Katastrofa demograficzna w Polsce już się zaczęła. Oto przyczyny

2024-05-07, 14:24

Katastrofa demograficzna w Polsce już się zaczęła. Oto przyczyny
Z roku na rok spada liczba Polaków, a przyrost naturalny nie zapewnia zastępowalności pokoleń . Foto: Shutterstock/Kochneva Tetyana

Dr hab. Krzysztof Tymicki ze Szkoły Głównej Handlowej w rozmowie z portalem polskieradio24.pl analizuje sytuację demograficzną w naszym kraju. Ekspert wyjaśnia, dlaczego w Polsce nie ma zastępowalności pokoleń.

Rozmowa z dr. hab. Krzysztofem Tymickim z Instytutu Statystyki i Demografii Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. 

Jak wygląda dziś w Polsce zastępowalność pokoleń?

- Zastępowalności pokoleń w Polsce mieliśmy ostatnio w 1989 i 1990 roku. Wówczas współczynniki dzietności przekraczały dwa, czyli w rodzinie rodziło się średnio więcej niż dwoje dzieci. 

Można powiedzieć, że w historii mieliśmy kilka zbiegów okoliczności, które zaważyły na obecnej sytuacji. Mieliśmy trzy powojenne wyże demograficzne - pierwszy był w latach 50., drugi w 70., a trzeci w latach 80. 

Niestety osoby wówczas urodzone nie zrealizowały w pełni swojego potencjału reprodukcyjnego. Wchodziły one w okres dorosłości w drugiej połowie lat 90., kiedy nie było bardzo sprzyjających okoliczności, by posiadać dzieci. To też zaważyło na sytuacji, którą obserwujemy obecnie, czyli na stosunkowo małolicznych rocznikach dzieci urodzonych od roku dwutysięcznego do chwili obecnej.

REKLAMA

Wszystkie prognozy wskazują na to, że dzieci w Polsce będzie rodziło się coraz mniej. Głównie dlatego, że mamy bardzo małoliczne roczniki, które wchodzą teraz w okres reprodukcji. Bardzo liczne roczniki wychodzą natomiast z tego okresu. To będzie stymulowało bardzo dużą nierównowagę w strukturze wieku ludności. Będzie bardzo duży deficyt ludzi młodych i bardzo duża nadwyżka osób w wieku poprodukcyjnym.

Co dzisiaj wpływa na proces redukcji liczby Polaków, oprócz tego, że grupa osób w wieku reprodukcyjnym jest stosunkowo mała? 

- Po co mieć dzieci we współczesnym świecie? Jak można uzasadnić posiadanie dziecka we współczesnym świecie, gdy wyłączymy czynniki o charakterze takim emocjonalno-psychologicznym? Często zadaję to pytanie w mediach. Trudno jest znaleźć racjonalny powód posiadania dzieci taki tu i teraz. Kiedy ludzie rozważają decyzję o posiadaniu dzieci, to mają zdecydowanie więcej negatywnych argumentów niż pozytywnych. 

Trudno się dziwić temu młodemu pokoleniu, że nie chce mieć dzieci. Sytuacja na rynku mieszkaniowym nie zachęca do ich posiadania. Jak wiadomo, ceny mieszkań w dużych miastach rosną i będą rosły. A jak wiemy, dostępność do mieszkań jest czynnikiem kluczowym, żeby w ogóle myśleć o posiadaniu pierwszego dziecka. 

Pamiętajmy, że w Polsce nie jest problemem wysoka bezdzietność, ale to, że ludzie nie chcą decydować się na drugie dziecko. Powodem jest przeciętny metraż mieszkania w granicach 40-50 m kw. Trudno sobie wyobrazić, żeby na takim metrażu żyła rodzina czteroosobowa. To byłby regres do lat 80., kiedy to było powszechne.

REKLAMA

Model rodziny dwa plus jeden dziś dominuje w Polsce?

- Na razie jest widoczny problem z przejściem do urodzenia drugiego dziecka, a nie do urodzenia dziecka pierwszego. Zakładam jednak, że będziemy obserwować w przyszłości rosnący współczynnik bezdzietności kobiet.

Jak na sytuację demograficzną Polaków rzutują problemy z płodnością? Są rodziny, które chciałyby mieć więcej dzieci, ale nie mogą. 

- Problem z tzw. zdrowiem prokreacyjnym też będzie przybierał na sile, ponieważ ludzie coraz później decydują się na posiadanie dzieci. A jak wiadomo, szczególnie w przypadku kobiet, wraz z wiekiem problemy z poczęciem są coraz większe.

Kobiety są w szczycie możliwości prokreacyjnych w wieku 22-27 lat. Kiedy odraczają decyzję o posiadaniu dziecka, tym trudniej im zajść w ciążę. Stąd działania mające na celu zwiększenie dostępności metod wspomagania zapłodnienia są bardzo cenne.

Urodzenie dziecka, w przypadku poczęcia in vitro, też wymaga odpowiedniego zdrowia kobiety. 

- Oczywiście. Mówimy o kobietach, ale trzeba pamiętać, że ogromny wpływ na poczęcie ma też zdrowie prokreacyjne mężczyzn. Stosunkowo mało się o tym mówi. Wiele badań wskazuje, że na płodność biologiczną mężczyzn dużo większy wpływ niż na kobiety mają m.in. zmiany klimatyczne, zanieczyszczenie powietrza oraz styl życia.

REKLAMA

Ostatnio w mediach pojawiły się alarmujące dane z Chorwacji, gdzie drastycznie spada liczba urodzeń, a rośnie liczba zgonów. Jak Polska wypada pod tym względem na tle Europy?

- To jest ogólnoeuropejski trend. Oczywiście nie jesteśmy w Europie w czołówce, jeśli chodzi o liczbę urodzeń. Nie jest ich też najmniej. Na populację patrzy się z perspektywy liczby zgonów, których będzie coraz więcej. Związane jest to z wymieraniem bardzo licznych roczników urodzonych po II wojnie światowej.

W latach 1985-1986 rodziło się ponad 720 tys. dzieci rocznie, a obecnie mniej niż 300 tys. 

Co mogłoby zmienić te trendy?

Wszyscy powtarzają, że w polityce społecznej nie ma jednego złotego czynnika, który nagle odmieniłby sytuację. To kwestia stworzenia odpowiednich warunków, a przynajmniej likwidacji barier, wpłynęłaby na to, że więcej osób zdecyduje się na posiadanie dziecka. Potrzeba m.in. usamodzielnienia młodych ludzi, ale może nie w kategoriach własności. Obecne formy wsparcia rodzin w zakupie własnego M stymulują popyt, a nie podaż mieszkań w Polsce.

Izrael nie ma problemów z dzietnością.

W Izraelu są ortodoksyjne rodziny żydowskie, w których rodzi się po dziesięcioro dzieci. Wśród niereligijnych obywateli Izraela dzietność jest na podobnym poziomie jak w Europie.

REKLAMA

Wysoka dzietność jest w krajach fundamentalistycznych. To też się wiąże z rolami przypisanymi kobietom i mężczyznom w społeczeństwie. W Polsce jest diametralnie inne podejście niż w Izraelu, mimo wpływów religijnych. Nie mamy takiej ortodoksji.

W naszym kraju problem generuje zaburzona struktura poziomu wykształcenia. Jest dużo więcej wykształconych kobiet niż mężczyzn. Dysproporcje widać już na poziomie egzaminu ośmioklasisty, podczas którego dziewczynki radzą sobie zdecydowanie lepiej. To skutkuje tym, że dostają się do lepszych liceów, a potem na najlepsze studia. W efekcie skutkować to będzie silnie sfeminizowaną strukturą w hierarchii społecznej, co będzie mieć niebagatelny wpływ na przyszłość demograficzną Polski.

Dziękuję za rozmowę. 

Czytaj także:

Karolina Goździewska

mpkor

Polecane

REKLAMA

Wróć do strony głównej