X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem
more_horiz
Wiadomości

Polacy na Nanda Devi East 80 lat po pionierskiej szarży. "Ze względu na klątwę, może zatrzymamy się kilka kroków przed szczytem"

Ostatnia aktualizacja: 25.05.2019 13:41
Polscy himalaiści wyruszają w kolejną wyprawę, ich celem jest jeden z najtrudniejszych szczytów Himalajów, Nanda Devi East. Rafał Fronia mówi, że Hindusi zgubili w okolicach Nanda Devi bombę atomową i nie bardzo chcą, żeby im się ktoś tam kręcił. - O pozwolenie było rzeczywiście trudno, a zasady działania są restrykcyjne, bo tamtejsze władze nie pozwalają na używanie telefonów satelitarnych. Ale skupimy się dzięki temu na naszym celu - mówi portalowi PolskieRadio24.pl Jan Lenczowski, wnuk wspinacza, który 80 lat temu był członkiem polskiej pionierskiej ekspedycji.           
Ekipa wyruszająca na Nanga Devi East, po prawej Jan Lenczowski
Ekipa wyruszająca na Nanga Devi East, po prawej Jan Lenczowski Foto: Nanda Devi East Polish Expedition/Facebook/JanLenczowski

W tym roku przypada 80 rocznica zdobycia przez Polaków położonego w Indiach szczytu Nanda Devi East (7434 m). W pionierskiej ekspedycji w 1939 roku wzięli udział: jej kierownik Adam Karpiński oraz Stefan Bernadzikiewicz, Jakub Bujak oraz Janusz Klarner. 2 lipca 1939 na dziewiczym szczycie Nanda Devi East stanęli dwaj z czterech uczestników pierwszej polskiej wyprawy w Himalaje - 34-letni Jakub Bujak oraz 29-letni, najmłodszy w grupie Janusz Klarner. Był to wówczas szósty pod względem wysokości zdobyty szczyt oraz rekord wysokości polskich wspinaczy.  

Po osiemdziesięciu latach w kierunku dwuwierzchołkowego masywu Nanda Devi, który jest najwyższym wzniesieniem Himalajów Garhwalu, a jednocześnie całych Indii, rusza kolejna polska wyprawa. Następne pokolenie polskich wspinaczy chce uczcić wielki sukces sprzed lat i przypomnieć fascynujące zmagania swoich poprzedników oraz ich tragiczne losy, które na zawsze zapisały się w bogatej historii polskiego himalaizmu.

W składzie są Jarosław Gawrysiak, Rafał Fronia, Dariusz Załuski, Stanisław Pisarek, Wojciech Flaczyński, Bartłomiej Szeliga, Marcin Gałus, Filip Babicz, Oswald Rodrigo Pereira oraz Jan Lenczowski, wnuk Jakuba Bujaka, jednego z pierwszych zdobywców Nanga Devi East.

Aneta Hołówek: Kilkanaście lat po pierwszym polskim wejściu, drugiego przejścia polskiej drogi południową granią Nanda Devi East dokonał w 1951 roku późniejszy, pierwszy zdobywca Everestu Tenzing Norgay (na najwyższym szczycie Ziemi 8848 m Szerpa stanął 29 maja 1953 wraz z Edmundem Hillarym). Po latach pytano go, która z jego dróg była najtrudniejsza i najbardziej niebezpieczna. "Spodziewano się usłyszeć, że Everest. Ale to nie był Everest. To Nanda Devi East” – mówił Norgay. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy czym było osiągnięcie Polaków z 1939 roku, bo w ich przekonaniu tylko zdobywanie ośmiotysięczników zasługuje na aplauz.

Jan Lenczowski: Wtedy zdobycie tego szczytu było wielkim osiągnięciem, bo była to wówczas szósta pod względem wysokości góra zdobyta na świecie i być może najtrudniejszy szczyt w Himalajach – długa, skalista grań, trudne zejście podczas którego cały czas jest się na dużej wysokości. Na pięćdziesięciolecie wyprawy z 1939 zorganizowano kolejną i nie udało się wejść na szczyt, podobnie było na siedemdziesięciolecie, gdy ja organizowałem podobną do obecnej ekspedycję. Teraz będziemy próbowali po raz trzeci i wypadałoby dorównać himalaistom z lat trzydziestych, którzy z takim dosyć prymitywnym sprzętem, nie mając w zasadzie zbyt dużego doświadczenia i przygotowania fizycznego, byli w stanie wejść na szczyt.  

AH: Pozwolenie na wyprawę w 1939 roku, tuż przed wybuchem wojny, Polacy otrzymali od Brytyjczyków, którzy wówczas rządzili Indiami i to od ich widzimisię zależało, kto i na jaki szczyt wyruszy i ewentualnie go zdobędzie.

JL: Była to druga, bądź trzecia opcja, bo Polacy starali się o pozwolenie na K2, myśleli także o Evereście. Brytyjczycy zgodzili się jednak „tylko” na Nanga Devi East i Polacy to wykorzystali przechodząc do historii.

everest 1200 f.jpg
Serwis specjalny - GÓRY, WSPINACZKA, HIMALAIZM

AH: Warte podkreślenia jest też to, że cały sprzęt wyprawy, z wyjątkiem butów zakupionych w Austrii, został zaprojektowany przez kierownika wyprawy Adama  Karpińskiego.

JL: Karpiński był człowiekiem renesansu, na co dzień projektował samoloty, a przed wyjazdem w Himalaje zaprojektował sprzęt, a częściowo nawet go wykonał, bo jego żona szyła na przykład namioty. To było wtedy nieprawdopodobne przedsięwzięcie. Polacy byli pionierami, nie wiedzieli do końca czego mogą spodziewać się w górach wysokich, zdecydowali wspinać się bez tlenu, korzystali ze skórzanych butów, które codziennie zamarzały i trzeba było je nad palnikiem ogrzewać, bo były one cały czas zamarznięte lub mokre. Wykazali się niezwykłym hartem ducha, czy my im dorównamy? Nie wiem.

AH: To co Was wszystkich łączy to fakt, że w Indiach nie będzie z Wami kontaktu. Rafał Fronia, który też jest członkiem wyprawy jest podekscytowany faktem, że to będzie zupełnie inna sytuacja jaka miała miejsce podczas zimowego K2, gdzie internet działał z zawrotną szybkością. Fronia mi mówił, że słyszał, iż Hindusi zgubili w okolicach Nanda Devi bombę atomową i nie bardzo chcą, żeby im się ktoś tam kręcił, dlatego nie często wydają pozwolenia na wspinanie w tym regionie. Jak już takie wystawią, to z zakazem używania telefonów satelitarnych.   

JL: Minimalny kontakt będzie, bo będziemy mogli wysyłać wiadomości za pomocą komunikatora. Ja się jednak bardzo z takiej sytuacji cieszę, bo, gdy jestem w górach, zresztą tu na dole też, nie lubię być w ciągłej łączności z całym światem. Ludzie są teraz non stop podłączeni do sieci, gdy czegoś nie wiedzą od razu sprawdzają, nie ma czasu na refleksję, na myślenie.

AH: Po Waszym powrocie będziemy mogli jednak zobaczyć zmagania z górą. Na Nanda Devi East powstanie bowiem film, dokumentacją wyprawy zajmą się wspinacz i filmowiec Dariusz Załuski oraz Oswald Rodrigo Pereira. W 1939 też filmowano wydarzenia, ale film odnaleziono dopiero po latach i to w dosyć niesamowitych okolicznościach.

JL: Film został nakręcony przez Stefana Bernadzikiewicza, który był filmowcem tamtej wyprawy. Film ma około 11 minut i jest całkiem dobrej jakości. Kamera została wyniesiona na około 6 000 m, a biorąc pod uwagę, że ważyła 11 kilogramów, było to wyzwanie. Zarejestrowano długą grań, widać szczyt. Dużo zdjęć powstało również w obozie, z Szerpami, z karawaną. O filmie bardzo długo nikt nie wiedział, ale dzięki zapiskom z wyprawy można było wnioskować, że taki powstał. W 1989 dzięki Annie Pietraszek film odnalazł się w archiwum w Londynie (Pietraszek przygotowywała materiał o pierwszej polskiej ekspedycji w Himalaje. Zauważyła, że na jednym ze zdjęć Bernadzikiewicz trzyma w rękach kamerę. Idąc tym tropem trafiła do brytyjskiego archiwum, gdzie znalazła pudełko z napisem Nanda Devi East Expedition 1939, w środku jednak było zupełnie inne nagranie. Nie poddała się i w końcu trafiła na właściwą kasetę – przyp. red.). W poszukiwaniach pomogła też Aneta Maszyńska, o ile dobrze pamiętam jej nazwisko, to dzięki niej moja mama - jako spadkobierczyni Jakuba Bujaka – otrzymała kopię tego filmu, zdaje się, że było to tuż przed naszą poprzednią wyprawą w 2009 roku.  

AH: Twój dziadek Jakub Bujak był jednym z dwóch Polaków, którzy weszli na Nanda Devi East. Na szczycie stanął też Janusz Klarner. Adam Karpiński i Stefan Bernadzikiewicz wycofali się spod szczytu. Potem, czując niedosyt, postanowili zaatakować inny, niezdobyty siedmiotysięcznik – Tirsuli. Tam zginęli w lawinie, a ich ciała nigdy nie zostały odnalezione. Bujak i Klarner wrócili do kraju, ale oni także zaginęli i ich ciał nigdy nie znaleziono. Mówi się, że tych, którzy naruszyli spokój straszliwej bogini Kali - Nanda to jedno z imion bogini śmierci i zniszczenia Kali -  dotknie klątwa. Ta historia nie budzi obaw?

JL: Ta pierwsza wyprawa była mieszanką sukcesu i tragedii. W Indiach zginęło dwóch wspinaczy, a mój dziadek i Klarner wrócili do Polski, gdzie już wybuchła wojna. Klarner obiecał ojcu, ze będzie walczył. Został żołnierzem, walczył w kampanii wrześniowej. Mój dziadek trafił do Lwowa, tam obawiał się wywózki na Syberię i zdecydował się przejść przez Karpaty wschodnie na Węgry. Potem udało mu się przedrzeć do Wielkiej Brytanii, gdzie został i zaczął pracować. Trafił do zakładów Rolls Royce’a w Derby. Nie zapomniał tam o górach i był nawet członkiem Alpine Clubu. W lipcu 1945 roku wyruszył z żoną na wycieczkę do Kornwalii. Ostatni ślad po nim to opuszczony namiot.  Ciał nigdy nie odnaleziono, ale powstało kilka teorii mniej lub bardziej spiskowych. Jedna z nich to ta, która mówi, że miał zbyt dużą wiedzę na temat najnowszych wynalazków, a że myślał o powrocie do kraju to  być może jego śmierć została zaplanowana. A wracając do Klarnera, to on po wojnie mieszkał w warszawie, jeździł tez po Polsce z prelekcjami na temat Danda Davi. 17 września 1949 roku wyszedł ze swego mieszkania w Warszawie i wszelki ślad po nim zaginął. Takie to jednak były czasy, dlatego ja tej góry się nie boję, ale mam do niej szacunek. W myśl wierzeń Hindusów, którzy mają respekt dla swoich bogów powiązanych z Nanda Devi, dla których szczyt jest siedzibą tych bogów, nikt nie powinien wejść na sam szczyt. Dlatego może lepiej w myśl tych lokalnych wierzeń lepiej zatrzymać się tych kilka kroków przed szczytem?

collage k2 Tomala Fronia Bielecki lenczowski szeliga 1200 F.jpg
K2 dla Polaków. Piotr Tomala: znaleźliśmy się w dość abstrakcyjnej sytuacji. Szef PHZ stworzy dream team?

AH: Będziesz chciał odnaleźć pozostawioną na Nanda Davi przez pierwszych zdobywców puszkę z wiadomością?

JL: To kolejna niesamowita historia z tamtej wyprawy, nawet znam dokładny opis miejsca, gdzie ona powinna być, ale nawet jak ją bym znalazł nie zamierzam jej stamtąd zabierać. Nie lubię otaczać się przedmiotami. Dla mnie ważniejsze w życiu są doświadczenia, a nie przedmioty.  

AH: Piotr Tomala, szef Polskiego Himalaizmu Zimowego, współorganizatora waszej wyprawy, mówi, że ta ekspedycja jest takim poligonem dla tych, którzy pojadą zimą na K2. Ty jesteś zainteresowany tym wyzwaniem?

JL: Na razie skupiam się na najbliższym celu, potem zobaczymy co dalej.

Z Janem Lenczowskim rozmawiała Aneta Hołówek

Rozmowa odbyła się podczas spotkania grupy PHZ, na którym himalaiści przygotowywali sprzęt oraz przechodzili szkolenia z zasad bezpieczeństwa przed wyjazdem na Nanda Devi East.  


Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

K2 dla Polaków: zdobywanie K2 powinien poprzedzić atak wspinaczy na swoje ego. "Big Brother” też nie pomógł

Ostatnia aktualizacja: 18.03.2018 17:00
- Urubko przerastał wielu wspinaczy pod K2, Bielecki się oczyścił, Gołąb skrył się pod jakąś wielką czapką niewidką, a Rafał Fronia to histeryk polskiego himalaizmu. Może jednak w międzynarodowym zespole wspinaczy, którzy pokonaliby swoje ego, podporządkowaliby się idei wejścia na szczyt, zdobycie K2 mogłoby się udać - mówi w rozmowie z portalem PolskieRadio.pl Bogumił Słama, alpinista i taternik, uczestnik drugiej polskiej wyprawy na K2.  
rozwiń zwiń

Czytaj także

Denis Urubko: książki o K2 nie będzie. Lubię pisać o tym, co przyjemne, a ta wyprawa to balast

Ostatnia aktualizacja: 07.04.2018 17:45
- Ja nie chcę już rozmawiać o K2. Nie chcę o tym pamiętać. To dla mnie balast. Nie wiem jakie zostały popełnione tam błędy. Ja podczas wyprawy nie popełniłem żadnych. Jakąś pomyłkę popełniłem może rok przed wyprawą - mówi w rozmowie z portalem Polskiego Radia Denis Urubko.  
rozwiń zwiń

Czytaj także

Krzysztof Wielicki 30 lat temu na Lhotse dokonał niemożliwego. "Adam Bielecki nie mógłby tego powtórzyć"

Ostatnia aktualizacja: 31.12.2018 23:59
- Lekarz nawet nie wiedział, że gdzieś wyjechałem. Mój plan znała jedynie żona, ale ona tylko popukała się w głowę - wspomina Krzysztof Wielicki w rozmowie z portalem PolskieRadio24.pl wydarzenia sprzed 30 lat. W sylwestrową noc 1988 roku himalaista jako pierwszy w historii, samotnie i w gorsecie ortopedycznym stanął zimą na szczycie ośmiotysięcznika Lhotse. 
rozwiń zwiń

Czytaj także

Tomasz Mackiewicz na Nanga Parbat postawił pomnik ludzkiej niezłomności. "Teraz z Czapkinsa nie wypada się już śmiać"

Ostatnia aktualizacja: 23.01.2019 22:00
- Środowisko, przynajmniej to wspinaczkowe, śmiało się z Tomka Mackiewicza i śmieje się pewnie do dzisiaj. A teraz już śmiać się nie wypada. Tomek zdobył Nangę w stylu zbliżonym do alpejskiego, w małym zespole dwuosobowym, bez poręczowania, bez tragarzy, w takim trochę punkowym stylu, co docenił sam Wojtek Kurtyka - mówi Dominik Szczepański, autor wydanej właśnie biografii polskiego wspinacza "Czapkins. Historia Tomka Mackiewicza".
rozwiń zwiń

Czytaj także

Polacy przebiją "szklany sufit" na K2 bez O2? Adam Bielecki: to wyzwanie na miarę XXI wieku, chcę spróbować

Ostatnia aktualizacja: 05.04.2019 19:00
- Uważam, że sukces pierwszego zimowego wejścia na Everest jest pełny, nieważne, że z tlenem. Były to inne czasy i inne kryteria. Wtedy było to fenomenalne przejście i koledzy przekroczyli barierę niemożliwego. Dzisiaj, te 40 lat później, my też chcemy dokonać niemożliwego i tym niemożliwym nie jest wejście na K2 z tlenem, tylko bez - mówi himalaista Adam Bielecki w rozmowie z portalem PolskieRadio24.pl.
rozwiń zwiń