Relacje Tuska z Putinem. Tak rząd PO-PSL negocjował kontrakt na gaz. "Za wszelką cenę chciał dołączyć do elit UE"

2022-09-23, 06:30

Relacje Tuska z Putinem. Tak rząd PO-PSL negocjował kontrakt na gaz. "Za wszelką cenę chciał dołączyć do elit UE"
Donald Tusk podczas spotkania z Władimirem Putinem. Foto: Bartosz Krupa/East News

Donald Tusk od momentu inwazji Rosji na Ukrainę kreuje się na polityka, który latami ostrzegał przed imperialistycznymi zapędami Kremla i uniezależniał nas od Putina. Jego decyzje z czasów, gdy był premierem, świadczą jednak zupełnie o czymś innym. Doskonale obrazuje to skrajnie niekorzystny kontrakt gazowy, który z ramienia koalicji PO-PSL w 2010 r. "wynegocjował" ówczesny wicepremier Waldemar Pawlak. Przedstawiciele rządu nie podjęli wtedy nawet próby uzyskania korzystniejszych warunków umowy i skazali Polskę na uzależnienie od reżimu Putina. Nie jest to jedyny przykład współpracy energetycznej z przedstawicielami Rosji. Wątpliwych kontaktów było więcej.

15 września Donald Tusk gościł w Poczdamie, gdzie wziął udział w uroczystości wręczenia nagrody M100 Media Award. Lider PO wygłosił tam laudację na cześć narodu ukraińskiego. W swoim wystąpieniu podkreślił, że "nie ma żadnego powodu, by państwa takie jak Niemcy, Francja czy Włochy angażowały się w pomoc Ukrainie mniej niż USA, Polska czy kraje bałtyckie". 

- Kiedy słyszę, że Europa i Niemcy powinny posłuchać Polski czy krajów bałtyckich ws. Kremla i agresywnej polityki wiele lat temu, mam gorzką satysfakcję. Mieliśmy rację, kiedy ostrzegaliśmy przed fatalnymi geopolitycznymi konsekwencjami Nord Stream 2. Mieliśmy rację, kiedy starałem się w 2014 r., po pierwszym ataku Rosji na Ukrainę, przekonać Niemców, Francuzów, Włochów do Europejskiej Unii Energetycznej, która mogła uniezależnić Europę od dyktatu gazowego Rosji - dodał.

Donald Tusk podkreślał, że polski rząd i Unia Europejska "nie mogą ulec szantażom Putina". - Wojna wymaga konsekwencji od nas wszystkich - stwierdził.

Kontrakt gazowy. Tak rząd Tuska negocjował z Rosjanami

Jak więc było z tym jego ostrzeganiem Europy i procesem uniezależniania się od dostaw z Rosji? Wróćmy do stycznia 2009 r. Polska ucierpiała wtedy na rosyjsko-ukraińskim konflikcie gazowym. Nagle przestał do nas płynąć surowiec dostarczany przez firmę RosUkrEnergo, co stanowiło około 1/4 naszego rocznego zapotrzebowania.

REKLAMA

Trwała już wtedy budowa gazoportu w Świnoujściu, która miała się zakończyć w 2014 r. Polska potrzebowała więc krótkoterminowego kontraktu tylko do tego czasu. Rząd PO-PSL początkowo objął taką strategię. Potwierdza to ujawniona przez dziennikarzy tygodnika "Sieci" notatka z 3 lutego 2009 r., która powstała w resorcie gospodarki i została zatwierdzona przez ówczesnego premiera Donalda Tuska. 

"Strona polska nie dopuści do próby zwiększenia ilości kontraktu jamalskiego, uzgodnionych Protokołem z dnia 2 lutego 2003 r., jako rozwiązania zastępującego kontrakt z RosUkrEnergo AG" - czytamy.

"W interesie strony polskiej jest zawarcie umowy, w oparciu o którą zostanie podpisany kontrakt na dostawy gazu na lata 2009-2014, tj. do czasu, gdy nie powstaną alternatywne dla kierunku wschodniego możliwości zapewnienia dostaw, jakimi są gazoport w Świnoujściu i gazociąg Baltic Pipe" - dodano.

"W przypadku podniesienia przez stronę rosyjską kwestii statutu EuRoPol Gazu SA strona polska jest zainteresowana utrzymaniem status quo w obszarze podziału kompetencji i sposobu podejmowania decyzji przez zarząd spółki" - podkreślono.

REKLAMA

Dodatkowo przyszłym negocjacjom z Rosjanami sprzyjała ówczesna, korzystna dla nas światowa sytuacja na rynku surowców (cena gazu w ciągu roku spadła o połowę). Słabła też pozycja Gazpromu, który zmagał się z rosnącym zadłużeniem. Znacząca większość europejskich kontrahentów, jak Niemcy, Francja czy Włochy, wykorzystała to, by renegocjować kontrakty i finalnie obniżyć ceny.

Polscy publicyści i eksperci - nawet ci przychylni ówczesnej koalicji - podkreślali, że PGNiG powinno po prostu dokupić brakujące 2 mld m3 gazu rocznie, które będą nam potrzebne tylko do 2014 r., czyli do uruchomienia wspomnianego gazoportu w Świnoujściu.

Nagła zmiana strategii

Rząd PO-PSL podjął jednak wtedy zupełnie inne decyzje. Już w maju 2009 r. minister gospodarki Waldemar Pawlak prosi Donalda Tuska o zatwierdzenie kompletnie nowej strategii. Z notatki, którą opublikował tygodnik "Sieci", wynika, że owa zmiana stanowiska Polski o 180 stopni wynikała z "analizy uwag strony rosyjskiej". 

Przedstawiciele rządu Tuska dziwnym trafem nagle przestali mówić o gazoporcie czy Baltic Pipe. Wykazywali tylko chęć podpisania nowej umowy z Gazpromem aż do 2035 r. na dostawy przekraczające nasze roczne zapotrzebowanie. Okres kontraktu następnie zwiększył się jeszcze aż do 2037 r., co było efektem kolejnego spotkania z Rosjanami w czerwcu tego samego roku.

REKLAMA

To jednak nie koniec niekorzystnych dla nas zapisów. W tym samym czasie rozgrywała się kwestia roszczeń spółki EuRoPol Gaz - właściciela polskiej części rurociągu jamalskiego - wobec Gazpromu. Według zarządu EuRoPol Gaz dług z tytułu usługi przesyłu gazu w latach 2006-2009 (rosyjski gigant zakwestionował cenę tranzytu przez terytorium Polski i nie uiszczał opłat w całości) wynosił 286 327 041 dolarów. W tym okresie kwota ta przekładała się na ok. 819 mln zł. Według dzisiejszego kursu sięga powyżej 1,1 mld zł. W tej sprawie stronie polskiej przyznał rację nawet rosyjski trybunał arbitrażowy, który zarządził spłatę pierwszej części długu. Wynosiła ona 25 mln dolarów. Dawało to więc spore szanse na odzyskanie pełnej kwoty.

W zarządzie wspomnianej polskiej spółki zasiadały cztery osoby - po dwie z PGNiG i Gazpromu. W przypadku zrównania się liczby głosów ostateczną decyzję podejmował prezes, który był nominowany przez stronę polską. Rosjanie dążyli jednak do tego, by przejąć kontrolę nad tym podmiotem. W ramach gazowych pertraktacji wyszli z inicjatywą, by zrównać prezesa (polskiego) i wiceprezesa (rosyjskiego) w uprawnieniach. Rodziło to jawne niebezpieczeństwo, że w przypadku decyzyjnego pata, to rada nadzorcza - z przewagą Rosjan - podejmowałaby ostateczne decyzje. Gabinet Tuska zdawał się tego kompletnie nie dostrzegać.

Niestety ostatecznie "negocjacje" z Rosjanami skończyły się podpisaniem w październiku 2010 r. (pół roku po katastrofie smoleńskiej) niekorzystnego kontraktu na gaz. Rząd PO-PSL zakontraktował więcej surowca, niż potrzebowaliśmy, po zawyżonych cenach aż do 2037 roku. Dodatkowo strona polska utraciła kontrolę nad spółką EuRoPol Gaz i straciła ponad 1 mld zł z tytułu nieuiszczonych opłat przez Gazprom.

Bardzo krytyczny raport NIK

REKLAMA

Jednoznacznie negatywnie podsumowała to Najwyższa Izba Kontroli, która w 2013 r. sporządziła w tej sprawie raport. Kontrolerzy NIK zbadali działania Ministerstwa Gospodarki, Ministerstwa Skarbu Państwa, Kancelarii Prezesa Rady Ministrów oraz spółek: PGNiG, Gaz System i Polskie LNG SA. Dokument przez lata był utajniony. Trafił jedynie na biurka prezydenta, premiera, marszałka Sejmu, marszałka Senatu i do właściwych komisji parlamentarnych. Ujrzał światło dzienne dopiero w 2018 r., już za rządów PiS.

W raporcie NIK wskazała na nieprawidłowości w działaniach ministra gospodarki w zakresie negocjacji umów gazowych. Jak podkreśliła izba, strona polska, przystępując do rozmów ze stroną rosyjską, "nie posiadała wypracowanej strategii". 

"Działania ministra gospodarki dotyczące negocjowania w latach 2009-2010 umów z Federacją Rosyjską, dotyczących dostaw gazu w ramach kontraktu jamalskiego, były prowadzone w znacznej części bez wymaganego umocowania w postaci zatwierdzonej instrukcji negocjacyjnej" - wskazała NIK. 

Z raportu wynika, że Waldemar Pawlak oraz władze PGNiG "nie wykorzystali w pełni swoich możliwości negocjacyjnych, nie podejmując próby uzyskania - w zamian za zgodę na postanowienia korzystne dla strony rosyjskiej [zniesienie roszczeń przez EuRoPol Gaz - przyp. red.] - równoważnych korzyści dla Polski". Jak pisze NIK, minister gospodarki "nie podjął choćby próby uzyskania korzystniejszych warunków dostaw gazu (w tym obniżenia ceny)". 

REKLAMA

Ponadto NIK wykazała, że minister gospodarki już od października 2008 r. posiadał informacje o możliwości zagrożenia dostaw gazu ziemnego dostarczanego przez RUE, ale "nie podjął żadnych działań w celu przygotowania się na ewentualny kryzys gazowy". Przygotowania do negocjacji podjęto dopiero po 20 dniach od wstrzymania dostaw gazu do Polski.

Utracone szanse na uniezależnienie się od Rosji

Dążenie do wydłużenia kontraktów NIK uznała za jeden z największych błędów negocjacyjnych ze strony Polski. W konsekwencji - jak czytamy - na lata utracono szanse na dywersyfikację dostaw gazu. 

Jak wskazano w raporcie, Waldemar Pawlak nie był w stanie na posiedzeniu Rady Ministrów w lipcu 2010 r. wyjaśnić, jakie były przyczyny określania terminów obowiązywania kontraktu na dostawę gazu do 2037 r.

"Pomimo negatywnych opinii o zapisach umów minister gospodarki dążył do zawarcia umów, przedkładając Radzie Ministrów nieuzgodnione z resortami projekty i zmierzając do ich niezwłocznego zatwierdzenia" - czytamy w raporcie NIK.

REKLAMA

W raporcie NIK zaznaczono, że skuteczność negocjacji w sprawie dostaw gazu z Rosji była istotnie ograniczona ze względu na monopolistyczną pozycję Gazpromu jako dostawcy.

Zobacz także:

Kontakty na linii Tusk - Putin. Inne przykłady

Skrajnie niekorzystny kontrakt gazowy to jednak dopiero wierzchołek góry lodowej ogromu kontaktów gospodarczych między rządem Tuska a reżimem Putina. We wtorek na konferencji prasowej politycy PiS zaprezentowali dokumenty, które jasno obrazują, że koalicja PO-PSL nie miała problemu z oddaniem kolejnej - po gazie - gałęzi energetyki w ręce Rosjan.

Jednym z nich jest datowany na luty 2009 r. list od Aleksieja Lambina, dyrektora generalnego koncernu Łukoil w Polsce, do Aleksandra Grada - ówczesnego ministra skarbu. Przedstawiciel rosyjskiej firmy pisał w nim o obietnicy udostępnienia terenu w gdańskim porcie pod budowę terminala paliwowego.

REKLAMA

"Podczas spotkania premiera Polski Donalda Tuska z prezydentem firmy Łukoil Vagitem Alekpierovem na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos zostało osiągnięte porozumienie odnośnie do udostępnienia firmie Łukoil Polska terenu w Porcie Gdańskim pod budowę terminala paliwowego" - czytamy.

Kondolencje z propozycją współpracy

Bliskie kontakty nie ustały nawet po katastrofie smoleńskiej. Co więcej, strona rosyjska nawet w piśmie kondolencyjnym z 10 kwietnia 2010 r. nie omieszkała wspomnieć o dalszej "współpracy energetycznej".

"W tej trudnej godzinie chciałbym podkreślić swoją gotowość do dalszej aktywnej współpracy z Panem celem rozwoju rosyjsko-polskiego współdziałania w dziedzinie energetycznej w zakresie realizacji zakrojonych na wielką skalę porozumień osiągniętych przez Przewodniczącego Rządu Federacji Rosyjskiej W. Putina i Przewodniczącego Rady Ministrów Rzeczpospolitej Polskiej D. Tuska" - pisał do Waldemara Pawlaka ówczesny wicepremier Rosji Igor Sieczin - oligarcha i bliski przyjaciel Putina, który aktualnie jest prezesem rosyjskiego potentata petrochemicznego Rosnieft.

Prośba o przedstawienie stanowiska na forum UE

Politycy PiS przedstawili też pismo, z którego wynika, że administracja Putina nawet namawiała Tuska na lobbowanie za rosyjskimi interesami na forum UE. 

REKLAMA

"Strona rosyjska ma zamiar w pozostałych do końca 2008 r. dniach kontynuować intensywne rozmowy ze stroną ukraińską odnośnie do całego kompleksu spraw w sferze gazownictwa. Wyraźnie widać, że winę za powstałą krytyczną sytuację, która może odbić się na europejskich konsumentach gazu, całkowicie ponosi strona ukraińska, a zatem klucz do uregulowania tej sprawy znajduje się w jej rękach. Daną sytuację dobrze byłoby uwzględnić podczas kontaktów kierownictwa Komisji Europejskiej i krajów członkowskich Unii Europejskiej z oficjalnymi przedstawicielami Ukrainy" - pisał do Donalda Tuska Wiktor Zubkow, były premier Rosji i szef RN Gazpromu.

List Tuska do Putina i "nowa filozofia"

W czwartek TVP Info ujawniło list Donalda Tuska do Władimira Putina z 2008 roku. Były premier pisał w nim do prezydenta Rosji o umocnieniu relacji polsko-rosyjskich i o współpracy energetycznej.

List pokazał w programie "Jedziemy" Michał Rachoń. Dokument jest datowany na 5 czerwca 2008 roku. Były premier pisał wtedy do prezydenta Putina o umocnieniu atmosfery zrozumienia i zaufania między polskimi i rosyjskimi rządowymi ośrodkami decyzyjnymi. Zapewniał też, że Polska stara się aktywnie uczestniczyć w unijno-rosyjskim dialogu energetycznym. "Uważamy, że w tej wrażliwej dziedzinie należy unikać takich rozwiązań, które stwarzałyby wrażenie, iż są skierowane przeciw komukolwiek" - czytamy w liście. W dokumencie znalazło się też oficjalne zaproszenie Władimira Putina do Polski.

Dziennikarze TVP Info ujawnili także treść analizy, którą polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przygotowało w 2008 roku na potrzeby wizyty ówczesnego szefa polskiej dyplomacji Radosława Sikorskiego w Moskwie. W dokumencie przedstawiono założenia nowej "filozofii stosunków polsko-rosyjskich".

REKLAMA

Jest w nim mowa o współpracy Rosji z Zachodem w sferze energetyki, a autorzy dokumentu dostrzegali na tym polu możliwość kompromisu. W analizie jest także mowa o roli Władimira Putina w historii Rosji. "Doceniamy rolę Władimira Putina w obecnej fazie rozwoju Rosji. Świadomi jesteśmy wielkiej odpowiedzialności, jaką wziął na siebie. Chcemy być przekonani, że zamierza on czerpać z potencjału modernizacyjnego i demokratycznego, tkwiącego w narodzie rosyjskim, właściwie ukierunkowywać współzależności między demokracją a praworządnością i dyscypliną" - napisano w dokumencie.

- Oni zdają sobie sprawę, w kontekście faktów, z jakimi mamy teraz do czynienia, że ta polityka jest dla nich kompromitująca. Nie próbują już teraz usprawiedliwiać jej jakąś inną sytuacją geopolityczną. Teraz starają się całkowicie zaprzeczyć własnej polityce i przemilczeć niewygodne fakty - podkreślił w Polskim Radiu 24 prof. Arkadiusz Jabłoński z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Putin już wtedy był zbrodniarzem

Warto w tym kontekście przypomnieć szersze historyczne tło. Mimo że większość z opisanych przykładów kontaktów na linii Putin - Tusk przypadała na kilka lat przed atakiem Rosji na Ukrainę w 2014 roku, to nietrudno było dojrzeć, że Rosja pod jego rządami już wtedy była zbrodniczym reżimem.

Najbardziej jaskrawym przykładem działań Putina była wojna w Czeczeni, która stała się motorem napędowym jego wyborczego sukcesu i była zalążkiem budowy krwawego imperium. Putin - jeszcze jako premier - na fali licznych zamachów w rosyjskich miastach, o które oskarżono Czeczenów, a za którymi mogły stać kremlowskie służby, wkroczył do walki. Propaganda rozbudziła w Rosjanach wielki strach i nienawiść, dzięki czemu Putin po ustąpieniu Jelcyna wygrał wybory prezydenckie z dużą przewagą. Już jako nowy prezydent dokończył w Czeczenii zbrodnicze dzieło. Rosyjscy żołnierze ostrzeliwali miasta, nie patrząc przy tym na budynki mieszkalne, masowo mordowali cywilów i torturowali więźniów w obozach filtracyjnych. Brzmi znajomo?

REKLAMA

Czeczenia nie jest oczywiście jedyną oznaką zbrodniczej polityki Putina. Po ponad dwóch dekadach jego rządów lista zabitych przeciwników politycznych liczy setki nazwisk - Litwinienko, Politkowska, Niemcow, Magnicki to oczywiście najbardziej znane przykłady, których w sumie były tysiące. Mordowano w kraju i za granicą, a zleceniodawców oczywiście nigdy nie wykryto i nie ukarano. 

Putin od samego początku sprawowania władzy nie ukrywał, że jego celem jest odbudowa statusu imperium sowieckiego. Jasno dawał do zrozumienia, że chce ponownego odrodzenia dawnej strefy wpływów, dlatego w polu jego działań szczególnie znajdą się byłe republiki związkowe oraz państwa satelitarne, jak Polska.


"Rząd PO-PSL naruszył bezpieczeństwo obywateli dla bliżej nieokreślonych europejskich korzyści"

Zapytaliśmy ekspertów, jak w świetle tych faktów oceniają decyzje Donalda Tuska o zacieśnianiu współpracy z Rosją, gdy był premierem. W rozmowie z portalem PolskieRadio24.pl Marek Budzisz (ekspert ds. Rosji i postsowieckiego Wschodu) stwierdził, że "ówczesna strategia koalicji PO-PSL była skrajnie błędna i oparta na przesłankach, które okazały się z gruntu fałszywe".

- Działania tamtego rządu były elementem polityki całego Zachodu. To jest dla Donalda Tuska jeszcze większym obciążeniem, ponieważ to właśnie on ze względu na niebezpieczne sąsiedztwo Polski z Rosją powinien próbować narzucić swoją optykę na działania innych, dalej położonych państw UE. Tymczasem nie starano się nawet, by inne kraje, niedoświadczone, czym jest Rosja, próbowały przyjąć naszą perspektywę. On z tego świadomie zrezygnował, bo uważał, że zła historia się skończyła i Unia wyręczy Polskę w kwestii polityki zagranicznej oraz energetycznej. To oczywiście było błędem, którego konsekwencje ponosimy dziś - stwierdził Marek Budzisz.

REKLAMA

Jarosław Guzy (ekspert ds. międzynarodowych, PAP)podkreślił z kolei, że "wszystkie elity zachodnie zignorowały prawdziwą twarz reżimu Putina, który uosabia zbrodniczą historię ZSRR i wywodzi się z KGB - organizacji odpowiedzialnej za śmierć milionów ludzi". - Rosja była traktowana jako normalny partner, wbrew interesom wszystkich państw Europy Środkowej. Niestety rząd PO-PSL, żeby uzyskać akceptację Brukseli i zabiegać o uznanie, próbował zdjąć z siebie łatkę rusofobów. Dołączyli do resetu wobec Rosji w sytuacji, gdy zagrożenia były już widoczne gołym okiem. Lekceważyli jednak w ten sposób interesy własnego kraju. Wszystko tylko po to, by móc przynależeć do europejskiej śmietanki, która latami była ślepa i głucha na zagrożenia ze Wschodu - ocenił ekspert PAP.

- To wręcz zdumiewające, że polski rząd naruszył swoje bezpieczeństwo i swoich obywateli, tylko dla jakichś bliżej nieokreślonych europejskich korzyści - zaznaczył nasz rozmówca. 

- Szereg tych karygodnych błędów w dużej mierze przyczynił się do aktualnej sytuacji wojny na Ukrainie i wynikającego z niej światowego kryzysu - dodał Jarosław Guzy.

***

REKLAMA

"Trzeba zdecydowanie od wszystkich przyzwoitych ludzi, także polityków w Polsce, oczekiwać determinacji, aby przyszłe rządy, jak i całe życie publiczne, było wolne od ludzi, którzy świadomie lub nieświadomie sprzyjają dziś Władimirowi Putinowi w Rosji" - powiedział 21 września 2022 r. w Radomiu szef PO Donald Tusk.

Zobacz także:

jp

Polecane

REKLAMA

Wróć do strony głównej