Gianfranco Zola skończył 55 lat
- Myślę, że „otwarta” angielska piłka naprawdę mi pomogła - wspominał. 5 lipca, 55 lat temu urodził się Gianfranco Zola. Jeden z najlepszych włoskich napastników.
2021-07-05, 05:00
- Jego idolem był Diego Armando Maradona. Grali razem przez dwa lata w SSC Napoli
- Filigranowy Zola mijał obrońców jak slalomowe tyczki.
- Na Wyspach stał się jednym z najlepszych zawodników świata
W 1989 roku niezbyt wysoki, mierzący zaledwie 166 centymetrów napastnik, przeszedł z malutkiego sardyńskiego klubu Torres, do SSC Napoli. Zespół z Neapolu znajdował się w szczytowym momencie swojej historii. W tamtym czasie występowała w nim jedna z największych gwiazd światowego futbolu, Argentyńczyk Diego Maradona. Dla 23-letniego Zoli, który właściwie dopiero wkraczał w poważny futbol było to jak spełnienie najpiękniejszego snu.
- Maradona był jednym z tych, którzy po sesjach treningowych poświęcali dużo czasu na ćwiczenie swoich umiejętności i to było dla mnie naprawdę inspirujące, ponieważ nauczyło mnie pracować i spędzać dodatkowy czas na pracy nad własnymi słabościami - wspominał Zola cytowany na chelseafc.com.
Diego otoczył opieką młodego futbolistę. Uczył go. Zola stał się „spadkobiercą” wiedzy i umiejętności Argentyńczyka. W pierwszym roku swoich występów, klub z południa Włoch zdobył ostatnie w swojej historii mistrzostwo kraju. Dodatkowo tryumfował w krajowym pucharze. Zola z Diego Armando grał tylko przez dwa sezony. Argentyńczyk postanowił szukać następnych wyzwań w hiszpańskiej Sevilla FC. Tuż przed odejściem postanowił symbolicznie namaścić nową gwiazdę.
- Graliśmy z Pisą w Pucharze Włoch i kazał mi przywdziać numer 10, sam natomiast wziął dla siebie numer 9. To była najwspanialsza rzecz, jaką mogłem sobie wymarzyć, Maradona pozwalający mi grać ze swoim numerem na plecach. Wyobraźcie sobie moją pewność siebie w tamtym momencie, ale przede wszystkim, moje zdziwienie - mówił włoski napastnik w wywiadzie dla rfbl.pl.
Na tych samych łamach wypowiedział się Boski Diego:
- Napoli nie musi szukać nikogo, kto miałby mnie zastąpić. Mają przecież Zolę.
5 lipca 1966 roku, Gianfranco przyszedł na świat
55 lat temu w malutkiej miejscowości Oliena, na Sardynii, urodził się Zola. Jak każdy mały Włoch zainteresował się piłką nożną. Niestety nie był dużym dzieckiem. To wykluczyło go od razu, w podwórkowych bojach, z pozycji bramkarza i obrońcy. Aby zaistnieć wśród bardzo krytycznych kolegów, musiał pokazać, że jest od nich lepszy. Zawsze, w każdym dziecięcym zespole, estymą cieszy się ten kto strzela bramki. I właśnie tę rolę wybrał sobie młody Gianfranco. W wieku osiemnastu lat zadebiutował w lokalnym klubie Nuorese Calcio. Po trzech latach przeszedł do Torres. Tam wypatrzyli go skauci ówczesnego mistrza Włoch, SSC Napoli. Zola w czasie swojej przygody z piłką nożną nie zapominał gdzie są jego korzenie. Na zakończenie kariery wrócił na wyspę, do najlepszego jej klubu Cagliari Calcio.
- Jeśli chodzi o kulturę futbolu, muszę powiedzieć, że istniała i istnieje duża rywalizacja między Cagliari i Torres, drugą drużyną Sardynii. Grałem dla nich obu, najpierw w Torres, a potem w Cagliari, ale nigdy nie byłem prześladowany za grę dla obu - opisał Gianfranco Zola na fourfourtwo.com.
Filigranowym napastnikiem zainteresował się trener reprezentacji Italii
W roku 1991 Zola zadebiutował w drużynie narodowej. Powołał go do niej Arrigo Sacchi. Otrzymał on misję stworzenia nowej, silnej reprezentacji Włoch na mistrzostwa świata w 1994 roku.
- Miałem bardzo dobrych trenerów, ale Sacchi był w tamtych latach o krok przed wszystkimi (…) przed spotkaniem z nim trenowaliśmy w określony sposób, ale kiedy do niego poszliśmy, miał inne podejście, dbając o każdy szczegół na boisku - wspominał włoski napastnik na łamach sportbrief.com.
Gianfranco zadebiutował 13 listopada, w zremisowanej 1:1 potyczce z Norwegią. Kraj z Półwyspu Apenińskiego wywalczył awans na mundial rozgrywany w Stanach Zjednoczonych. Zola wraz z kolegami wywalczył tytuł wicemistrza globu. W finale przegrali z Brazylią - po rzutach karnych 2:3. Dwa lata później brał udział w bardzo nieudanym dla Italii czempionacie Starego Kontynentu. Włosi nie wyszli z grupy. To spowodowało zwolnienie selekcjonera. Rok później Zola rozegrał ostatni mecz w barwach narodowych (remis 0:0 z Anglią).
W karierze klubowej Ginafranco nastąpiła bardzo duża zmiana
W 1993 przeszedł z Napoli do Parmy. Po trzech latach trafił na Wyspy Brytyjskie do Chelsea FC. Zupełnie inne podejście taktyczne, do rozgrywania spotkań, pozwoliło Włochowi do dalszego rozwoju
- Myślę, że „otwarta” angielska piłka nożna naprawdę mi pomogła, ponieważ zaczynałem od obronnego grania w Serie A. To była w pewnym sensie ulga, ponieważ obrona nie była tak sztywna jak we Italii - stwierdził Włoch w rozmowie z Marcinem Mazurem na fourfourtwo.com.
W 1997 z klubem z Londynu zdobył Puchar Anglii. To pozwoliło na start w Pucharze Zdobywców Pucharów. Chelsea została jego tryumfatorem.
Po pobycie na Wyspach Brytyjskich wrócił na rodzinną Sardynię do Cagliari. W roku 2005 zakończył zawodniczą karierę.
Chcąc przekazać swoją wiedzę następnym pokoleniom rozpoczął pracę w roli szkoleniowca
Trzy lata po zawieszeniu butów na kołku otrzymał propozycję poprowadzenia angielskiego West Ham United. Misja nie zakończyła się sukcesem. Po dwóch lata został zwolniony.
- Bardzo trudne jest zbudowanie jedności w nie uporządkowanym składzie. To jest największe wyzwanie. Nie mam wątpliwości co do jakości zawodników, ale musisz zmienić ich w zespół. Jeśli nie masz jedności i jakości, będziesz miał trudności - stwierdził Zola na na łamach theguardian.com.
Później próbował swoich sił w Watfordzie. Po dwóch latach powrócił na Sardynię do Cagliari. Nie spełnił oczekiwań i musiał odejść. Następnie przeniósł się na Wyspy Brytyjskie do Birmingham City. W roku 2018 przyjął rolę asystenta Włocha Maurizio Sarriego w Chelsea.
- To dla mnie wspaniała sprawa. Będę ciężko pracować, bo to dla mnie trudne wyzwanie. Cieszę się, że dostałem szansę i będę pracował z Maurizio, żeby osiągać sukcesy. Teraz dam z siebie wszystko, podobnie jak robiłem to w przeszłości jako zawodnik - mówił.
Niestety duet z Italii został zwolniony rok później.
Oddał się swojej drugiej wielkiej pasji
Gianfranco Zola uwielbia słodycze. Szczególną atencją zawsze darzył włoskie lody. Postanowił wspólnie z przyjaciółmi z boiska - Anglikiem Dennisem Wise, krajanem Roberto Di Mateo oraz Ukraińcem Andrijem Szewczenko - otworzyć sieć ekskluzywnych lodziarni Unico.
- Głównym powodem, dla którego włoskie lody są tak dobre, jest to, że każdego dnia są świeże i zawsze wybieramy produkty dobrej jakości. Włosi uwielbiają lody, a ponieważ je uwielbiamy, poświęcamy im dużo uwagi. Chociaż za moich czasów łatwiej było pozbyć się efektów ubocznych – ocenił ze śmiechem Zola.
AK