Makkelie ewidentnie nie sprostał trudnemu wyzwaniu, jakim był toczony w morderczym tempie mecz Sevilli z Juve. Pierwszy rażący błąd Holender popełnił około 45. minuty. W końcówce pierwszej połowy meczu na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan Oliver Torres padł w polu karnym Juventusu po starciu z Juanem Cuadrado. Holenderski sędzia nie zdecydował się jednak na podyktowanie jedenastki. Powtórki wykazały, że kontakt między oboma piłkarzami był ewidentny i spowodował upadek Torresa. Holender nie wskazał na wapno, chociaż powinien.
Od tego momentu Makkelie stopniowo tracił kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami i nie był w stanie zapanować nad piłkarzami obu drużyn. Druga ewidentna pomyłka przytrafiła się Holendrowi w dogrywce, kiedy Marcos Acuna starł się przy linii z jednym z graczy Juventusu. Arbiter ukarał go drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartką, ale o ile samą decyzję dało się jeszcze uzasadnić, o tyle zawahania Holendra już nie.
Makkelie pokazał defensorowi Sevilli "żółtko", ale... długo zwlekał z wyciągnięciem czerwonej kartki, co rodzi poważne podejrzenia, że po prostu zapomniał o pierwszej kartce dla Acunii. Z pomocą sędziemu przyszedł Leandro Paredes z Juventusu, który przypomniał mu o wcześniejszym napomnieniu dla lewego defensora Sevilli. Holender oprzytomniał i w końcu naprawił swój błąd.
Kiepska dyspozycja kolegi po fachu może okazać się korzystna dla Szymona Marciniaka, który rywalizuje z Makkelie oraz kilkoma innymi arbitrami o prawo poprowadzenia finału Ligi Mistrzów. Sędzia z Płocka ma za sobą świetną passę i koncertowy występ w finale mistrzostw świata. Polak zebrał również pochlebne recenzje za środowy półfinał LM, w którym skutecznie utemperował Erlinga Haalanda i nie popełnił żadnego poważnego błędu.
Czytaj także:
bg