Dwa miesiące w podziemiach Azowstalu. "Zobaczyłem Hiroszimę i Nagasaki"
Ihor Hadżawa, wraz z żoną i dwójką dzieci, przez dwa miesiące ukrywał się w podziemiach kombinatu Azowstal w oblężonym Mariupolu. Zapytany o to, co widział, gdy opuszczał miasto, odpowiedział: "Hiroszimę i Nagasaki". W środę na antenie telewizji Sky News Illa Samojłenko, przedstawiciel walczącego w Azowstalu pułku Azow, poinformował, że wszyscy cywile, którzy ukrywali się dotąd w zakładach metalurgicznych, zostali już ewakuowani.
2022-05-11, 15:04
- Podczas ewakuacji z Mariupola zobaczyłem Hiroszimę i Nagasaki - powiedział portalowi nv.ua Ihor Hadżawa, który wraz z żoną i dwójką dzieci przez dwa miesiące ukrywał się w podziemiach kombinatu Azowstal w oblężonym mieście.
Hadżawa był starszym inżynierem w zakładach metalurgicznych Azowstal. 1 maja wraz z bliskimi zdołał opuścić miasto w ramach akcji ewakuacyjnej.
Przez pierwsze dni rosyjskiej inwazji rodzina Hadżawy pozostawała w swoim mieszkaniu w Mariupolu.
- Praktycznie od drugiego dnia (wojny, którą Rosja rozpoczęła 24 lutego - red.) odgłosy wystrzałów i wybuchów były coraz bliżej i bliżej. Mieszkaliśmy na dziewiątym piętrze. Dźwięki, wibracje odczuwa się tam bardziej niż na niższych piętrach. Żona spała z dziećmi w przedpokoju - relacjonował w wywiadzie dla portalu nv.ua Hadżawa.
REKLAMA
Płonące miasto
27 lutego ukraińskie siły zaczęły wycofywać się na pozycje w głębi miasta.
- Żona poprosiła, byśmy się gdzieś ukryli. Poprosiłem naczelnika z zakładu, by pomógł nam dostać się do bunkru w Azowstalu - opowiadał mężczyzna. W sumie, jak mówił, w Azowstalu było kilkadziesiąt schronów.
Pierwszego dnia w ich bunkrze było ok. 20 osób, później - mniej więcej 100.
Hadżawa relacjonował, że część kombinatu, pod którą mieścił się ich bunkier, znajduje się na wzniesieniu. Widać z niego było, że "miasto płonie".
REKLAMA
Czytaj także:
W bunkrze działał generator prądu, ludzie mieli początkowo swoje zapasy jedzenia, potem żywność przywozili wojskowi, straż graniczna, bo już w kwietniu zaczęły się problemy. - Nasze dzieci nie były głodne - mówił Hadżawa.
Stale trwały bombardowania
Jak doprecyzował, wśród ludzi w bunkrze było 18 dzieci i 15 osób starszych. Powołując się na relacje innych, mówił, że część z nich próbowała wyjechać "zielonymi korytarzami", ale nie wszystkim się udało. Niektórych nie puszczali Rosjanie, inni trafili pod rosyjski ostrzał. W bunkrze, zbudowanym na wypadek katastrofy technogennej i położonym trzy metry pod ziemią, zostało 76 osób.
Dzieci praktycznie nie wychodziły z podziemi, ponieważ mniej więcej od połowy marca stale trwały bombardowania, a "samolotów nikt nawet nie liczył". Hadżawa przyznał, że były chwile, kiedy "żegnał się z życiem" - gdy przyleciały jednocześnie dwie rakiety, które zniszczyły oba wyjścia z ich części kombinatu.
REKLAMA
- Zawaliły się obie klatki schodowe. U nas było przejście do sąsiedniego budynku, ale też je zawaliło. Cały budynek się obsypał, w budynku było pięć pięter. Jakoś się wydostawaliśmy spod ziemi, przez gruzy. Pomagali nam żołnierze - mówił Hadżawa.
Ludzie w schronie chorowali, głównie były to infekcje, przeziębienia - gdy ktoś zaczynał kaszleć, inni się zarażali. Dwie osoby miały cukrzycę, jedna anemię. Jedną starszą panią raniły w głowę odłamki rakiety.
Ewakuacja z Mariupola
- Cisza była tylko, gdy mieli nas wywieźć 1 maja i dzień wcześniej. Korytarz miał obowiązywać od 7 rano do 20 wieczorem, ale dopiero o 19.30 Rosjanie pozwolili ludziom wyjść. Na terenie kombinatu już nie było dróg - mówił Hadżawa.
Zapytany o to, co widział, gdy opuszczał miasto, odpowiedział: "Hiroszimę i Nagasaki. I »wyzwolicieli«".
Hadżawa jechał w kolumnie z ONZ i Czerwonym Krzyżem. Zanim trafili do Zaporoża (ok. 200 km na północny zachód od Mariupola), uciekinierzy przeżyli jeszcze rozminowywanie dróg. - Rosjanie rozminowywali drogi, my czekaliśmy w autobusie ok. 1,5 godziny. Jeździł specjalny samochód i wysadzał miny, które w nocy rozmieścili, żeby nikt nie uciekł z kombinatu - mówił.
REKLAMA
W Bezimennym odbyła się "filtracja". - Pisemne ankiety, pytania - opowiadał inżynier.
- W bunkrze żałowaliśmy, że tam trafiliśmy, bo przecież nie mogliśmy wyjść. (…) Wydostać się z zakładów przez duży teren z dziećmi przy ciągłym bombardowaniu - to odpowiedzialność za ich życie, nie zdecydowaliśmy się. Ale gdy zobaczyliśmy, że miasto jest zniszczone, spalone, zrozumieliśmy, że przez te dwa miesiące byliśmy przynajmniej jakoś chronieni - podsumował Hadżawa.
***
- Wszyscy cywile, którzy ukrywali się dotąd w zakładach metalurgicznych Azowstal w Mariupolu, zostali już ewakuowani. Pojawiające się doniesienia o 100 osobach na terenie fabryki nie są potwierdzone - poinformował w środę na antenie telewizji Sky News Illa Samojłenko, przedstawiciel walczącego w Azowstalu pułku Azow.
REKLAMA
W ocenie mera Mariupola Wadyma Bojczenki nie ma pewności, czy z terenu fabryki wyprowadzono już wszystkie osoby cywilne. - Tylko kiedy nastąpi zupełne wstrzymanie ognia, będziemy mogli odpowiedzieć na pytanie, czy wszyscy cywile zostali ewakuowani. Są jednak niepewne szacunki, zgodnie z którymi są tam jeszcze ludzie czekający na ewakuację - powiedział we wtorek Bojczenko.
Sytuacja mieszkańców Mariupola jest katastrofalna; według ostrożnych szacunków w mieście mogło dotychczas zginąć ponad 20 tys. osób.
Oglądaj całodobowy przekaz z Ukrainy w streamingu portalu PolskieRadio24.pl:
paw/
REKLAMA