad 2019 roku.

Dzięki tym zmianom Recep Tayyip Erdogan mógłby więc pozostać przy władzy przynajmniej do 2029 roku.

Jeśli zmiany zostaną zaaprobowane w referendum, wejdą w życie wraz z najbliższymi wyborami parlamentarnymi, zaplanowanymi na 2019 rok.

***

Do udziału w referendum uprawnionych jest w Turcji ok. 53,3 mln osób. Od 27 marca do 9 kwietnia głosowali Turcy mieszkający za granicą.

kk

Polecane

Wróć do strony głównej