Do jednej bramki
Phil De Fries z pewnością nie jest najefektowniej walczącym zawodnikiem. Ale nadal jest nie do pokonania, przynajmniej w KSW. Od debiutu w największej polskiej organizacji w 2018 roku Brytyjczyk wygrał już osiem walk.
Podczas KSW 74 kolejny raz obronił tytuł mistrza królewskiej kategorii. Swojego rywala - Ricardo Prasela - najpierw przewrócił, potem poobijał z góry, a na koniec poddał duszeniem zza pleców. To była gra do jednej bramki, podobnie jak w każdej poprzedniej walce De Friesa w federacji Martina Lewandowskiego i Macieja Kawulskiego.
Po wygranej mistrz - nie pierwszy raz - wywołał do pojedynku Mariusza Pudzianowskiego.
- Dajcie mi Pudziana - apelował.
Walka o pas ukoronowaniem kariery "Pudziana"?
Patrząc na aktualną formę Brytyjczyka, jego potencjalne starcie z "Pudzianem" nie miałoby większego sensu sportowego. I to mimo tego, że były strongman legitymuje się obecnie serią pięciu zwycięstw. Oprócz tego z Michałem Materlą - a i tu znajdą się tacy, którzy wskażą, że rywal już dawno nie jest w życiowej formie - pozostałe zostały jednak odniesione nad mało wymagającymi przeciwnikami.
Walka De Fries - Pudzianowski miałaby jednak sens pod względem promocyjnym, mogłaby także stanowić dla Mariusza ukoronowanie wspaniałej sportowej kariery. Obecnie trudno wskazać też w KSW innego realnego rywala dla Brytyjczyka - każdego z czołowej piątki rankingu już pokonał.
A zatem czy "Pudzian" da się namówić na tak duże wyzwanie?
Czytaj także:
MK