Marek Nowakowski: celne słowo jest jak obraz, zostaje w pamięci
– Żywioł języka mówionego, wraz z kilkoma innymi przyczynami, stał się dla mnie zasadniczym bodźcem do pisania. Celne słowo, nawet jedno, w połączeniu z człowiekiem, jego wyglądem, zachowaniem, działało jak obraz, zostawało w pamięci – mówił Marek Nowakowski w archiwalnym nagraniu Polskiego Radia z 1993 roku.

Michał Czyżewski
2025-04-02, 10:00
90 lat temu urodził się pisarz Marek Nowakowski, mistrz krótkich form prozatorskich, który w historii literatury zapisał się przede wszystkim barwnymi opowiadaniami z życia warszawskiego świata przestępczego w okresie PRL. Ze względu na tematykę jego dzieł określa się go jako przedstawiciela tzw. realizmu peryferyjnego. A z uwagi na to, że wszystkie jego fabuły rozgrywają się w stolicy, prof. Andrzej Makowiecki nazwał go "najwarszawściejszym z pisarzy".
Posłuchaj
Z Włoch do miasta
Z Warszawą Marek Nowakowski związany był przez całe życie. Tu się urodził 2 marca 1935 roku. Był synem pary nauczycieli - matematyka i polonistki. Po wojnie rodzina przeniosła się do podwarszawskich Włoch (włączonych do Warszawy w 1951 roku). Miejscowość ta stała się ważnym punktem odniesienia w literackiej biografii Nowakowskiego - tutaj pierwszy raz w życiu ujrzał "idyllyczny obrazek" pisarza pracującego w ogrodzie. O wiele istotniejsze okazały się jednak podróże kolejką WKD do Warszawy, co twórca podkreślał m.in. w audycji Elżbiety Łukomskiej w 2005 roku.
Do pracy w zrujnowanej stolicy dojeżdżali z okolicznych miejscowości różni ludzie. Jednym z nich był pracownik warszawskiej kwiaciarni Benek zwany " Kwiaciarzem", "specjalista od bukietów, wieńców ślubnych i pogrzebowych". Obcowanie z Benkiem stało się dla przyszłego pisarza "dotknięciem sztuki".
REKLAMA
Powiązany Artykuł

"Pisał o środowisku, które poznał. Nie musiał wymyślać swoich historii"
– To był dla mnie bardzo silny impuls do pisania, bo Benek był wspaniałym gawędziarzem. Jego mówienie było twórczością. Mówił czystą warszawską cwaniacką gwarą, językiem starych prostych warszawiaków. To mowa ludzi ulicy, przedmieść, ludzi niewykształconych, o której przed wojną mówiło się "język andrusów", a po wojnie "język cwaniaków" – wspominał Marek Nowakowski.
Posłuchaj
Zdaniem pisarza najlepsi warszawscy gawędziarze przejawiali ogromny talent twórczy, a ich zdania "działały na wyobraźnię jak mały wybuch". Benek, z którym przyszłego literata połączyła serdeczna relacja, wpływał na wyobraźnię młodzieńca przez wiele lat. Dowodem tej przyjaźni stał się tytuł drugiej książki Marka Nowakowskiego - wydanego w 1961 roku "Benka Kwiaciarza". Wtedy niespełna 30-letni twórca był już głośnym autorem nurtu małego realizmu. Nie doszłoby jednak do tego, gdyby nie pewien rodzinny wieczór przy stole w 1957 roku.
Posłuchaj
REKLAMA
"Życzę powodzenia"
– Siedzieliśmy w pokoju stołowym. Rodzice poprawiali zeszyty, a ja jako student miałem się uczyć. I wtedy w jakimś uniesieniu napisałem pierwsze trzy opowiadania, wciąż siedząc przy tym samym stole – opowiadał pisarz w 2005 roku. Nowakowski postanowił podjąć próbę wydrukowania debiutu w jednym z warszawskich wydawnictw. Wybór padł na "Nową Kulturę". – Mały pokój, dwóch redaktorów siedzi przy dwóch biurkach: redaktor działu poezji Artur Międzyrzecki oraz redaktor działu prozy Wilhelm Mach. I dałem te swoje tekściki – mówił.
Powiązany Artykuł

"Był pisarzem ludzi wykluczonych społecznie"
Przedtem jednak młody pisarz musiał dać swoje rękopisy do przepisania na maszynie. – Na Wilczej w suterenie mieściło się biuro przepisywania podań prowadzone przez małżeństwo – wspominał Marek Nowakowski. – Tam: zdumienie, bo oni na ogół pisali pisma sądowe, jakieś akty, a ja przyniosłem im coś dziwnego. Ale zachowali się ładnie. Jak to przepisali, zresztą niewprawnie, łącząc dialogi z opisem, popatrzyli na mnie z zastanowieniem i pan z tego biura powiedział: życzę powodzenia – dodał pisarz.
Opowiadanie, którym Marek Nowakowski debiutował w "Nowej Kulturze", nosiło tytuł "Kwadratowy". Już rok później - w 1958 roku - wydał pierwszy tom prozy "Ten stary złodziej", w którym pisze o powojennych historiach ludzi z marginesu społecznego - lumpów, prostytutek, doliniarzy i paserów. Do tematu tego będzie powracał wielokrotnie, m.in. we wspomnianym "Benku Kwiaciarzu" czy "Księciu nocy" (1978), w którym odwołał się do czasów burzliwej młodości w pierwszej połowie lat 50.
Posłuchaj
REKLAMA
W latach 60. i 70. Marek Nowakowski oddał w swej prozie głos także innym prostym ludziom - zwykłym urzędnikom, sklepikarzom, których życie, choć nie przestępcze, także toczy się na marginesie rzeczywistości, która w PRL była przestawiana oficjalnie. Wtedy też zaczyna pojawiać się w jego prozie refleksja autotematyczna, rozważania na temat własnego pisarstwa, zawieszonego między przemilczanymi peryferiami kultury a światem literatury, który tradycyjnie kojarzony jest z elitarnością. Dylematy te przedstawia m.in. w książkach "Robaki" (1968), "Wesele raz jeszcze" (1974) i "Chłopiec z gołębiem na głowie" (1979)
– Potrafił obierać człowieka jak cebulę i pokazywać jego kolejne warstwy. Dzięki temu odsłaniał autentyczność banalnych, trywialnych ludzi. Galeria postaci z jego prozy jest naprawdę szeroka – tak o dziełach z tego okresu mówił w 2016 roku historyk prof. Krzysztof Kosiński, autor książki "Wiwisekcja powszedniości. Studium wczesnej twórczości Marka Nowakowskiego".
Posłuchaj
Marek Nowakowski. Kronikarz warszawskich rewirów
REKLAMA
Wróg publiczny
Począwszy od lat 70., Marek Nowakowski coraz bardziej angażował się w działalność opozycyjną. W 1974 roku podpisał tzw. "list piętnastu", domagając się przestrzegania praw Polaków zamieszkałych na terenie ZSRR, w 1975 roku złożył podpis także pod słynnym "memoriałem 101" przeciw nowelizacji konstytucji PRL. Nawiązał współpracę z wydawnictwami podziemnymi i emigracyjnymi, był współzałożycielem drugoobiegowego czasopisma "Zapis". Po grudniu 1981 roku na łamach paryskiej "Kultury" i podziemnego "Tygodnika Mazowsze" publikował opowiadania, które w 1982 roku zebrał w tomie "Raport o stanie wojennym" i wydał równolegle w Niezależnej Oficynie Wydawniczej NOWa i Instytucie Literackim w Paryżu.
Książka przyniosła mu europejską sławę (autora uhonorowano m.in. francuską nagrodą Prix de la Liberté), w kraju zaś stała się powodem do represji władz komunistycznych, następnie zaś aresztowania pisarza w 1984 roku. – Zostałem oskarżony o to, że szykanowałem władze i wysyłałem opracowania do wrogich ośrodków za granicę w celu rozpowszechniania – mówił Marek Nowakowski w wywiadzie dla Radia Wolna Europa.
Posłuchaj
Powiązany Artykuł

Sensacyjne literackie początki Marka Nowakowskiego
Po transformacji ustrojowej pisarz nie przestał interesować się losem prostych Polaków. Nowa kapitalistyczna rzeczywistość dostarczyła mu mnóstwa obserwacji i materiałów do kolejnych tekstów, w których obnażał absurdy postkomunistycznej Polski jako czegoś na kształt wielkiego bazaru, na którym wszystko, nawet człowiek, jest towarem i ma swoją cenę. Refleksje te zawarł w ironicznej prozie opublikowanej w książkach "Homo polonicus" (1992), "Grecki bożek" (1993) czy "Strzały w motelu George" (1997).
Zarazem autor wciąż powracał do dawnych lat i do Warszawy, której już nie było, ale której ślady wciąż jeszcze można było odnaleźć - pisał o niej m.in. w "Powidokach" (1995), cyklu "Nekropolis" (2005 i 2008) i ostatniej wydanej za życia książce "Dziennik podróży w przeszłość" (2012). Pisarz współpracował również z Polskim Radiem. W latach 90. przedstawiał na antenie swoje przemyślenia i doświadczenia w formie felietonów radiowych.
REKLAMA
Posłuchaj
Posłuchaj
Posłuchaj
Posłuchaj
Posłuchaj
Marek Nowakowski zmarł 16 maja 2014 roku. Miał 79 lat. Tydzień później pochowano go w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. W dniu pogrzebu jego przyjaciel pisarz Kazimierz Orłoś powiedział, że Marek Nowakowski "był zawsze zwrócony w stronę życia". – W przeciwieństwie do wielu pisarzy nie był egocentrykiem. Nie mówił o sobie, lecz interesował się ludźmi i otaczającą go rzeczywistością – mówił.
REKLAMA
Posłuchaj
Źródło: Polskie Radio
REKLAMA